[brak tytułu]
*imiona i nazwiska brane od tak. nie przejmujcie się zbytnio nimi*
Na Agnieszkę Sobczak, dwudziestodwuletnią studentkę drugiego roku ekonomiki na Uniwersytecie Warszawskim po ostatni pierwszy natknąłem się podczas sobotniej imprezy w klubie Sogo przy Al. Jerozolimskich. Siedziałem wtedy przy barze z organizatorem przyjęcia i moim najlepszym przyjacielem, Sebastianem Mikulą, na którego wszyscy wołali Kiełek, z powodu poważnych ubytków w uzębieniu. Mianowicie posiadał tylko dwie pary, ostrych jak brzytwa kłów, które już samym wyglądem odwracały uwagę od pustych dziąseł. Z jakiegoś powodu nikt się tym nie interesował. I dobrze. Bo gdyby to komuś wyjaśnić, rozmowa trwałaby całą noc.
Wracając, Agnieszka pojawiła się w klubie około dziesiątej ubrana w obcisłą, czerwoną sukienkę kończącą się w połowie ud, płaszcz z futerkiem i bardzo wysokie obcasy, dzięki czemu była chyba najwyższą osobą na imprezie. Bez większego wysiłku wypatrzyła nas, spośród dwudziestu osób przy barze i szybkim, płynnym ruchem zmierzała w naszą stronę, ignorując sprośne komentarze i spojrzenia gapiów.
— Tu jesteś — powiedziała melodyjnym głosem i zwinnym, szybkim ruchem wskoczyła Sebastianowi na kolana. — Tęskniłam.
— Ja za tobą też — odpowiedział kumpel i wskazał na mnie skinieniem głowy. — Pamiętasz Arka?
— Jasne! — Studentka starała się przekrzyczeć bawiących się gości. — Co u ciebie? — zapytała, bawiąc się swoimi długimi, rudymi włosami.
— Witaj Agi — odpowiedziałem i uśmiechnął się do niej niezauważalnie. Nie był to bynajmniej szczery uśmiech.
Agnieszka była osobą dość porywczą i nieobliczalną. Z jednej strony cicha i nieśmiała studentka, siedząca w kącie sali i notująca każde słowo wykładowcy, w nadziei wyczekując końca wykładu, a z drugiej — wybuchowa imprezowiczka, która niczego się nie boi i z każdym obchodzi się jak z zabawką. Z każdym, z wyjątkiem mnie i Kiełka. Nas darzyła na swój sposób jakimś uczuciem. Dlatego rzadko cieszyłem się na jej widok. Umiała prowadzać na siebie kłopoty. Oczywiście w tej wybuchowej wersji.
— Co ciekawego powiecie? — zagadnęła, przerywając nasze milczenie. — Jakie macie plany?
— Cóż — zaczął Sebastian — Chcieliśmy właśnie się spić jak dzikie świnie i korzystać z życia. W końcu to moje urodziny nie?
— A no właśnie! — krzyknęła Agnieszka i łapiąc Kiełka za fraki koszuli, przycisnęła swoje usta do jego ust.
Dla kogoś, kto siedział obok, mogłoby się wydawać, że ta dziewczyna jest spokrewniona z pijawką. I rzeczywiście miałby rację. Przyssała się do mojego kumpla na dziesięć minut, łącząc różne, znane jej style całowania. Gdy skończyła, wyjęła z kieszeni płaszcza czerwoną szminkę, niewielkie lusterko i poprawiła makijaż.
— Wszystkiego najlepszego — rzuciła obojętnie, patrząc na niego spod szkła.
— Dzięki — odparł niewyraźnie Sebastian. Górna warga kompletnie mu napuchła.
W tym momencie stwierdziłem, że nie chce patrzeć na to, co ona jeszcze wymyśli, więc rozejrzałem się po klubie. Zabawa trwała w najlepsze. Alkohol lał się strumieniami, DJ leżał nieprzytomny na głośniku, a jego miejsce zajęły dwie, cycate blondynki. Zza drzwi do toalety można było usłyszeć krzyki i pojękiwania młodych kobiet, a kula disco, która wisiała pod sufitem, jakimś cudem ociekała wymiocinami. Punkt dla tego spryciarza, powiedziałem do siebie w duchu. Całość zamykał nieprzytomny chłopak w kolorowych bokserkach, któremu urwał się film. Wykorzystując nadarzającą się okazję, jego przyjaciele zawiesili go do góry nogami tak, by drzwi do klubu Sogo uderzały go w głowę przy każdym otwarciu.
— Tutaj jesteś! — usłyszałem nagle za sobą potężny, męski bas, od którego ciarki mi przeszły po plecach. Sebastian i Agnieszka drgnęli jak rażeni piorunem.
Gdy się odwróciłem, ujrzałem solidny, męski tors opięty ciasną, czarną koszulką z napisem Fuck The Police. Byczek miał ze dwa metry wzrostu i mogę przysiąść, że z połowę tego wszerz. Łysą głowę pokrywał tatuaż w kształcie czaszki, a pod okiem widniały paskudne sińce. W lewej ręce trzymał pistolet, którego z jakichś powodów nie próbował zakryć.
— Myślałaś, że mi uciekniesz? — kolos zwrócił się do Agnieszki, która zeskoczyła z kolan Seby i stanęła za nim. — Nie ma głupich! Jesteś mi coś winna i zamierzam to od ciebie wyzyskać.
— Zapomnij kretynie! — wrzasnęła i ze strachu wbiła swoje czarne paznokcie w ramię mojego kumpla.
— O co tu chodzi? — głos zabrał Kiełek, który wstał z krzesła i podszedł do napastnika. Byli niemal równi wzrostem, lecz to byczek miał przewagę.
— Nie wtrącaj się dupku! — ryknął drągal i zrobił zamach, by znokautować solenizanta.
Sebastian nie miał szans na zblokowanie ciosu. Padł na deski, wypluwając przy tym ząb. To będzie bolało, pomyślałem i przetoczyłem się przez bar, chwytając w dłoń butelkę whisky. Następnie doskoczyłem do Agnieszki i zasłoniłem ją swoim ciałem.
— Odejdź, bo tobie też stanie się krzywda — pogroził mi byczek, wymachując pistoletem.
Nie bałem się. Zamknąłem tylko oczy i wyszeptałem krótką formułkę. Następnie rzuciłem trunek na podłogę, z którego zamiast wódki, wypłynęła szara mgła, zakrywająca mnie i wystraszoną studentkę.
Chwilę później znaleźliśmy się na Bulwarach. W okolicy mostu Gdańskiego, gdzie kilka lat temu ocaliłem Sebastiana przed pobiciem. Od tamtej pory jesteśmy nierozłącznymi kumplami. Gdy mgła zniknęła, popatrzyłem na Agnieszkę, która ze strachu przyjęła pozycję embriona i zaczęła wymiotować.
— Słodki Boże — zakląłem pod nosem i łapiąc ją w biodrach, przerzuciłem przez bark i zaniosłem do starej kryjówki, wydrążonej w stopie mostu.
*sorki, że z anonima ale mam problem z netem*
*po za tym to opko próbne i nie wiem czy będę je kontynuować, to taki napływ weny*
Komentarze (5)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania