Brak tytułu.
Ogołocone drzewa, niesłyszalny dźwięk
upadających liści.
Myślącym jestem, zadumanym jestem
w tym dźwięku kruszejacych liści.
A gdy w powietrzu unosi się deszczu
smak, na poróżno szukam słońca
wzniesień rażących.
Za oknem hula wiatr, wsłuchuje się jego krzyk on napawa mój słuch melodii melancholią...
Wyczuwam się w nastrój zimna i me ciało chłodem napawa.
Gorąca herbata i stygnące usta..
Duchem odleciałem nad wzgórza ciszy,
Ponad niepokój umysłu,
ponad sztuczny świat
Teraz śpiewam, teraz tańczę z ptakami.
Odpływam głębiej pozostawiam rzeczywistość na później.
Tracę kontrolę i zostać tu mógłbym
Mógłby zostać..
W śnie, w tym śnie gdzie wyprany jestem z uczuć, sprawiających, że me serce pruchnieje jak stare drewno.
Nie chcę już czuć, że umieram od wnętrza...
Tu staje się szczątkami.
Tu bywam nie
kochając
Tu jestem nienawidzącym ze smutku,
więc uciekam, wyrzucam za siebie głos
nasycony zgnilizną, poza ciało z łzami.
Komentarze (2)
*kruszejących
*próżno
*wielokropek to trzy kropki, a nie dwie
*wczuwam
*staję
Niby jakiś zamysł jest, ale stanowczo zbyt chaotyczny i niechlujny jest ten wiersz. Do poprawy
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania