Chata w lesie
Nie daleko mojej małej wioski w głębi lasu stała drewniana wybudowana w latach dwudziestych dwudziestego wieku chata. Trudno było się tam dostać, bo przejście utrudniały gęste zarośla. Odkąd pamiętam mieszkał w niej mężczyzna. Facet często pojawiał się w okolicznym sklepie. Bardzo często straszył tam dzieci, które bawiły obok na placu zabaw. Nigdy nie był trzeźwy. Często w nocy podchodził do okien w domach i pukał w szyby. U mnie też był kilka razy. Zawsze, gdy byłem mały, bałem się, że i tej nocy przyjdzie.
Czasami wyglądałem przez okno i widziałem w blasku lamp nocnych jego przygarbioną sylwetkę chodzącą od jednego domu do drugiego. Nikt tak naprawdę nie wiedział kim on jest. Rodzice opowiadali, że pojawił się ze znikąd. Krążyły plotki, że facet odsiedział wyrok za gwałt. Gdy dorosłem, razem z kumplami skradaliśmy się do jego chaty, aby podpatrzeć co robi. Mężczyzna prawie zawsze, gdy go obserwowaliśmy siedział na drewnianym krześle, gapiąc się w stojącą tam sosnę. Tego feralnego dnia też tam poszliśmy: Maks Kuba i ja. Zerwaliśmy się z ostatniej lekcji i poszliśmy do lasu. Była późna jesień środek listopada. Po drodze obmyślaliśmy, jaki mu zrobić żart.
Zwykle rzucaliśmy w okna i ściany kamykami i patykami, ale tym razem wymyśliliśmy, aby okna po prostu wybić. Na miejscu zebraliśmy kilka kamieni i zaczęliśmy powoli podchodzić do chaty. Maks rzucił pierwszy i trafił w sam środek, rozbijając szybę jednym uderzeniem, ale facet wcale nie wychodził z domu. Pomyśleliśmy, że pewnie go nie ma, więc jak nigdy do tej pory podeszliśmy pod sam próg drzwi po czym rozdzieliliśmy się. Gdy szedłem sam czułem się jednak bardzo nie pewnie. Wydawało mi się, jakby on stał za mną i wpatrywał się we mnie, ale gdy się odwracałem nikogo tam nie było. W pewnym momencie doszedłem do miejsca gdzie mieliśmy się spotkać ale chłopaków tam nie było.
Czekałem tam z dziesięć minut a słońce powoli zaczęło zachodzić. Wiedziałem, że oni są zdolni do tego, żeby mnie tam zostawić, bo często tak robili dla żartu, ale wtedy miałem niejasne przeczucie, że coś się stało. Podszedłem do drzwi wejściowych i wyciągnąłem dłoń w stronę klamki, gdy nagle z głębi lasu usłyszałem jak ktoś rąbię siekierą. Pobiegłem tam czym prędzej, póki było jeszcze widno. Dźwięk był coraz wyraźniejszy w końcu w oddali ujrzałem sylwetkę z siekierą w dłoni. Przeraziłem się, bo rozpoznałem w niej tego mężczyznę. Obok niego leżało coś dziwnego, z daleka nie mogłem zdefiniować co to było. Widząc to, facet wziął jeden z kawałków i rzucił go w moją stronę. Gdy upadło obok moich nóg zorientowałem się, że to ludzka dłoń.
- Jak chcesz to mam tego więcej — usłyszałem.
Te słowa zapadły mi w pamięć. Bez namysłu domyślając się co się stało z Maksem i Kubą czym prędzej pobiegłem domu. Gdy opowiedziałem to wszystko moim rodzicom, oni uznali, że to kolejny słaby żart i kazali mi se kłaść, spać. Tej nocy nie mogłem zasnąć. Co chwila budziłem się cały spocony. W końcu postanowiłem uchylić okno i się trochę dotlenić. Kiedy odsłoniłem zasłony, on tam stał, trzymając w dłoniach ich głowy i oblizując krew z ust.
Komentarze (5)
"które bawiły" - które bawiły się
"Maks Kuba" - Maks, Kuba
"Była późna jesień środek listopada" - przecinek lub średnik po "jesień"
"Po drodze obmyślaliśmy, jaki mu zrobić żart" - zbędny przecinek
"nie pewnie" - niepewnie
"W pewnym momencie doszedłem do miejsca gdzie mieliśmy się spotkać ale chłopaków tam nie było." - przecinek przed "ale"
"Czekałem tam z dziesięć minut a słońce powoli zaczęło zachodzić" - przecinek przed "a"
"pobiegłem domu." - pobiegłem do domu
"se kłaść, spać" - się kłaść spać
Trochę tych błędów jest. Tak czy siak to zapewne nie wszystkie...
Dobra, teraz bardziej o historii... No, opowiadanie nijakie. Jakby bez emocji, zwrotów akcji. Na pewno jest za mało opisów, uczuć bohatera. Przez co ma się wrażenie, że to raczej sprawozdanie, a nie horror. No, trzeba jeszcze trochę popracować. Także, życzę powodzenia i pozdro.
Błędów sporo. Senior B.B. wymienił, więc dorzucę tylko lekką infantylność i zbytnie dookreślenia.
"Gdy dorosłem, razem z kumplami skradaliśmy się do jego chaty, aby podpatrzeć co robi. Mężczyzna prawie zawsze, gdy go obserwowaliśmy siedział na drewnianym krześle, gapiąc się w stojącą tam sosnę. Tego feralnego dnia też tam poszliśmy: Maks Kuba i ja. Zerwaliśmy się z ostatniej lekcji i poszliśmy do lasu." - W pierw piszesz: "Gdy dorosłem", by zaraz: "Zerwaliśmy się z ostatniej lekcji" Troszkę mi się kłóci ta dorosłość z tym, ale do przełknięcia.
Generalnie, dla mnie bez szału. Brak mi jakiejś psychologii w tym wszystkim. Choćby szczątkowej. Rodzice każący spać, kiedy "podobno dorosły syn" był świadkiem morderstwa?
Sam pomysł strawny, choć w dobie wszystkich tych Slender-manów jawi mi się jako kolejna wariacja na ten temat. Czytałem już Twoje lepsze dzieła.
Pozdro. - bez oceny.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania