ból
kiedy niebo jak ołowiany wór
w krwisto tłumi wrota spiętrzonych głów
gdy z cienia niemrawy odór rodzi ból
barbarzyńsko się wolno wlecze w rów
kiedy powietrze nabiera stęchlizny nabrzmiałej
skąd umiera chciwość ten parszywy wróg
jak pajęcze myśli w złość zaradcze chyli się to w chwałę
rozwesela swą twarz o kamienny róg
gdy słońce z zaćmienia robi więzienie
i kraty nabierają ostatnie tchnienie zapomnienia
i na sztormie w swe sidła rozprzestrzenia swe cierpienie
żywy diament co mieścił swe padliny ze zranienia
krzyże nagle z uskrzydloną ponętnością się zwalniają
posyłając wątły cios anioła
jak poganie co od czeluści się to drwiną a zmagają
i nocami narzekają na los kościoła
a w belce oko zaś spleśniałe
w bezludnym dźwięku ktoś tu jęczy
w mojej twarzy schyłek znów przegrałem
mieczem zatykam groźny lęk co dręczy
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania