Chandry jesieni
Wyciskała resztki lata na milczące klomby i na tui gąszcz rozczochrań, w swej zieleni krnąbrnych.
Wypijała resztki rosy z błotnistych kałuży, czas milczeniem pomijała, jakby jej się dłużył.
Gdy poetów całe chmary głaskały po twarzy, kradnąc resztki prywatności, no i jak tu marzyć
o tym, aby nie chcieć smutku, nostalgicznych skamleń, aby schować się przed światem i żyć tak normalnie.
Wtulić się w tę szorstkość płotów i na sznurkach suszyć pranie, zanim przyjdzie wredna zima, pod dywan ją zamieść.
Komentarze (10)
i żyć tak normalnie... jakoś żyć mi tutaj pasuje bardziej niż być
Poza tym cudnie... początek mnie kupił. 10!
No i jeszcze... niech się uczą od Ciebie rymu, żeby czytelnicy odczuli przyjemność czytania
Wiele w tym Twojej zasługi. Zamiast wpadać w manierę dawania jedynek wszystkiemu, co piszesz, zacząłem pracować nad swoim warsztatem. Jeszcze raz dziękuję.
Marabut, cała przyjemność po mojej stronie. Dla takich chwil warto narażać się na nienawiść.
A Ty zachwycaj słowem...
Tak dobrze się to czyta.
To rozwinięcie myśli z komentarza u Ciebie.
Czy tekst powstał pod wpływem chwili i znalazłeś w jesieni to czego szukałeś?
Tak, po przeczytaniu Twojego wiersza, który jest piękny, ale jednak przewidywalny i wpisuje się w dobrze znaną sztancę wierszy o jesieni, pomyślałem: gdybym był jesienią, chyba znudziłoby mnie podobieństwo tych wszystkich obrazów. Dlatego spróbowałem spojrzeć na nią inaczej - jak na wiejską dziewczynę, która nie chce być niczyją metaforą. Po prostu kocha swoją skromną normalność.
Taka jesień, ale podana poetycko, do porzygania.
Marabut, ty to jesteś podrywacz. Z jedną na spacer a drugiej recytujesz wiersze.
Żigolak opowi :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania