całkiem bez tytułu
wychodzę w noc już zasypiając
przed dom
słyszę za sobą
trzask krokwi i legarów
wytchnienie ścian i dachu
wchłanianych w piwnice w ziemię
patrzę w pole przed sobą w las
przecięte linią kolejową
gwizdem lokomotyw
ale nie o tym
idzie że wolny
w lotne smugi płowych sarn w tańcu
zygzaki kapryśnych przecinków zajęcy
baśnie dudnione kopytami dzików łosi jeleni
z psem jak ja przezroczystym
uwolnieni na radość
wędrowania dalej
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania