Był sobie stres

I we mnie zamieszkał.

Kiedy się przyplątał?

Chyba już w podstawówce na klasówce.

Nie odszedł, choć nie chciałam by został.

 

Siedzi po cichu, nie rzuca się w oczy

tylko odzywa w chwili dużej niemocy.

Jak chochlik złośliwy, co szkodzi i psoci

trzęsie mą głową, dłońmi i sercem.

Spina me mięśnie, związuje ręce, podcina nogi

i śmieje się w twarz z mojej niedoli.

 

Pyszni się mocą swej podłości,

zuchwale burząc filary mej pewności.

 

Rozsiadł się na tronie,

jak jaka maszkara parszywa i

uprzykrzając życie pożera siłę swego właściciela.

Bojkotując me plany drwi na całego,

że rządzi mym ciałem nie wiedzieć dlaczego.

 

Niechciany, niepotrzebny nikomu.

Król samozwańczy.

 

A kysz maszkaro, precz z mego domu!

 

Janiak Katarzyna

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania