Brat

-Mówię ci, nie ma go.

-Kogo?

-No jego, Mikołaja. Mówiłem ci przecież!...

Mała pulchna raczka zawiesza złotą bombkę na gałązce. Rączka jest prawdziwa, gałązka sztuczna. Choinka z turkusowego plastiku, 1,05 w kłębie - ale na tym drewnianych stojaku - uwaga - w porywach 1,15! Innych we wiejskim sklepie, tzw. żelaźniaku - nie było. Dla małej jest najpiękniejsza na świecie. To znaczy zaraz będzie, ustrojona. Malowana bombka wreszcie trafia na swoje honorowe miejsce i już dynda na górnej gałązce. Mają tylko jeden taki kartonik - dwie złote, dwie niebieskie, dwie czerwone w srebrne listki. Dziewczynka je uwielbia: są bajkowe, zupełnie jak z tych pięknych świątecznych pocztówek od stryja Jana! Od tych bombek zaczynała strojenie w zeszłym roku, pamięta. Wszystkie będą wisieć od strony pokoju rzecz jasna, najpiękniejsze.

-Jak to: nie ma?! Przecież w zeszłym roku były prezenty, wszyscy coś dostali. Nawet dziadkowie, chociaż oni na pewno są dorośli! I okno było otwarte...obudziłam się, bo mi zimno było. I były! Były! Leżały pod choinką!...

Brat jest nieugięty; z piedestału swoich dumnych jedenastu lat widzi już świat inaczej. Patrzy na siostrę z mieszaniną politowania i nastoletniej wyższości.

-A ja ci mówię, że nie ma. Już wiedziałem od dawna ale byłaś za mała, nie mówiłem ci tego. Bałem się, że będziesz ryczeć albo mi nie uwierzysz. Teraz to chociaż można już z tobą trochę pogadać...

Dziewczynka niepewnie patrzy na brata. Zielone oczy się szklą; nie wie, czy cieszyć się z tego częściowego komplementu czy rozszlochać ze złości. Będzie mnie tu straszył! Przecież tata kleił ze mną lampiony z kolorowego papieru, Pszczółka Maja (ze skrzydełkami z brązowej folii od sękaczy) też już szeleści na przedniej gałązce. Papierowy kogucik ma piękny wielobarwny ogon a gwiazda tylko trochę wyszła krzywo, powiesi ją od okna. Piękna choinka to piękne prezenty przecież.

-Jak chcesz to możesz ze mną czuwać. Zobaczysz, że to tata z mamą podkładają te paczki. W zeszłym roku znalazłem kawałki niebieskiej wstążki w szufladzie. No wiesz, tej, co miałaś zapakowaną tę swoją laleczkę. To co, Mikołaj przyszedł do naszego sklepu i kupił wstążkę do prezentów?

Mała nagle uśmiecha się na myśl o zeszłorocznym prezencie. Nienawidzi lalek; są sztywne, plastikowe i okropne. I jak się nimi bawić? Nuuuuda. I te sztywne rzęsy, jak ze szczotki do ubrań u babci...A jednak ten mały ciemnoskóry bobas z wystawy w kiosku Ruchu skradł jej serce. Może dlatego, że lala ma miękkie plastyczne ciałko w kolorze ulubionego ciasta z kakao (ostatnio z bratem niestety wyjedli polewę), kręcone loczki jak pudelek cioci Stasi i rozczulające krzywe grube nóżki.

-To ja będę czuwać razem z tobą, nie zasnę, zobaczysz! Jestem już duża, nie muszę chodzić spać po dobranocce! Wytrzymam, zobaczysz! Zobaczysz!...

Wieczór wigilijny się dłuży. Nie wiadomo kiedy Mikołaj się zjawi; może najpierw pójdzie do sąsiadów, mają więcej dzieci? Taki Mikołaj to naprawdę się musi nachodzić, i to w jeden wieczór! Jak ostatnio szła z tatą z sanek to strasznie bolały ją nogi, a to była tylko górka za wsią. Na sześcioletnie nogi całe długie dwa kilometry. Całe szczęście, że śnieg stopniał na drugi dzień; nie nauczyła się jeszcze zjeżdżać na śledzia to tyłek i ręce bolą po nurkowaniu w płytkim śniegu. I teraz jeszcze boli mała głowa, od myślenia...

No dobrze. Osiem rodzin to tylko w jednym naszym bloku.A te domy obok babci? Tam dopiero jest dużo choinek. Może nie zdąży jak zacznie z tamtej strony wsi?

Brzęk. Krótki, kruchy, szklisty. Choinkowy. Dziewczynka budzi się gwałtownie. Różowa piżamka z falbanką zawinęła się, odkrywa plecy. Zimno.

Gwałtownie wyskakuje z pościeli, sześcioletnie ciałko wypełnia radosne oczekiwanie. Prezenty! Prezenty! Zaraz wszystkim udowodni, miała rację! Zawsze ją ma!

-Wstawaj!

Ale brat już siedzi na łóżku. A choinka już leży. Przy łóżku. Na niej kołdra. Mikołaja nie ma, są za to zaniepokojeni hałasem rodzice. Złota i niebieska bombka odeszła w niebyt, stała się niebiańskim brokatem. Zmieszana z łzawą solą pokrywa zaspane dziecięce stopy.

Tak to jest jak starszemu bratu śnią się walki samurajów. Właśnie tak to jest. Kilka markowanych lunatycznych ciosów i mała plastikowa choinka w potyczce z fruwająca kołdrą nie miała żadnych szans. I ten śliczny czubek...Może jak się go przekręci i dziura będzie od ściany to Mikołaj nie zauważy?...

Nie zauważył. Musiał przyjść nad ranem kiedy wszyscy spali. Nawet się nagrał na kasetę w nowym pięknym magnetofonie, jak się ładnie przywitał! I mówi wyraźnie, tak samo jak tata! I co, bratu teraz głupio, i to jak! Taki Mikołaj to musi być fajny gość. Wiedziałam, wiedziałam!

Nie ma już tamtej choinki. Odeszła w plastikowy niebyt i po wsze czasy będzie niszczyć Matkę Ziemię.

Nie ma już brata. Jego ciało użyźnia podmiejski cmentarz, piękne tamtejsze świerki rosną teraz zapalczywie kłując niebo turkusowymi igłami.

Nie ma już dziewczynki.

Ruda długowłosa kobieta o ściągniętych mocnych brwiach nasłuchuje.

Na pachnącej gałązce stara czerwono-srebrna bombka odbija wątłe grudniowe światło popołudnia.

Idą święta.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania