Był sobie początek Wakacji.
Obudzić się z własnej woli o 4.30 rano mogę tylko w pierwszy dzień wakacji, kiedy mam wczesny pociąg do Żędowic. Ogólnie rzecz ujmując budzenie się nie należy do zbyt przyjemnych czynność jeśli w perspektywie jest pójście do szkoły , nie mówiąc już o oddaniu wypracowania giganta i narażeniu się na kolejną ujmę dla poczucia własnej godności osobistej. Co innego jednak jak o 06:35 rano na peron ma wjechać pociąg, który podwozi na dwa miesiące laby. Zapomnieć o nudnych równiach matematycznych , czy innych tego typu torturach zadawanych sobie niby to w imię lepszej , jaśniejszej przyszłości i to jeszcze w majestacie zasłużonego ciężką praca legalnego odpoczynku to jest właśnie to…Co prawda warto byłoby zabrać ze sobą Mańka czy Witka ale pojechali jak zwykle na Mazury. Lubią te linki , groty , rufy. Będą się później chwalić ile to piw wypili i jak silnie wiało w tym sezonie. No czemu z nami nie chcesz jechać ? Czemu nie chcesz jechać ? Chyba z tydzień musiałem się od nich opędzać. Może w następnym roku. Teraz mam inne plany. To znaczy przez jakiś czas nie mieć w końcu żadnych planów bez narażania się na opinię obiboka.
Żędowice to mała miejscowość , około 4 tys mieszkańców , może z letnikami w wakacje trochę więcej. Od południa niewielkie jezioro , jakieś 200 m szerokości , 300 długości z wyspą pośrodku. Od północy rzeka , dalej las i czego więcej trzeba , żeby oderwać się od zgiełku wielkiego miasta i trochę wyciszyć ? Niby niedaleko od Warszawy bo około 150 km a jednak kiedy się o tym zapomni to wydaje się to już koniec świata. W środku mały rynek , kilka sklepów , knajpa , gdzie od rana do nocy aż wrze od miejscowych smakoszy wodnistego piwa i mocniejszych trunków, dalej kościół, przedtem plebania otoczona murem. Idąc w drugim kierunku miejscowy ośrodek zdrowia a w stronę rzeki kino. Dużo chyba takich miasteczek na Podlasiu , trochę zapomnianych , jakby ukrywających swoje życie przed wścibskim nietutejszym. Dawniej było tu gwarniej ale odkąd spalił się miejscowy zakład produkcji obuwia , większość tych , którzy mieli takie możliwości pojechali na saksy a ci co nie mieli okazji wyprowadzili się do Białegostoku , Warszawy czy innych większych miast. Zakład obuwniczy znany był na całą okolicę , zatrudniał ze 200 osób a co za tym idzie ze 200 rodzin miało utrzymanie. Ponoć nie opłacało się ponowne jego uruchomienie ale niektórzy mówią , że z tym pożarem to nie było wszystko całkiem jasne i kto wie ile odszkodowania z PZU wziął właściciel. Ci co pozostali w miasteczku nie zapełniali już miejscowego rynku tak jak było dawniej. Chyba wyjechali ci żądni wrażeń a pozostali domatorzy , którym wystarczającą ilość adrenaliny przysparza skopanie przydomowego ogródka.
Wczoraj wykupiony bilet na pociąg relacji Warszawa-Suwałki, po raz kolejny oglądany wędruje na swoje miejsce do portfela. Spakowana torba czeka koło drzwi , czas wychodzić. Autobus może się spóźnić albo nie przyjechać a pociąg nie będzie czekał !
Krzyczy Mama z kuchni.
Ciepły letni poranek , cisza , pustki na osiedlu. Po wczorajszym hucznym rozpoczęciu wakacji na większości osiedlowych ławek , pozostały butelki po piwie i trochę śmieci. Autobus przyjeżdża w miarę punktualnie , w środku ze cztery osoby. Zapach dworca wschodniego , podkładów kolejowych , coraz więcej ludzi zbiera się na peronie. Ciekawe gdzie jadą ? Ilu z nich wysiądzie ze mną z pociągu konkurując do wiecznie przeładowanego autobusu do Żędowic ? Na peronie Pani w sweterku , z torebka w ręku co chwila poszukuje w niej nerwowo jakichś skarbów. A to nagle pojawia się szminka a to lusterko, a to chusteczka. . Z drugiej strony paląca papierosy grupa mężczyzn , o wielkiej posturze i ogromnych dłoniach , których place przypalają ogarki sportów bez filtra. W sprzedaży były szklane lufki do takich papierosów ale chyba palenie w takiej lufce nie było zbyt męskie. Przynajmniej u mnie w szkole wszyscy parzyli sobie palce tymi ogarkami.
Uwaga ! Pociąg Z Warszawy Zachodniej do Suwałk przez Łapy Białystok wjedzie na tor 10 przy peronie 3.
Jedzie. Niby nic a jednak tyle radości. Trudno się dziwić skoro w ciągu roku można się tylko popatrzeć na niego z daleka. A teraz można wsiąść. Ciekawe czy będą miejsca ? A na korytarzu będzie tłok ? W sumie siedzieć z kilkoma nieznanymi ludźmi , którym nie ma się nic do powiedzenia ani nie za bardzo chce się słuchać ich utyskiwań na politykę, zdrowie , czy życie rodzinne sąsiadów , zakłócające z powodu hałasu oglądanie wieczornych wiadomości nie należy do przyjemności. Tym bardziej kiedy ma się przed sobą perspektywę prawie dwóch miesięcy luzu. A może postoję na korytarzu ? Tutaj przynajmniej i można spokojnie zapalić . Dużo ludzi. Wiadomo , wakacje.
Na wszelki wypadek przechodzę na połowę korytarza dla palących. Całkiem niezłe te „mocne” i nawet faktycznie całkiem mocne. Trochę palą w gardło ale dobrze. Przynajmniej czuje się , że się pali. Kolejne wioski , rzeka Bug , niedługo czas wysiadać. Ciekawe o której autobus i czy się zabiorę…Na stacji wysiada z 10 osób. Jest dobrze. Mam pół godziny do autobusu. Może oranżada w bufecie ?
Pani o któryj autobus do Żędowic beeeedzie ?
Starszy człowiek z tutejszym wschodni akcentem postanowił zasięgnąć informacji u bufetowej. Miła roześmiana , od ucha do ucha rumiana Pani , zajmująca chyba pół bufetu zna chyba wszystkie połączenia na pamięć. Jest ich z 15 dziennie w różnych kierunkach więc to chyba nie trudne a i jest okazja żeby z kimś pogadać. Wylicza po kolei kursy i godziny odjazdu.
Oj mówią , że grube ludzie to dobre ludzie.
Starszy człowiek chyba starał się być miły dla bufetowej.
A cooo mam sobie jedzeeeeenia żałować !!!
Rozbawiona bufetowa chyba nie bierze do siebie uwagi do swojej tuszy.
Co podać ?
Oranżadę.
Coś jeszcze ?
To wszystko. Dziękuję.
A prooosze…Na zdrowie.
Dostaję różową oranżadę w białej , przezroczystej butelce i zaraz widzę plecy w białym fartuchu wychodzące na zaplecze…
Bardziej zdezelowany autobus mógłby chyba tylko służyć jako miejsce sprzedaży gorących kiełbasek jakich kilku widziałem po drodze. Cud, że taki wynalazek jeszcze jeździ. Ale jednak , widać , że można jeszcze coś z niego wykrzesać i pomimo pisków , zgrzytów i wybuchów rusza do przodu. Kilu chłopów w kufajkach i walonkach wyciąga papierosy , oczywiście bez filtra i nie wzbudzając niczyjego zdziwienia , również kierowcy , zaczyna palić i rozmawiać o rosnących cenach nawozów azotowych.
A w tamte lato Panie to się jeszcze trochę łopłacało a w tym roku nic się robić nie łopłaca.
Oj prawda Panie. Drożyzna , przyjdzie to wszystko na państwo oddać i na rente iść.
Autobus podskakuje na wertepach , tylko dym z papierosów stoi w miejscu jak chmura otulająca Giewont i trwa nie zważając na to czy autobus z ludźmi jest wysoko czy nisko.
Jestem Babcia !
O Warszawiak przyjechał ! A opowiadaj co tam u was. Herbaty się napijesz ? Zjedz coś.
Komentarze (1)
Z kwestii technicznych:
"Zapomnieć o nudnych równiach matematycznych ," - równaniach oraz przecinek powinien być zaraz po poprzednim wyrazie, bez tej spacji. Tak samo jest z wykrzyknikami i pytajnikami.
W tekstach literackich liczby i godziny piszemy zwykle słownie, np. "zatrudniał ze 200 osób" - dwieście. Tys, km - też całymi słowami
W wypowiedziach postaci, dialogach brakuje półpauz.
Treściowo jest dobrze.
A, i jeszcze jedno, zerknęłam na Twój profil - nie ma sensu dodawać więcej niż dwa teksty na dobę, bo więcej i tak nie pokaże się na stronie głównej.
Pozdrawiam :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania