ból

kiedy niebo jak ołowiany wór

w krwisto tłumi wrota spiętrzonych głów

gdy z cienia niemrawy odór rodzi ból

barbarzyńsko się wolno wlecze w rów

 

kiedy powietrze nabiera stęchlizny nabrzmiałej

skąd umiera chciwość ten parszywy wróg

jak pajęcze myśli w złość zaradcze chyli się to w chwałę

rozwesela swą twarz o kamienny róg

 

gdy słońce z zaćmienia robi więzienie

i kraty nabierają ostatnie tchnienie zapomnienia

i na sztormie w swe sidła rozprzestrzenia swe cierpienie

żywy diament co mieścił swe padliny ze zranienia

 

krzyże nagle z uskrzydloną ponętnością się zwalniają

posyłając wątły cios anioła

jak poganie co od czeluści się to drwiną a zmagają

i nocami narzekają na los kościoła

 

a w belce oko zaś spleśniałe

w bezludnym dźwięku ktoś tu jęczy

w mojej twarzy schyłek znów przegrałem

mieczem zatykam groźny lęk co dręczy

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania