Bratobójstwo

W momentach największego wzburzenia doświadczam realizacji tego jak bardzo potrzebuję wolności.

Jean-Paul Sartre powiedział ponoć że "Piekło to Inni".

Ale czy musi tak być? Ciężko mi zebrać myśli, po części dlatego że wiem że i tak nie znajdą one odbiorcy.

To jak krzyk w ciszy, gdy słyszysz samego siebie i przeraża cię on, bo samemu jesteś swoim odbiorcą.

Może o to właśnie chodzi, by wreszcie siebie usłyszeć - ten trwający nieraz latami podświadomy krzyk rozpaczy, zmęczenia, lęku, pragnienia, frustracji...

To krzyk niewolnika, niewolnika który nie dorósł do wolności.

Nie, nie - to źle brzmi. Inaczej.

 

Opadam z sił. Mógłbym walczyć, chociaż zrozumienie przychodzi szybciej niż mija mój gniew.

Czy jest sens rozmawiać z niewidomym o kolorach, tłumaczyć głuchemu piękno muzyki? Ileż można?

I mówię to z całej sympatii jaką odczuwam dla innych ludzi, dla ich indywidualnych ułożeń życiowych, tego co ich spotkało i uformowało.

Tylko dlaczego ja mam cierpieć przez ich problemy ze sobą? Bo Jezus tak powiedział?

Nie wierzę w Jezusa, niech spierdala z tym swoim krzyżem. Jak to piszę to nawet czuję jak mi grozi, żebym go lepiej nie obrażał bo mnie przeklnie czy coś.

OK Jezus. Nie istniejesz dla mnie, ten artykuł zresztą nie jest o tobie. Przestań się we wszystko tak wpierdalać, dobra?

Szanujmy się.

 

No właśnie, potrzeba. Ciągle słyszę o potrzebach - a mianowicie o ważności ich realizowania.

Tyle że im większy poziom skomplikowania tych potrzeb, potrzeb wyższego rzędu - tym bardziej się od siebie różnimy. Twoja potrzeba nie jest moją potrzebą.

Dbajmy o pokój. On jest podstawą do realizacji wszystkich potrzeb normalnych ludzi.

W stanie ciszy, w stanie spokoju rosną piękne kwiaty, trawka, roślinki - zgodnie z włożonym weń wysiłkiem i porami roku.

Wojna za to przynosi głód, niepokój, złość, żądzę mordu i zemsty. Zatrute owoce, śmierć oraz biedne, porzucone dzieci.

Nie chcę widzieć wroga w innym człowieku. Dlatego właśnie samotność wydaje się nieraz tak atrakcyjna.

Ta brzydsza siostra wolności. Może i nie jest tak piękna, za to zawsze dostępna, wysłucha i zapytana - podkreślam - zapytana, udzieli dobrych rad.

Czy by znaleźć miłość w tym świecie, to trzeba się wystarczająco ogłuszyć? Schlać, naćpać, dołączyć do religii, czy klubu. Wziąć kredyt na 30 lat, zrobić dziecko, ożenić, rozwieść się, spłacić dom i wziąć kredyt na inny. Zaakceptować to że nic nie możesz zrobić, spuścić głowę i beczeć te same frazesy z resztą strzyżonych baranów.

I umrzeć.

Nie zapominajmy o najważniejszym. Wyczekiwać wręcz śmierci, specjalnie się na nią narażać.

Szukać jej w zastępstwie braku miłości. Zredukować miłość do troski, wyłudzać ją jak wyżebrane drobne, wpadające do czapki poprzez przechodzących obcych.

Zdegenerować się i pozbawić ambicji, złudzeń. Wtedy, może właśnie wtedy przyjdzie Jezus lub inny dobry bóg-socjopata i ukaże ci że go potrzebujesz.

Że jesteś wreszcie go wart, że nie musisz dłużej czekać!

 

Mam dość oczekiwań. W miejscu miłości płonie czysta nienawiść, gniew przejmuje duszę, złość wykrzywia rozum.

Nigdy nie chciałem cię zabić.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania