Był sobie dzień

Okropny ból głowy nie dał mi spać, był nie do zniesienia. Zwlokłem się z łóżka i niespiesznym krokiem udałem do łazienki. Prysznic – to było moje największe pragnienie w tamtej chwili. Odkręciłem kurek i wrzasnąłem na cały dom – ZIMNO! Znów nie opłaciłem rachunków na czas, ale przynajmniej zachowałem zimną wodę. Z prędkością strusia wykąpałem się i z uśmiechem stwierdziłem, że głowa dokucza mi mniej. Mieszkanie było mocno zaniedbane, więc z wielkim uporem postanowiłem ogarnąć wczorajszy syf – właściwie sam nie pamiętam po czym. Gdzie byłem, co robiłem – jakiegokolwiek pytania bym sobie nie zadał, odpowiedzi nie znałem.

Wychodząc z łazienki miałem dziwne przeczucie; coś się stało – coś złego. Teraz czułem wyraźnie, okropny fetor, unoszący się po całym mieszkaniu. Tak nie przyjemny, że aż wykręcał nozdrza. Moje obawy zostały potwierdzone szybciej niż przypuszczałem; wchodząc do sypialni uderzyłem o coś drzwiami, pchnąłem bardziej by otworzyć je szerzej. Na łóżku zobaczyłem nagą dziewczynę – niby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że była dziwnie powyginana, a to „coś” w co uderzyłem to inna kobieta, cała we krwi. Zmroziło to niemniej niż prysznic, który miałem nieprzyjemność zażyć. Przysiadłem przy czarnoskórej dziewczynie, chcąc sprawdzić tętno. Była zimna, okropnie lodowata i sina; wstając jak oparzony uderzyłem głową o klamkę. Zakląłem siarczyście pod nosem i postanowiłem sprawdzić jak wygląda druga dziewczyna. Będąc niemal pół metra od niej już wiedziałem, że nie ma co sprawdzać tętna – miała poderżnięte gardło, a krew wsiąkała w białą pościel, nie zostawiając po sobie nic więcej niż czerwoną plamę, nie do sprania. Wybiegłem wprost do łazienki, gdy mój żołądek został poruszony porannymi widokami. To było zbyt wiele, nawet dla takiego skurwiela jakim byłem.

Nie pamiętałem żadnej z nich, nie wiedziałem co wczoraj robiłem, jak znalazłem się w domu, a tym bardziej nie miałem pewności, czy to byłem ja. Czy byłbym do tego zdolny? Życie nie było mocno urozmaicone – byłem zwykłym dwudziestopięcioletnim architektem, który co wieczór musiał zalać robaka, w weekend pozwalając sobie na kreskę. Tak funkcjonowałem; z pracy do baru, z baru do domu, by następnego dnia powtórzyć cały proces. Po drodze może trafiona jakaś dziwka, czy niewinna dziewczyna – nie lubiłem płacić za seks, a te które nic nie chcą, cudownie krzyczą. Życie było krótkie, miałem cel by żyć chwilą.

Udając się do kuchni, znów przeszył mnie dreszcz; na środku blatu leżał mężczyzna, na wpół nagi. Z brzucha sterczał mu mój ulubiony nóż do krojenia mięsa, cały brudny od krwi i gówna, co byłoby całkiem logiczne, biorąc pod uwagę krew wyciekającą z jego odbytu. Przy lodówce natomiast leżał inny – mulat, niewiele starszy ode mnie. Nie miał rąk, a nogi połamane, tylko kości wystawały. Znów naszła mnie wielka chęć na wymioty, tak wielka, że nawet nie zwróciłem uwagi gdzie rzygam. Przypatrujący się całemu burdelowi kot , tylko miauknął, gdy cała fontanna z żołądka wylądowała na nim. Poślizgnął się na śmierdzącej plamie i uciekł gdzieś w kąt.

Zapominając o butach wybiegłem z domu, na schodach niemal wywijając orła. Już po wyjściu z klatki biegłem ile tchu, bez żadnego zatrzymywania i odwracania. Chciałem zostawić to za sobą, możliwie jak najszybciej. Dzień był ciepły – lato rozpoczęło się w pełni i zewsząd było słychać radosny śmiech dzieci i rodziców. Tak radośnie, a w moim sercu mróz - byłem przerażony, nie wiedziałem co robić dalej. Usiadłem na ławce w parku, płacząc z bezsilności. Dopiero wzrok przechodniów uświadomił mnie, że biegłem w piżamie.

- Przepraszam, czy mogę panu jakoś pomóc?

Aż tak źle wyglądam, że z przerażeniem w oczach pytają czy wszystko ok? Powoli i ostrożnie kiwnąłem i odszedłem, zostawiając kobietę w niemałym zdziwieniu. Kobietę… Znów ten obrzydliwy obraz – ledwo dobiegłem do śmietnika, ten widok był torturą. Ludzie coraz większą uwagę przykuwali do mojej osoby; jedni nagrywali, inni obserwowali w bezpiecznej odległości, jakbym miał ich zaatakować. Spuściłem głowę i ujrzałem całe zakrwawione stopy – paskudnie czerwone od krwi, ze strupami zrobionymi od starej. Kątem oka widziałem jak starsza kobieta wyciąga telefon i z drżącymi rękami czegoś poszukuje.

- Halo, policja…

No tak – jeszcze tego mi brakowało. Nie czekając na dalszy rozwój sytuacji zacząłem biec w dół miasta – w miejsce gdzie nawet psy boją się zaglądać, a policja nagle traci wzrok. To był rejon odwiedzany przez tych, którzy chcieli coś ukryć przed światem. Którym zależało na tym by pozostać anonimowym. Dzieliło mnie raptem piętnaście minut szybkiego biegu, gdy za sobą usłyszałem syrenę policyjną. Przyspieszyłem jeszcze bardziej, mijając przeróżne kafejki, których, im bliżej w dół, tym było mniej. Jeszcze dziesięć minut. Pięć – będę bezpieczny. Taką miałem nadzieję – w końcu jakbym miał wytłumaczyć swój stan i to co znajdowało się w moim domu? A jednak… Zła sława nisko położonego miasta nie przeraziła ich. Wysiedli prędko z radiowozu i poczęli biec za mną. Brakowało mi sił – chciałem pić, a poranny ból głowy znów dał o sobie znać. Byłe wściekły na świat, na to, że to mnie spotkało. Totalnie wyczerpany postanowiłem wbiec na dach obskurnej kamienicy, która jakby spod ziemi nagle przede mną wyrosła. Pokonywałem dwa stopnie na raz, jednak policjanci szybko się zbliżali, jakby przeskakiwali co najmniej cztery stopnie.

Dach – jeszcze trochę, otworzyłem, wybiegłem z klatki. Rozejrzałem się wokół – żadnego miejsca, gdzie można ukryć dorosłego mężczyznę. Jedynie stos śmieci – butelki po wódce, strzykawki po heroinie i prezerwatywy na każdym kroku, to było całe udekorowanie, niegdyś pięknego miejsca widokowego. Mimo to szedłem na przód, nie zatrzymując i nie odwracając za siebie. Usłyszałem magiczne „STÓJ!”. Jednak zamiast tego dodałem swoim krokom mocy. Potknąłem się, kalecząc przy okazji brudną strzykawką. Pieprzone ćpuny – nie wiadomo czym mogłem się zarazić, choć czy byłem od nich lepszy?

Całe życie przebiegło mi przed oczami. Wszystkie świństwa, które w swoim życiu zrobiłem, niespełnione marzenia. Przepełniony żalem i złością, wciąż szukałem ucieczki, z trudnej sytuacji w jakiej się znalazłem. Pojawiło się coś jeszcze, przypominającego wizję z wczorajszego wieczoru. Blondynka z łóżka, czarnoskóra spod drzwi, a w końcu mulat i śliczny chłopczyk z nożem w bebechu – znałem ich. Urozmaicenia są potrzebne do życia, bez nich byłoby nudno. Miniony wieczór był jednym z tych urozmaiceń, wielka orgia, nad którą chciałem zapanować. By poczuć się kimś lepszym, niż te szmaty wokół mnie. Przesadziłem z narkotykami, nie panowałem nad nimi. Bawiliśmy się, a gra zaszła za daleko – za bardzo się wkręciłem. W tamtej chwili, brzydziłem się sobą. Nie sądziłem, że kiedykolwiek te uczucia mnie dosięgną – obrzydzenie, złość i frustracja.

Biegłem wciąż przed siebie, dalej. Odwróciłem się i w króciutką chwilę dotarło do mnie, że to był najgorszy ruch – jak się okazało, w krótkim życiu. Potknąłem się i runąłem z czwartego piętra w dół. Myślę, że nawet bym przeżył, gdyby nie wystające pręty po pozostałościach bramy… ale może lepiej, że zginąłem.

 

************

„Policja informuje, że dziś – koło godziny 11:00, w „dole” miasta zginął śmiercią tragiczną osiemdziesięciodwuletni mężczyzna. Jak nam wiadomo znalazł się na dachu podczas gdy lunatykował… „

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (12)

  • Ośmiorniczka 2 miesiące temu
    Niefortunny los spotkał tego człowieka. Zdarza mi się chodzić we śnie, więc mnie to trochę przeraziło :p
  • Kavita 2 miesiące temu
    Ośmiorniczka mam nadzieję, że nie za bardzo 😉
  • Tjeri 2 miesiące temu
    Hej. Chyba jestem pierwszy raz u Ciebie.
    Gdybym miała podsumować jednym zdaniem, napisałabym tak: pomysł git, warsztat jeszcze mocno kulawy. Na razie masz problem i na poziomie samego zdania, jak i całej kompozycji (reżyserii, że tak powiem). Wygląda to tak, jakbyś chciała jak najszybciej wykorzystać pomysł. Stąd droga na skróty, zdania nieniosące ze sobą obrazów, pisanie mocno "szkolne".
    Nie martw się jednak - technikę dopracujesz, jeśli tylko będziesz miała cierpliwość, wyobraźni natomiast dorobić się nie da.

    A! W tekście jest trochę różniastych błędów.
    Przytaczam dwa "najciekawsze".
    "Udając się do kuchni znów przeszył mnie dreszcz."
    "Spuściłem głowę w dół".

    Pozdrawiam!
  • Kavita 2 miesiące temu
    Tjeri - dziękuję za wizytę. Będę dziś pracować nad tekstem - przyznam szczerze, że opowiadanie pisałam na szybko. Byłam w pracy i za nic nie chciałam zapomnieć pomysłu, rozbuduję go na pewno i zwrócę uwagę na błędy.
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Kavita↔Pomysł bardzo ciekawy. Takie zawirowanie na początku, w wiadomym sensie. No i te zwłoki i w ogóle. I zakończenie!!
    Aczkolwiek, trochę szlifu mogło by być→nie chciałem napisać↔by się przydało:D
    Np↔ się jest 23. Wiele można by zlikwidować.
    Ale jak rzekłem, w ogólnym sensie↔jestem na Tak!:)
    Pozdrawiam:)↔4,7:)
  • Kavita 2 miesiące temu
    Dekaos Dondi dziękuję za wagi. Przy pracy nad tekstem zwrócę uwagę również na "się". Niemniej cieszę się, że pomysł się spodobał :)
  • Kavita 2 miesiące temu
    Edytowałam - usunęłam spooorą ilość "się" itd :)
  • Ant 2 miesiące temu
    Ja się nie gniewam się
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Kavito↔No i dobrze! :)↔Ważne też, by nie były blisko siebie, jeżeli już muszą być:)
       https://wordcounter.net/↔wyświetla mi.↔ilości powtórzonych wyrazów :)↔Pozdrawiam:)
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Kavito↔No ale wiesz↔bez przesady, przejmuj się się:))
  • Tjeri 2 miesiące temu
    Kavito, "się" nie jest aż takim problemem. To bardziej kwestia stylu - nie błędu. Fajnie, że szlifujesz, ale ważniejsze jest poprawienie błędów... Wkleję raz jeszcze, bo błąd tożsamości podmiotów jest dość paskudną usterką: "Udając się do kuchni znów przeszył mnie dreszcz." - wychodzi na to, że dreszcz udaje się do kuchni.
    Idu dalej. Pozdrawiam!"
  • Kavita 2 miesiące temu
    Zastanowię się jak mogłabym to doszlifować - dziękuję za wskazówki :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania