Język ojczysty —
gorset z samogłosek i spółgłosek,
który rośnie razem ze mną,
a jednak co krok
uczy mnie potykać się o własne „r”.
Tradycja —
cień po przodkach,
tańczy nade mną jak papuga w cudzych barwach,
szeleszcząc przepisem na oddech,
którego nigdy nie wziąłem.
Wiara —
płomień, który boi się światła,
dłonie osłaniające ogień
przed każdym pytaniem,
jakby wiedza była wiatrem
a nie powietrzem.
A wiesz, że nawet jeśli znajdziesz wyjątek, to w moim tekście nie chodzi tylko o same nowotwory słowne (język jest tworem żywym, słowami można się literacko bawić - sama to lubię) ale głębszy sens projektowania wzorem Orwella? :)
Polaroid
Sęk w tym, że nie chodzi o wyjątek, a wiedzę, że feminatywy nie są niczym nowym, tylko powrotem do tradycji, którą zmiótł PRL. I tyle w temacie ;)
Polaroid
Jednak wyjaśnię co mam na myśli, bo zabrzmiałam niegrzecznie. Myślę, że karykaturalność to głównie nieosłuchanie, bo po długiej przerwie, wracają słowa w zasadzie jako nowe.
Są też tworzone całkiem nowe, bo wcześniej kobiety nie były posłami, ministrami, itp. Pamiętam jakie oburzenie wzbudzała na początku "posłanka". Słowa brzmią dziwnie, a niektóre śmiesznie, ale to nie nowość... dużo jest "starych" słów o absurdalnym brzmieniu.
Tjeri
A ja sobie myślę, że karykaturalność nie wynika z nieosłuchania. Owszem, "wcześniej kobiety nie były posłami, ministrami" ale słowa typu 'poseł' / 'minister' to funkcja (bez względu na płeć); podobnie jak dyrektor, logopeda, sędzia, adwokat, lub stopień np. magister, generał, porucznik, kapitan czy oficer itd.
Gdzie określenie płci, z różnych powodów, ma znaczenie, to ma np. opiekun/opiekunka.
Ale to moje zdanie. Nie musimy się zgadzać. :)
Polaroid lewactwo wprowadzało już nie takie nowomowy, które się nie przyjęy. Wszyscy jeszcze chyba pamiętają "zwis męski", "konserwatorkę powierzchni płaskich" i podobne głupoty. Korzystając z opanowania większości mediów w Polsce udają, że promują feminizm, tworząc idiotyczne, kaleczące uszy neologizny typu "gościni", "chirurżka", itp. Dlaczego udają? Bo jednocześnie promują wszelkiego rodzaju zboczeńców, którzy są co do zasady wrodzy feminizmowi. Ich bezrozumni wyznawcy, oszczędzę nazwisk, czy nicków, bo każdy wie o kogo chodzi, są w stanie łyknąć każdą głupotę wymyśloną przez lewactwo, bo genetycznie nie są już zdolni do myślenia samodzielnego. Tego typu prymitywne umysły opisał już Mark Twain.
Polaroid
Kiedyś myślałam podobnie. PRL strasznie wypaczył nasze postrzeganie języka (gdzie moja babcia, rocznik 1921, chodziła jeszcze "do doktorki" i to było naturalne dla niej).
Sama nie oglądam udostępnionych przez kogoś filmików, ale obejrzyj proszę to co udostępniłam pod Twoimi "Utworami".
Tjeri
Zrobione :) Mam kilka wniosków (postaram się jak najkrócej objąć 22 minuty):
1. Na początek 'stańmy obok' całego przedstawienia i poobserwujmy rozgrywający się spektakl, interakcję aktor – publiczność. Ogromną rolę w całym wykładzie od samego początku odgrywa bardzo starannie nakreślona warstwa psychologiczna, nawet w szczegółach - od żartobliwych, prześmiewczych wstawek aż po same trampki naukowca – symbol nowoczesności (co psychologicznie przyciąga bo przecież nikt nie chce wyjść na zacofanego w poglądach, zaściankowego lub, broń Boże, moherowego) przy jednoczesnym głębokim rozeznaniu tematu
2. Ciekawy jest dobór komentarzy, które (zupełnie przypadkowo?) nazywa „studnią ludzkich mądrości – albo z błędami (a w tym przypadku wytknąć błąd ort komentującemu to już niemal gwarancja sukcesu), albo politycznie nieobojętne (tu szyderczy uśmieszek idzie tylko w jednym kierunku; w tym miejscu należałoby rozwinąć temat ponieważ w wykładzie było ‘tego’ więcej*). Ciekawi mnie czy rzeczywiście nie było innych…
3. Wróćmy na moment do strony psychologicznej – argumenty wykładowcy to ‘argumenty’ ale argumenty przeciwników w dyskusji to „lęki” :) Wspomina o kompetencjach w sposób, który eliminuje każdego, kto nie jest polonistą, z dyskusji. Idąc tym tokiem nie mogę wypowiadać się na temat np. ostatniej wojny światowej jeśli nie jestem historykiem z wykształcenia. Hmm…
4. Równie ciekawe jest wyciągnięcie z kieszeni systemów totalitarnych i nowomowy. Tyle tylko, że tu, moim zdaniem, osiągnięty został odwrotny efekt: faktycznie patrzę na współczesne feminatywy nie tylko pod kątem językoznawstwa ale szerzej, i tak należałoby /jak sądzę/ na to spojrzeć ponieważ wpisują się w obecnie promowaną ideologię (tu, podobnie jak w pkt 2, temat jest szerszy). Cytuję: „Ktoś (…) zapytałby, dlaczego w ogóle facet, którego nikt nie pytał o zdanie, czuje potrzebę przyjścia i powiedzenia kobiecie, jak ona może się określać.” – coś Ci to przypomina?
Nie wiem, czy dobrze, że akurat w tym punkcie ale dodam moje ‘zdziwienie’ wobec wspomnianego nagle nazwiska Soros. Rzecz jasna, cień szydery przebiega gdzieś pod ścianą wobec ‘domniemanych teorii spiskowych’. Wszystko jest ‘czysto przypadkowe’.
5. A co do wspomnianych badań: dlaczego nie ma mowy o grupie społecznej/zawodowej, wśród której były przeprowadzane? Podawanie danych brzmi wiarygodnie ale szczegóły są istotne.
6. W końcówce wykładu wybrzmiewa troska, cytuję: „Pamiętajmy również o empatii. Ja nie widzę żadnego powodu, dla którego ja nie miałbym mówić do kogoś tak, jak on sobie tego życzy. (…) czy chodzi o formę neutralną rodzajowo – dlaczego nie?” :D
Płaszczyk empatii to ładny płaszczyk :)
Podsumowując: Nie odmawiam wiedzy i wykształcenia. Ale widzę manipulację. Obserwuję jak temat pozornie tylko językowy łączy się z innymi kwestiami.
Ale to wciąż moje spojrzenie. A może nie tylko moje…
Polaroid
Oczywiście, że jest tu manipulacja i steatralizowanie tematu! To miało zaszokować, a w końcu podobać się publiczności, więc zagrania pod publikę były użyte, jak to w show. Ale mnie chodziło o odsianą treść.
Oglądałam ten filmik pierwszy raz parę lat temu i pewne rzeczy mnie mocno zdziwiły. Od tej pory poczytałam, pogłębiłam wiedzę (nie że w jeden wieczór, mało intensywnie przez dłuższy czas — doczytywałam). Gościni razić mnie przestała szybko. Gorzej z ministerką i paroma innymi, ale to kwestia lekkiego uśmiechu.
Szanuję panie, które wolą być panią profesor niż profesorką, bo to kwestia indywidualnej wrażliwości. Jednocześnie cieszy mnie, że, w końcu, po tym, jak paru komuchów uznało, że sprzątaczka będzie git, doktorka już nie, feminatywom zostaje przywrócona należna językowa równość.
Tjeri
Nie do końca się rozumiemy. Ja nie mówię o steatralizowanie tematu dla potrzeb samego show.
Mówię raczej o manipulacyjnym zmiękczaniu tematu w odbiorze społecznym. Słusznie zauważyłaś - posłanka byłą szokiem, po kilku latach przyjęło się, ludzie się oswoili, idziemy dalej.. pewne obrazy, które kiedyś szokowały, podawane po kropelce wsiąkają w społeczeństwo, stają się normą, przygotowujemy się na mocniejsze przesłania... Podawane non stop w mediach - osłuchujemy się/mają przestać razić, podawane już w podręcznikach w podstawówce stają się naturalnym językiem i obrazem świata dziecka. A w połączeniu (np. z pkt 6) noszą znamiona projektowania społeczeństwa w sposób delikatny, powolny, niezauważalny lub słabo odczuwalny, po kropelce. Ubierzmy to jeszcze w emocje, podłóżmy argument empatii i gotowe.
No prawie :) ja widzę to inaczej. No co poradzę..
Polaroid
Rozumiem, że patrzysz na to przez pryzmat mechanizmów zmiany i kontekstu społecznego.
Ja nie widzę w tym aż tak daleko idącego „projektowania”, ale też nikogo nie namawiam do używania feminatywów.
Reaguję tylko wtedy, gdy mówi się o nich z pogardą albo podaje nieścisłe informacje.
Reszta to kwestia wyboru. Dajmy sobie po prostu żyć.
Tjeri
"Reaguję tylko wtedy, gdy mówi się o nich z pogardą" - to szerszy temat (mam na myśli pogardę).
"Reszta to kwestia wyboru" - pozornie. Kwestia czasu.
Komentarze (21)
A co do treści - nie ma przymusu zgadzania się ze mną.
Spróbuję zapamiętać AM ;)
gorset z samogłosek i spółgłosek,
który rośnie razem ze mną,
a jednak co krok
uczy mnie potykać się o własne „r”.
Tradycja —
cień po przodkach,
tańczy nade mną jak papuga w cudzych barwach,
szeleszcząc przepisem na oddech,
którego nigdy nie wziąłem.
Wiara —
płomień, który boi się światła,
dłonie osłaniające ogień
przed każdym pytaniem,
jakby wiedza była wiatrem
a nie powietrzem.
Szarpią ale niech sobie będą
Sęk w tym, że nie chodzi o wyjątek, a wiedzę, że feminatywy nie są niczym nowym, tylko powrotem do tradycji, którą zmiótł PRL. I tyle w temacie ;)
"feminatywy nie są niczym nowym", owszem, ale ich karykaturalne zastosowanie już tak.
No i faktycznie chyba tyle w temacie ;)
:)))
Jednak wyjaśnię co mam na myśli, bo zabrzmiałam niegrzecznie. Myślę, że karykaturalność to głównie nieosłuchanie, bo po długiej przerwie, wracają słowa w zasadzie jako nowe.
Są też tworzone całkiem nowe, bo wcześniej kobiety nie były posłami, ministrami, itp. Pamiętam jakie oburzenie wzbudzała na początku "posłanka". Słowa brzmią dziwnie, a niektóre śmiesznie, ale to nie nowość... dużo jest "starych" słów o absurdalnym brzmieniu.
A ja sobie myślę, że karykaturalność nie wynika z nieosłuchania. Owszem, "wcześniej kobiety nie były posłami, ministrami" ale słowa typu 'poseł' / 'minister' to funkcja (bez względu na płeć); podobnie jak dyrektor, logopeda, sędzia, adwokat, lub stopień np. magister, generał, porucznik, kapitan czy oficer itd.
Gdzie określenie płci, z różnych powodów, ma znaczenie, to ma np. opiekun/opiekunka.
Ale to moje zdanie. Nie musimy się zgadzać. :)
Kiedyś myślałam podobnie. PRL strasznie wypaczył nasze postrzeganie języka (gdzie moja babcia, rocznik 1921, chodziła jeszcze "do doktorki" i to było naturalne dla niej).
Sama nie oglądam udostępnionych przez kogoś filmików, ale obejrzyj proszę to co udostępniłam pod Twoimi "Utworami".
Zrobione :) Mam kilka wniosków (postaram się jak najkrócej objąć 22 minuty):
1. Na początek 'stańmy obok' całego przedstawienia i poobserwujmy rozgrywający się spektakl, interakcję aktor – publiczność. Ogromną rolę w całym wykładzie od samego początku odgrywa bardzo starannie nakreślona warstwa psychologiczna, nawet w szczegółach - od żartobliwych, prześmiewczych wstawek aż po same trampki naukowca – symbol nowoczesności (co psychologicznie przyciąga bo przecież nikt nie chce wyjść na zacofanego w poglądach, zaściankowego lub, broń Boże, moherowego) przy jednoczesnym głębokim rozeznaniu tematu
2. Ciekawy jest dobór komentarzy, które (zupełnie przypadkowo?) nazywa „studnią ludzkich mądrości – albo z błędami (a w tym przypadku wytknąć błąd ort komentującemu to już niemal gwarancja sukcesu), albo politycznie nieobojętne (tu szyderczy uśmieszek idzie tylko w jednym kierunku; w tym miejscu należałoby rozwinąć temat ponieważ w wykładzie było ‘tego’ więcej*). Ciekawi mnie czy rzeczywiście nie było innych…
3. Wróćmy na moment do strony psychologicznej – argumenty wykładowcy to ‘argumenty’ ale argumenty przeciwników w dyskusji to „lęki” :) Wspomina o kompetencjach w sposób, który eliminuje każdego, kto nie jest polonistą, z dyskusji. Idąc tym tokiem nie mogę wypowiadać się na temat np. ostatniej wojny światowej jeśli nie jestem historykiem z wykształcenia. Hmm…
4. Równie ciekawe jest wyciągnięcie z kieszeni systemów totalitarnych i nowomowy. Tyle tylko, że tu, moim zdaniem, osiągnięty został odwrotny efekt: faktycznie patrzę na współczesne feminatywy nie tylko pod kątem językoznawstwa ale szerzej, i tak należałoby /jak sądzę/ na to spojrzeć ponieważ wpisują się w obecnie promowaną ideologię (tu, podobnie jak w pkt 2, temat jest szerszy). Cytuję: „Ktoś (…) zapytałby, dlaczego w ogóle facet, którego nikt nie pytał o zdanie, czuje potrzebę przyjścia i powiedzenia kobiecie, jak ona może się określać.” – coś Ci to przypomina?
Nie wiem, czy dobrze, że akurat w tym punkcie ale dodam moje ‘zdziwienie’ wobec wspomnianego nagle nazwiska Soros. Rzecz jasna, cień szydery przebiega gdzieś pod ścianą wobec ‘domniemanych teorii spiskowych’. Wszystko jest ‘czysto przypadkowe’.
5. A co do wspomnianych badań: dlaczego nie ma mowy o grupie społecznej/zawodowej, wśród której były przeprowadzane? Podawanie danych brzmi wiarygodnie ale szczegóły są istotne.
6. W końcówce wykładu wybrzmiewa troska, cytuję: „Pamiętajmy również o empatii. Ja nie widzę żadnego powodu, dla którego ja nie miałbym mówić do kogoś tak, jak on sobie tego życzy. (…) czy chodzi o formę neutralną rodzajowo – dlaczego nie?” :D
Płaszczyk empatii to ładny płaszczyk :)
Podsumowując: Nie odmawiam wiedzy i wykształcenia. Ale widzę manipulację. Obserwuję jak temat pozornie tylko językowy łączy się z innymi kwestiami.
Ale to wciąż moje spojrzenie. A może nie tylko moje…
Oczywiście, że jest tu manipulacja i steatralizowanie tematu! To miało zaszokować, a w końcu podobać się publiczności, więc zagrania pod publikę były użyte, jak to w show. Ale mnie chodziło o odsianą treść.
Oglądałam ten filmik pierwszy raz parę lat temu i pewne rzeczy mnie mocno zdziwiły. Od tej pory poczytałam, pogłębiłam wiedzę (nie że w jeden wieczór, mało intensywnie przez dłuższy czas — doczytywałam). Gościni razić mnie przestała szybko. Gorzej z ministerką i paroma innymi, ale to kwestia lekkiego uśmiechu.
Szanuję panie, które wolą być panią profesor niż profesorką, bo to kwestia indywidualnej wrażliwości. Jednocześnie cieszy mnie, że, w końcu, po tym, jak paru komuchów uznało, że sprzątaczka będzie git, doktorka już nie, feminatywom zostaje przywrócona należna językowa równość.
Nie do końca się rozumiemy. Ja nie mówię o steatralizowanie tematu dla potrzeb samego show.
Mówię raczej o manipulacyjnym zmiękczaniu tematu w odbiorze społecznym. Słusznie zauważyłaś - posłanka byłą szokiem, po kilku latach przyjęło się, ludzie się oswoili, idziemy dalej.. pewne obrazy, które kiedyś szokowały, podawane po kropelce wsiąkają w społeczeństwo, stają się normą, przygotowujemy się na mocniejsze przesłania... Podawane non stop w mediach - osłuchujemy się/mają przestać razić, podawane już w podręcznikach w podstawówce stają się naturalnym językiem i obrazem świata dziecka. A w połączeniu (np. z pkt 6) noszą znamiona projektowania społeczeństwa w sposób delikatny, powolny, niezauważalny lub słabo odczuwalny, po kropelce. Ubierzmy to jeszcze w emocje, podłóżmy argument empatii i gotowe.
No prawie :) ja widzę to inaczej. No co poradzę..
Rozumiem, że patrzysz na to przez pryzmat mechanizmów zmiany i kontekstu społecznego.
Ja nie widzę w tym aż tak daleko idącego „projektowania”, ale też nikogo nie namawiam do używania feminatywów.
Reaguję tylko wtedy, gdy mówi się o nich z pogardą albo podaje nieścisłe informacje.
Reszta to kwestia wyboru. Dajmy sobie po prostu żyć.
"Reaguję tylko wtedy, gdy mówi się o nich z pogardą" - to szerszy temat (mam na myśli pogardę).
"Reszta to kwestia wyboru" - pozornie. Kwestia czasu.
"Dajmy sobie po prostu żyć" - tu się zgadzam :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania