Brama
Udało się. Po wielu dniach wędrówki stanąłem wreszcie przed nią.
Czułem przyjemne drżenie całego ciała. Pojawiła się gęsia skórka. Byłem niezwykle podniecony. Ciśnienie bardzo mi wzrosło. Krew w szalonym tempie przepływała przez rurociągi żył. Moje gardło było suche, jak Sahara i raz po raz przełykałem ślinę.
Ta Brama była taka potężna. Ja przy niej wydawałem się być taki mały i kruchy. Jak pyłek na wietrze. Jak źdźbło trawy. Bliskość jej wprowadzała we mnie lekki niepokój, ale on tylko dodatkowo mnie podniecał. Gdy jej dotknąłem, poczułem, jak przez moje ciało przepływa strumień prądu. To nie było jednak powlające, jak pierwsze wrażenie, które odniosłem na jej widok.
Poczułem silny wstrząs, ale wprowadził on we mnie porcję dodatkowej energii.
Ta trudna do określenia potęga jej, którą wyraźnie czułem w pierwszej chwili trochę mnie przestraszyła. Poczułem się jeszcze bardziej mały, wątły i kruchy.
A ona trwała przede mną, jak prawieczny monolit, który był tu od początku świata. Była, jak coś najoczywistszego. Była początkiem i kresem jednocześnie, od którego wszystko się zaczyna i na którym kończy.
Teraz w pełni zrozumiałem dawno przeczytane słowa. Przez nią prowadziła droga w miasto utrapienia i w wiekuiste męki. Wielka i potężna, dzieło sprawiedliwej ręki wzniesione z gruntu przez Potęgę Wszechwładną, Mądrość Najwyższą i Miłość Pierworodną.
A ten napis umieszczony nad nią mówił wszystko.
LASCIATE OGNI SPERANZA, VOI CH'ENTRATE.
Wrota bramy zaczęły otwierać się bezgłośnie ukazując ciemne i bardzo tajemnicze wnętrze...
Komentarze (2)
Przecież za tą bramą nie ma nic - więc i nadziei.
Ogólnie, to ze słowami poety nie dyskutuję. Ja tylko przedstawiłem swoją wersję.
Dzięki za komentarz. Pozdrawiam.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania