Bunt dobowy
Pewnego zwykłego wieczoru, kiedy marzenia słodko spały, budząc głośnym chrapaniem lęki, poczułam, że muszę coś zmienić. Nadszedł czas na bunt. Postanowiłam działać od razu. Wbrew logice! Posmarowałam twarz kremem na dzień jeszcze przed prysznicem i nago, ubrana w piżamę, udałam się do łóżka, by zasnąć na stojąco i śnić z otwartymi oczami o rzeczach nudnych. Rano po zachodzie słońca wypiłam wczorajszą kawę, dmuchając, by się nie oparzyć i tyłem wyszłam do pracy. W windzie przywitałam się pożegnaniem z sąsiadką wyprowadzaną na spacer przez psa. Oni również jechali w górę na parter, w nadziei na skrawek nieba.
Opuszczając budynek, skryłam się pod dachem chmur. Otwarłam za sobą drzwi i spojrzałam na zegarek, który leżał wciąż na nocnej szafce, po czym spokojnym krokiem pobiegłam na przystanek. Wskoczyłam do autobusu, który uciekł mi sprzed nosa i usiadłam na zajętym miejscu. Spałam, rozmawiając z panią siedzącą obok, która z powodu choroby pozostała w domu.
Dojeżdżając do nie swojego celu, wysiadłam w trakcie jazdy i poszłam do pracy odpocząć. Siedziałam przy bezproduktywnej linii, zamykając znikające pudełka. Na przerwie pracowałam, pijąc kanapkę i zagryzałam herbatą. Nie rozmawiałam z koleżankami, wciąż wymieniając poglądy i wspomnienia z wakacji, na których nigdy nie byłam i nie planowałam być. Patrzyłam na nie, wbijając wzrok w ścianę i próbowałam ją przesunąć siłą woli, aby zyskać przestrzeń na oddech. Niestety na marne.
Po ośmiu godzinach, które trwały prawie dwanaście, ruszyłam do domu piechotą i idąc dookoła, odnalazłam nowy skrót. Po drodze minęłam kilka spraw zaznaczonych niewidocznym, czerwonym mazakiem i zerwałam ważne kartki z tablicy korkowej w kuchni.
Na początku tego kończącego się dnia stanęłam przed wyłączonym telewizorem, przełączając pilotem myśli. Wyczerpałam baterie. Rzuciłam plastikowym ustrojstwem, kładąc je na stole i poszłam do kosza na śmieci, by wyciągnąć zeszłoroczny kalendarz.
– Miło, widzieć twój uśmiech kochanie.
– A może, to tylko kwestia perspektywy? – odpowiedziałam mężowi, który idąc w moje ślady, zawisł u sufitu niczym nietoperz.
Komentarze (27)
No Świetne to jest!!!!! Kiedyś miałem podobny pomysł, ale Ty napisałaś to - super. Takie jest moje odczucie.
Tak, dużo zależy od perspektywy. Jakby namieszać w czasoprzestrzeni i ustalonych schematach. Daje→5 bo nie mogę więcej. Pozdrawiam.
Dzięki DD!! Zawsze używam kremu na dzień. Wieczorem też i dopiero ostatnio zwróciłam na to uwagę. I potem już poleciało. Fajnie, że się podoba.
Pozdrawiam:)
Bardzo się podoba. Tylko nie zapomnij nalać szklankę do herbaty
Dekaos Dondi :)
Ćwierć wieku temu napisałem utwór, który nazwałem Antyliteracką Epopeją czy jakoś tak. Byl na podobnym oparty pomyśle...
Ale to mnie w fotel wgniotło, mimo, że leżę i kwiczę u powały, powalony majstersztykiem tak genialnym, że aż błyskotliwie chorobliwym.
Choć idee podobne - Twoje wykonanie bije w przedbiegach i bez odbijania bawełny wszlkie moje myśli niedzisiejsze i niewczorajsze - otrząsnąć się nie mogę bo wypadałoby po napisaniu tego komentarza, wreszcie Twój utwór przeczytać. Najlepiej poczynając od końca, aż zgaśnie początkiem uśmiechniętym żałośnie.
Brawo 10/5
nie umiem takiej oceny dać, ale to wina portalu - więc będzie tylko 5... kto naprawi tego buga?
Ojej... Ogromnie mi miło! Dziękuję, za miły komentarz:)
Justyska kurza twarz motyla noga, to ja dziękuję... gdyby to nie było beznadziejne, to bym teraz spróbował odnaleźć swoją "Antyliteracką" i rytualnie ją spalić, bo tak płaska ona w porównaniu z tą perełką... ale na szczęście zagubił się ten utwór-potwór w przeprowadzkach i nie muszę jego żałości oglądać w świetle Twgo majstersztyku... szczękę nadal z ziemi zbieram i oddechu nie mogę złapać... muszę pamiętać, by do Ciebie za często nie zaglądać, bo w moim wieku taka serc palpitacja groźna...
Hypokryta toś mi posłodził tak, że nie będę mogła spać. Dzięki:D
Dobry wieczór
Strasznie fajnie pokazałaś powrót do przeszłości. Regres codzienności. Tylko sciąg męża z sufitu, żeby tam długo nie wisiał. Fajnie się zabawiłaś inaczej.
Pozdrawiam cieplutko
Dzięki Pasjo! Mówi, ze mu tam dobrze.
Pozdrawiam!
Jeszcze przed prysznicem posmarowałam twarz kremem na dzień - to jedyne miejsce "normalne" choć uważnie czytający zauważy, że przed prysznicem, ale czy zmiana szyku w zdaniu nie wzmocniłaby efektu? "posmarowałam twarz kremem na dzień jeszcze przed prysznicem" . Można uznać że to czepianie się, oczywiście. Pewnie nie byłoby go, gdyby nie jakże zwyczajny przy niezwykłej reszcie, krem na dzień ;) Doskonała robota ! Dziękuję z wieczorny uśmiech ;)
Dzięki Karawanie! Właściwa Twoja sugestia. Jutro się dostosuje, Bo teraz już idę spać :)
Dzięki i miłej nocki!
Na początku ujęło mnie sformułowanie "Oni również jechali w górę na parter, w nadziei na skrawek nieba." Igrasz ze słowami jak w teatrze absurdu, zamieniając wczoraj w dzisiaj. Świetna zabawa! Pozdrowienia!
Dzieki Bozeno Joanno. Miło, ze się spodobało, bo pisałam z uśmiechem :)
Pozdrawiam serdecznie!!!
Jest w tym tekście mnóstwo zdań-perełek. Jest teź kilka po prostu "na przekór", i one trochę zubożają tekst, ale i dodają mu lekkości, bo inaczej byłby poetycki tekst, wydumany, a tak jest (fajna), taka bardzo kobieca przekora w paru momentach. Ja to tak odbieram.
Świetny tekst na złapanie oddechu, rozluźnienie palców, z dużym dystansem do siebie (autorki Justyski) i do świata.
Fajne.
Pozdrawiaki ;)
A "małż" to może przypadkiem Drakula? ;))
Adam T myślisz, że ostrzy na mnie zęby:D?
Chciałam, żeby było trochę absurdalnie i trochę refleksyjnie. Pisane dla zabawy. Cieszę się, że przypadło do gustu:)
Pozdrawiam!
Dzień na wstecznym biegu. Bardzo przyjemny absurd. :)
Dzięki wielkie Szu, miło Cię gościć:)
Świetne to jest!:) Pomysł i wykonanie - cudo!;) Bardzo przyjemnie się czytało:)
Dzięki Blanko! Wszystko przez ten krem:D
To wcale nie jest dobre. W logice formalnej istnieje prawo redukcji do absurdu - reductio ad absurdum. Najprostsza postać prawa to:
jeżeli p i nieprawda, że p to q (nie używam operatorów, bo nie wiem jak się zachowają podczas importu na portal). Także: jeżeli idę i idę do przodu i jednocześnie nie idę do przodu, to idę do tyłu. Także ten tekst wbrew pozorom nie przeczy logice. Jest wyjściem ze schematu, owszem, pełny relatywizm czynności urzeka. I tak jak napisałem: to wcale nie jest dobre w tym tekście, ten tekst nie jest dobry. Jest mistrzowski w pełni, z wigorem, swobodą, humorem. Niesamowity genialny pomysł i rewelacyjne wykonanie. I jako facetowi oczywiście rzuciło się w oczy: "Posmarowałam twarz kremem na dzień jeszcze przed prysznicem i nago, ...., udałam się do łóżka. Ponieważ to pierwsza osoba narracji, podziałało na wyobraźnię bardzo mocno. Kiedyś moja żona powiedziała żartem: kochanie, ogladasz się za obcymi babami. Odpowiedziałem: Kochanie, gdy już przestanę się oglądać, to będzie mój koniec:)
hahaha a ja czasem oglądam się razem z mężem, to dopiero dziwne:) Dziękuję Ci serdecznie za piękny komentarz:)
Justyska Nie dziwne, bo robimy to samo, czasem taki komentarz walnie moja żona o jakiejś kobiecie (w sensie pozytywny), że jej mówię: Ty to chyba biseks jesteś":)
Nachszon to super, już mniej się teraz o siebie martwię:)
I mnie się podoba! Świetne, zabawne i pomysłowe (kolejność dowolna). A końcówka - z uśmiechem tudzież grymasem (perspektywa), po prostu bomba :D.
Dzięki Tjeri, bo jak pisałam gdzieś wyżej to przez ten krem i potem już samo się napisało. Miło mi, że zajrzałaś:D
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania