Chciałem tylko zapytać. Rozdział II
od autora : Imiona zostały zastąpione epitetami lub pseudonimem. Zdarzenia nie są prawdziwe
Rozdział II
"Chłodny dodał Cię do znajomych"
-Nie zapomnij napisać referat, to totalny deadline.-powtarzałam pod nosem, siedząc w tej samej pozycji co 7
godzin wcześniej gdy zaczynałam pracę. Lekko zaniedbałam obowiązki związane ze studiami, na których mi
bardzo zależało. Kilka otwartych spraw w pracy, presja i przygotowanie do ważnego spotkania związanego z
ewentualnym awansem były przyczyną bagatelizowania takich deadline jak koniec semestru na drugim roku.
-Co ty tam gadasz do siebie ? - spytała koleżanka siedząca obok wyraźnie wyluzowana i znudzona swoją pracą.
-Nic, muszę napisać referat. O ile nie dwa. - odpowiedziałam lekko chwiejnym głosem ponieważ zastanawiałam się
nad tym, że obie pracujemy na tym samym stanowisku i tak się znacząco różnimy. Gdy ona przeglądała tiktoka lub
instagrama czekając do 16:30, aby wyjść do domu, mi momentami brakowało kilku godzin na dokończenie swoich
obowiązków.
-Odpuść sobie, nie jesteś robotem. - na chwilę moje myśli się zatrzymały przez to co powiedziała. Odpuścić ? Ale
co dokładnie? Należało zapytać jak według niej powinnam żyć i czym się zajmować skoro mam tak szybko
odpuszczać każdą rzecz a następnie narzekać na wegetację i brak rozwoju jak to ona miała w zwyczaju.
-Nie umiem i nie chcę. Musiałoby to być dla mnie na prawdę uciążliwe, abym odpuściła. - tu się rozmowa
zakończyła i nie długo później skończyłam pracę kierując się do domu.
Po powrocie do domu zaparzyłam sobie zieloną herbatę, przygotowałam się do tworzenia referatu, i tak jak
podejrzewałam do napisania miałam nie jeden, a trzy obszerne referaty więc długo nie myśląc zrobiłam dodatkowo
mocną kawę i usiadłam w kuchni przy laptopie przeszukując notatki związane z moimi zajęciami, aby
nakierunkować tematy referatów. Minęło kilkanaście długich minut zanim otworzyłam nowy dokument i wpisałam
chociaż tytuł referatu. Włączyłam dźwięk padającego deszczu, żeby się lekko rozluźnić i skupić słuch na czymś
innym niż odgłosie stuku w klawiaturę. Mój telefon leżał obok laptopa na białym okrągłym stole w szarej i zimnej
kuchni, zerknęłam na niego i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam powiadomienie ze Snapchata.
-Co jest?-powiedziałam do siebie. Nie znałam tego awatara, otworzyłam powiadomienie. Zaczęły mi się palić palce
nad ekranem telefonu.
"Chłodny dodał Cię do znajomych!"
-Nie wierzę! On ma snapa!? - rzuciłam telefon na stół i przez chwilę udawałam, że nic się nie wydarzyło.
Próbowałam pisać dalej i jak już wpadłam w lekki trans to kątem oka, mocno przybliżona do laptopa spojrzałam na
telefon. Przestałam pisać a moje palce tylko dotykały klawiatury i nadal patrząc na telefon toczyłam walkę z
myślami. Dodać , nie dodać do znajomych ? Jak gra w ping-ponga, dodać - nie dodać. A rozgrywka była coraz
szybsza i bardziej emocjonalna podczas gdy moja udawana publika w głowie krzyczała "DODAJ GO!"
Nadal mam kusić los i znów odbierać od niego zapracowane lekcje? No cóż chyba była wtedy taka jego rola,
czegoś mnie nauczyć. Dodałam go do znajomych i odłożyłam telefon. Znów powiadomienie "Chłodny wysłał Ci
wiadomość". Zamarłam. Spodziewałam się, że za chwilę przeczytam wszystko o czym chciałam wiedzieć od kiedy
mnie tylko dotknął, pocałował moje usta i pogłaskał po policzku.
-"Hej Gwiazdko" - napisał krótko i zwięźle. Zaśmiałam się, nie wierzyłam w to i nie miałam pojęcia dlaczego tak do
mnie napisał. Miałam nadzieję, że to był tylko wstęp do rozmowy o tym, że popełniliśmy ogromny błąd i to się nie
może przenigdy powtórzyć.
-"Hej Chłodny" - odpisałam lecz nie tak śmiało jak zawsze, tu miałam chwilę zawahania nawet przy tak prostym i
niezłożonym zdaniu.
-"Co tam?"
-"W sumie dobrze, a tam?"- cóż za porywająca konwersacja, nie spodziewałam się takiego regresu z naszej strony,
chociaż wiedziałam, że oboje w tym momencie stawialiśmy kroki ostrożnie, jakbyśmy sobie nie ufali.
-"Też dobrze"
Na tej wiadomości nasza rozmowa ucichła. Nie myśląc już o tej sytuacji wróciłam do pisania pracy zaliczeniowej.
Popełniałam wiele błędów, usuwałam tekst i pisałam go znów na nowo. Wypiłam trzy kawy, jedna za drugą żeby
nie pozwolić mojemu umysłowi zasnąć przed położeniem się do łóżka. Około godziny 22 dostałam wiadomość. To
był On.
-Czy my nie zakończyliśmy tego tematu?- powiedziałam do siebie. Zarzucając sobie i jemu brak odwagi, aby
poruszyć tą kwestię. Sprawdziłam co napisał.
-"Co porabiasz?" - zapytał skromnie.
-"Siedzę w domku i się nudzę a Ty?" - nie chcąc mu pisać, że właśnie nadrabiam kilka tematów, które
zaniedbywałam przez długi czas, skłamałam. Pod dużym znakiem zapytania pozostało pytanie, gdzie on się
aktualnie znajduje że pisze do mnie o tej godzinie jak mniemam późnej w środku tygodnia.
-"Jestem w delegacji, właśnie jestem w hotelu" - z automatu dostałam odpowiedź na pytanie, które zbudowało mi
się w głowie. Nie odpisałam i odłożyłam telefon. Prosiłam wszechświat, żeby nie pozwolił na dalszą konwersację i
jednocześnie wypowiadając imię Chłodnego błagałam mówiąc "proszę, nie pisz już". To nie było spowodowane
tym, że nie chciałam z nim pisać ani rozmawiać, tylko tym że istnienie tej relacji nie miało prawa bytu pod żadnym
względem. Poza tym wiedziałam, że jak napisze to nie będę w stanie zignorować wiadomości od niego, a
odpowiedzi na pytanie "dlaczego" nie znam do tej pory.
-No, jestem z Ciebie dumna.- powiedziałam pod nosem jak zobaczyłam, że po tej wiadomości nic nie napisał.
Około pierwszej w nocy kładłam się spać, napisałam jeden referat i jak się później okazało pomyliłam adres e-mail i
moją pracę wysłałam do innego wykładowcy niż powinnam. Cóż, zorientowałam się na następny dzień ale czym to
było spowodowane ? Czyżby przez Chłodnego? Czy przez zmęczenie?
Tej nocy miałam intrygujący sen. We śnie leżąc Otworzyłam oczy i ujrzałam ciemność która mnie otaczała wraz z
jej krawędzią co wydawała się, że oddaje delikatny blask po linii horyzontu. Czułam lekki chłód a jedyne co
słyszałam to mój oddech. -"Czy ja leżę w wodzie?"- postanowiłam usiąść, usłyszałam jakby ogromna kropla wody
wpadła do zamkniętego kopułą akwenu oddająca za sobą głośne echo. Wystraszyłam się i stałam już na nogach,
rozglądając się i mrużąc oczy aby cokolwiek zobaczyć. Pod stopami poczułam wibrację i odskoczyłam na bok, a
spod moich stóp zaczęły wydobywać się świecące "żyły", które przypominały młode korzenie. Każda ich nić
rozpraszała się po dnie akwenu rozświetlając coraz to większą przestrzeń. Spojrzałam na swoje ciało, było one
pokryte ciemną skorupą, która powoli pękała a im jaśniej się robiło tym z większą łatwością odpadała, po omacku
próbowałam ściągnąć z siebie tą skorupę a dzięki wodzie szło mi to coraz sprawniej. Gdy podniosłam głowę
spostrzegłam, że ciemność zamieniła się w piękny nie przemierzony krajobraz zieleni, przejrzystej wody i
wschodzącego słońca. Wokół mnie unosiły się drobinki mojej ściągniętej przed chwilą skorupy a gdy unosiłam dłoń
ku im aby je dotknąć- znikały. Wzięłam głęboki oddech, który jak mniemam przyniósł mi ogromną ulgę a w tle
usłyszałam kogoś głos. "Uważaj!".
Budzik - Dźwięk, którego nie lubi żaden człowiek na ziemi. Trzeba wstawać do pracy, ale zanim opuściłam łóżko
analizowałam sen. Czy widziałam w nim jakieś szczególne znaki, na które powinnam zwrócić uwagę? Ktoś kazał
mi ewidentnie uważać, przyniosło mi to chwilowy niepokój ale jako, że obowiązki wzywały ostrzeżenie poszło w
zapomnienie. Mijały dni, monotonnie lub bardzo nerwowe na zmianę. Z utęsknieniem czekałam, aż spadnie śnieg.
Zima bez śniegu jest ponura jakby ktoś jednym machnięciem palca zabrał życie z całej planety. Wokół ludzie
spieszący się z domu do pracy i z pracy do domu, aby uniknąć depresyjnej aury na zewnątrz. Próbując znaleźć
jakiegoś rozwiązania na monotonię i zimową "depresję" napisałam do Urwisa z propozycją wyjazdu do kina.
-Grają dzisiaj fajny film w kinie, może pojedziemy? Po mojej pracy.- napisałam sms z nadzieją na entuzjastyczną
odpowiedź.
-Nie chce mi się, jak chcesz to jedź sama.- dosyć pospolita odpowiedź w jego wykonaniu. Nie odpisałam,
uruchomiło to we mnie proces diagnozowania, w którym momencie popełniłam błąd stając się dla niego z
najważniejszej na obojętną osobę bez poczucia potrzeby mojego podmiotu w jego życiu. Tak, w jego życiu, nie w
naszym bo w tamtym momencie oboje mieliśmy osobne zajęcia, perspektywy i podejście do życia. To co mieliśmy
wspólne to naszą córkę i wynajmowane mieszkanie. Osoby postronne uważały, że jesteśmy dobraną parą, zgodną
i wierzyli w to, że nasza miłość jest szczera, prawdziwa i na całe życie. Niestety realia były inne choć oboje kilka lat
wstecz marzyliśmy, aby się razem zestarzeć. Miłość jest jednym z najcięższych doświadczeń w moim życiu.
Kolorowe kwiatki i towarzyszący im cudowny zapach zamieniały się powoli w zwiędłe stare łodygi bez krzty życia a
o ile szczęście dopisało te łodygi przeżyły bez znacznych blizn.
Po ciężkim tygodniu pracy jako doradca klienta, w drodze do mojego rodzinnego domu w miejscowości położonej
nie daleko miejsca zamieszkania było już ciemno, padał wyczekiwany przeze mnie śnieg a wraz z nabierającą
prędkością podczas jazdy samochodem wpatrywałam się w biały opad. To połączenie pozwoliło mi na chwilę
wyobraźni, płatki śniegu w momencie zdobywania następnych kilometrów wyglądały jak gwiazdy między którymi
przelatywałam.
-To gwieździste niebo.-powiedziałam pod nosem, przypominając sobie Chłodnego i jego spojrzenia, które dały mi
na chwilę chęć do rozkwitu tych zwiędłych starych pozbawionych życia łodyg. Chociaż strach przed następnym
rozczarowaniem był silniejszy niż nadzieja na nowe uczucia zdecydowałam, że jednak wolę rozkwitać. W żadnym
przypadku nie chodziło tu o Chłodnego tylko wzgląd na to, że sytuacja z tamtego wieczoru otworzyła mi oczy na
nowy początek.
Siedząc u rodziców zrobiłam sobie selfie i chciałam wysłać je na Snapchacie do znajomych, podczas wyboru do
kogo mam je wysłać spoglądając na Chłodnego, który był na liście dodanych rozważałam czy go zaznaczyć do
odbiorców tego snapa. Zaznaczyłam go, odznaczyłam. Następnie znów zaznaczyłam i z chwilowym zawahaniem
nacisnęłam "wyślij". Poszło, już nie było odwrotu. W ciągu kilku minut dostałam od niego wiadomość.
-Cześć Gwiazdko.
-Cześć Chłodny.-odpowiedziałam szybciej niż zniknął jego awatar z miejsca konwersacji.
-Co u Ciebie słychać, Gwiazdko?-zapytał.
-Wszystko w porządku, a u Ciebie?
-Śmieszna ta aplikacja, Gwiazdko dlaczego te zdjęcia znikają? - zapytał, chociaż byłam w stu procentach pewna,
że wiedział jak ona funkcjonuje.
-Znikają, tak samo jak mogą znikać wiadomości choć nie muszą :)
Powiadomienie ze Snapchata "Chłodny ustawił usunięcie wiadomości po ich odczytaniu." tak jak wcześniej
zrozumiałam, że każdy jego krok w moją stronę jest ostrożny i przemyślany.
-Świetne te zdjęcia, które wysyłasz! - niewątpliwie na mojej twarzy pojawił się uśmiech, oczywiste było to że nawet
taki skromny komplement z jego strony kierowany w moją stronę był zjawiskowy.
-Dziękuję.- odpowiedziałam jednocześnie zastanawiając się jaki jest ku temu cel. Byłam pewna, że nie robi tego
bez powodu, jako że byłam zakompleksiona nie dopuszczałam do siebie myśli, że chodzi o pożądanie. Ten ciąg
wydarzeń budował w głowie nowe analizy, obserwacje jego zachowań i kroków względem mnie. Oczywiście, że
temat nie został zakończony a my po kilku dniach skromnej wymiany zdań nie spostrzeżenie pisaliśmy codziennie i
przez cały dzień. Nie ważne o której godzinie, czy oboje byliśmy w pracy czy w domu. Tematy, które poruszaliśmy
były różne, począwszy od relacji międzyludzkiej do toczącej się ekspansji w kosmosie. Nasz temat był tematem
tabu, o sobie nie pisaliśmy aż do pewnego momentu. Dostałam od Chłodnego pytanie.
-"Dlaczego ze mną piszesz?"- zapytał nie znając powodu codziennych konwersacji, tak samo jak ja.
-"Bo dobrze mi się z Tobą pisze, a ty dlaczego piszesz ze mną?"- zapytałam licząc na odpowiedź.
-"Tylko dlatego?"- dopytał, chociaż nie jest był już małym chłopcem i mógł się domyślać, że jestem zaintrygowana
jego osobowością. Ciągnęło mnie do niego jak magnez, którego dzielą milimetry od przedmiotu do którego miałby
się zaraz "przykleić".
-"Bo mam na Ciebie ochotę hahah"- dosłownie to napisałam, jak to możliwe że nabrałam tyle odwagi żeby napisać
taką bzdurę. Choć nie do końca to była wtedy prawda, pożądanie swoją drogą ale bardziej interesowały mnie
rozmowy z nim i poznawanie jego wewnętrznego świata. Chciałam, żeby pokazał mi co kryje pod tą grubą skórą
twardziela z wielkim sercem.
-"Dobrze, że te wiadomości znikają!"- dodatkowo do zdania dołożył kilka śmiejących się emotikon, które wywołały
we mnie bordowy kolor na policzkach i jednocześnie podniosły szybko temperaturę ciała ze wstydu.
-No nic.. muszę teraz żyć z tym wstydem.-powiedziałam do siebie, aby się zmotywować do zapomnienia o tej
sytuacji chociaż była żenująca. Było już dość późno, siedziałam w salonie na fotelu. Nie dostałam odpowiedzi na
pytanie dlaczego Chłodny do mnie pisze a to było powodem do mojej wewnętrznej frustracji, nie znoszę braku
odpowiedzi na zadawane pytania. Zastanawiałam się czy poprosić go o tą odpowiedź ale z drugiej strony nie
zależało mi na tym bo bałam się jego odpowiedzi. Z rana jak już co dzień dostawałam wiadomość "Dzień dobry"
czasem z dopiskiem "miłego dnia". Zbliżał się weekend i jako, że spędzaliśmy w naszym gronie dużo czasu
podejrzewałam, że szykuję się ognisko lub zakrapiana kolacja z jego osobą w roli głównej.
Jako, że tego dnia było sporo śniegu zorganizowaliśmy mały kulig z ogniskiem oczywiście u Chłodnego. Zaprosili
jeszcze kilka osób ze swojej rodziny, pojawiłam się sama a Urwis dołączył później po namowach innych osób jakby
na siłę go przyciągali do mnie. Zależało im bardziej niż nam, aby nasze relacje się poprawiły. Ognisko trwało do
późnej nocy. Oczywiście każdy z nas przesadził z alkoholem i ranek był trochę ciężki. Nasze auta zostały w
miejscu, w którym organizowaliśmy. Rano umówiłam się z Chłodnym, że pójdziemy razem po auta podczas gdy
nasze drugie połówki spały lecząc kaca. Gdy poszłam po niego przywitał mnie ciepłym uśmiechem mówiąc
cichutko
-Hej Gwiazdko.- nasze oczy nie mogły oderwać od siebie wzroku a gdy patrzyłam na niego czułam jak w moim
ciele rosło ciśnienie i brak kontroli nad oddechem.
-Hej Chłodny.-odpowiedziałam ledwo przełykając ślinę przez rosnące napięcie. Czułam się jakby amor stał za mną
i zamiast trafić we delikatną strzałą, dźgał mnie w plecy posuwając mnie do skraju wytrzymałości emocjonalnej.
Wychodząc razem z domu zaczęliśmy rozmawiać, na miejsce mieliśmy około 20 minut marszem. Gdy dotarliśmy
na miejsce lekko sprzątnęliśmy po ognisku i wciąż rozmawiając weszliśmy na temat tego co znajdowało się na
miejscu. Czegoś co stworzył ciężką pracą, poświęcając całego siebie a w nieokreślonym momencie przestało go to
cieszyć i stało się dla niego obojętne.
-Udało Ci się stworzyć coś pięknego, chociaż na prawdę Ciebie rozumiem. Sporo Cię to kosztowało, twój czas i
zdrowie. Swoją drogą.. duży ten dom.-spoglądając na niego ujrzałam uśmiech i wyraźnie lśniący blask w oku gdy
spojrzał w stronę powstającego tarasu.
-Nie chciałem się ograniczać.- nadal się uśmiechał i chyba zobaczyłam rumieńce na jego polikach. Sądząc po jego
objawach, był dumny z tego co widzi ale to było gdzieś głęboko zakopane pod nadmiarem obowiązków, pracy i
nerwów z tym związanych. Czyżbym w tym momencie poczuła ogromną potrzebę udowodnienia mu, że ma się z
czego cieszyć i być dumnym. Wyciągnąć to z dna tej piramidy na której szczycie były gorące myśli chociaż z
zewnątrz stwarzał pozory chłodnego podejścia do życia. Szliśmy w stronę auta i widziałam jak spogląda na mnie
czy jestem obok.
-Ty kierujesz! - szybko wpakowałam go w zostanie moim kierowcą, jechaliśmy po pierogi za wcześniejszym
uzgodnieniem z Urwisem i Żoną choć oboje spali. Udało mi się spostrzec w jaki sposób kieruje, spokojnie i
rozważnie. Patrzyłam na jego dłonie, chciałam je dotknąć ale wiedziałam, że nie powinnam. Obserwowałam go
uważnie, słuchałam to co mówi i analizowałam jego emocje cały czas rozmawiając. Poruszyliśmy temat rodziny.
-Nie jestem dobrym ojcem, nigdy mnie przy nich nie było. Ciągle byłem w trasie. - powiedział to takim obwiniającym
się tonem, że moje serce chyba się na chwilę zatrzymało. Kierowaliśmy się w stronę restauracji i mieliśmy
następne kilkanaście minut na swobodną rozmowę.
-Nie mów tak o sobie! Dałeś im możliwości, przede wszystkim to czego my nie dostaliśmy od rodziców. Ciepły
dom, pełna lodówa jedzenia, i szansę na znalezienie swojej pasji. - powiedziałam pewna tego co mówię choć on i
tak nie przyjął tego argumentu nadal się obwiniając.
-Może i masz rację, ale nie widziałem jak dorastają. Tego najbardziej żałuję.-odpowiedział smutnym głosem i jak
nigdy nie wiedziałam co powiedzieć, aby podnieść go na duchu. Na prawdę uważałam go za idealnego człowieka
jako mąż i jako ojciec a teraz nawet jako mój przyjaciel. Każde próby udowodnienia mu kończyły się fiaskiem.
-Nie jest na to za późno, przecież wciąż przy nich jesteś. Spójrz na to z tej perspektywy, skoro czujesz się winny
brakiem obecności masz na to teraz czas.- czy to zrozumiał, nie wiedziałam ale liczyłam na to. Dojechaliśmy do
celu, zamówiliśmy posiłek. Dla nas na miejscu i dwa na wynos. Usiedliśmy na przeciwko siebie, patrzyłam na niego
i widziałam że ucieka wzrokiem od mojego nieśmiało się uśmiechając. Zmrużyłam oczy, podparłam głowę na ręku i
zadałam sobie pytanie "Czy ja go onieśmieliłam?". Tak, miałam rację choć szczerze mówiąc czułam się przy nim
jak mały kotek szukający ciepła, stawiający pierwsze kroki na tym świecie więc to było dla mnie bardzo wątpliwe.
Jedliśmy ciepły posiłek rozmawiając a kończąc kelnerka przyniosła dwa dania na wynos.
-To dla naszych drugich połówek.- powiedział z uśmiechem, który mówił że nie dowierza w to co mówi. Ja też się
zaśmiałam i zaczęliśmy się zbierać.
-Nie chce stąd jechać. Dobrze mi się tu. - powiedziałam do niego cichym głosem jednocześnie tłumiąc śmiech.
-Gwiazdko, ja też nie chce.- spojrzał na mnie a jego szkliste spojrzenie wydawało się być radosne a jednocześnie
kojące dla mnie, że komuś na prawdę odpowiada moje towarzystwo.
Jako, że musieliśmy jechać dotarliśmy na miejsce gdzie stał jego samochód. Zabrał sanki i pakował je do auta.
-Chłodny.- powiedziałam cicho a głos mi drżał przez to co chciałam za chwilę powiedzieć.
-Tak ?
-Mam problem.-powiedziałam dusząc się powoli.
-Jaki Gwiazdko?-zapytał z troską szybko na mnie spoglądając.
-Coraz częściej o Tobie myślę..-powiedziałam uciekając wzrokiem w biały, zimowy las jednocześnie przyśpieszając
mrugnięcia oczu.
-Gwiazdko.. ja też. I nie wiem co mam z tym zrobić. - znów na niego popatrzyłam gdy to mówił a jego morskie
nieprzemierzone spojrzenie mówiło mi, że czuje strach przed tym uczuciem. Nie było nic dziwnego w tym, że te
słowa były dla mnie jak ciepła herbata w zimny poranek skoro moje serce pragnęło miłości, problemem było to jaki
kierunek obrało. Wybrało kogoś niedostępnego, nieosiągalnego jedynie w snach i marzeniach mogłam z nim być.
Wieczorem tego samego dnia, znów spotkaliśmy się w swoim gronie. Mimo kaca piliśmy i gadaliśmy słuchając
muzyki, podjadając następne przekąski. Z Chłodnym szło nam coraz lepiej, rozmawialiśmy już swobodnie w tym
towarzystwie choć wcześniej byliśmy bardzo ostrożni. Rzucaliśmy w swoją stronę spojrzenia, różnego przekazu.
Pożądania, podziwu lub znak "jestem tu, pamiętaj". Dotykaliśmy się po dłoniach podając coś sobie a ten odcisk był
ze mną na następne kilkanaście minut. Było już późno więc chciałam iść do domu.
-Chodź odprowadzę Cię.- powiedział pewnie i nawet nie zapytał, jakby wiedział że chcę aby mnie odprowadził. Nie
byłam temu przeciwna, przecież już dawno mnie zdominował a przy nim nie byłam już niezależna, pewna siebie i
uparta. Rzekomo bardzo silna, ale ja już byłam zmęczona byciem silną kobietą. Chciałam, aby mnie ugłaskał,
zrobił herbatkę i wysłuchał.
-Dobrze, jesteś tego pewny?- zapytałam zważając na to, że oboje byliśmy pijani.
-Tak.- odpowiedział krótko i stanowczo.
Kierowaliśmy się w stronę mojego domu, chcąc podążać tą samą polną drogą, na której pierwszy raz się
pocałowaliśmy. Znowu zimno, ciemno a po śniegu już nie było śladu. W zamian za to uraczył nas deszcz, mroźny i
powodujący ból. Byłam ubrana w czarną sukienkę i botki za kolano, na wierzchu miałam czarną jeansową katanę.
Rozpuszczone i nie ułożone włosy. Chłodny miał na sobie jasne spodnie, niebieski podkoszulek i kurtkę. Tylko
postawiliśmy krok w momencie znikającego światła na tej polnej drodze a już byłam w jego objęciach. Zbliżał
mokre od ulewnego deszczu usta do moich. Robił to powoli, ostrożnie jakby stąpał po cienkim lodzie a zarazem
świadomy tego, że odpowiem tym samym. Jego oddech lekko drżał a dłonie desperacko uciskały mnie w talii.
Nasze usta się dotknęły, a zaraz delikatnie odsunęły, jakbyśmy na nowo poznawali swój smak, którego dotąd nie
znaliśmy a towarzyszył temu nieprzerwany wzrok prosto w oczy, nie chciałam nawet mrugnąć aby nadal patrzeć w
Jego cudowne morskie spojrzenie.
-Oszaleje przez Ciebie.-szeptał, dotykając mojego czoła kręcąc głową a ulewa sprawiała, że z jego włosów ciekła
na mnie woda z każdej strony. Złapałam jego mokrą ale wciąż ciepłą twarz w obie dłonie i pozwoliłam sobie na
więcej niż zwykle. Całowałam go namiętnie i nachalnie jakby to był ostatni raz kiedy mogę to zrobić. Złapał moje
przemoczone blond włosy i pociągnał delikatnie do tyłu, a gdy moja głowa była uchylona do tyłu całował moją szyję
tak samo szybko jak ja jego usta sekundę wcześniej. Drugą ręką łapał mnie mocno w talii coraz mocniej
przyciskając moje ciało do swojego. Ja bezwładnie się temu poddawałam z szybkim oddechem wydając dźwięki
wskazujące na to, że jest mi przyjemnie i żeby za wszelką cenę nie przestawał. Choć padał ulewny deszcz a my
staliśmy w kałuży ani razu nie poczułam, aby było mi zimno. To obściskiwanie zajęło nam sporo czasu, a w
momencie kiedy Chłodny zobaczył że jestem przemoczona jego instynkt nakazał mu automatycznie przestać i
zabrać mnie w inne miejsce. Zaproponował hotel, ale nie mogliśmy nie wrócić na noc lub wrócić nad ranem.
Znaleźliśmy się na ganku jego domu, wróciliśmy z powrotem, zamiast się rozdzielić i trafić do swoich domów.
Przycisnął mnie do drzwi, łapiąc mnie za pośladki i piersi na zmianę, oddając mi przy tym namiętne pocałunki. Nie
będąc jemu dłużna moje dłonie wędrowały po ramionach, włosach a gdy nadarzyła się okazja wbijałam lekko
paznokcie w silne plecy. Jego dłonie powędrowały na moje uda, zamarłam. Poczułam przebiegający przez moje
ciało ciepły prąd powodujący brak czucia w nogach, do takiego stopnia ze lekko się ugięły a ja wydobyłam z siebie
głośny a zarazem krótki oddech, świadczący o podnieceniu. On to ewidentnie wychwycił, patrząc na mnie ze
złamanymi brwiami, przegryzając usta odwrócił mnie twarzą do drzwi podwijając moją sukienkę ku górze.
-Mogę?- zapytał drżącym głosem.
-Tak.- ledwo wyszeptałam.
Wchodząc we mnie delikatnym ruchem, przycisnął mnie powoli jeszcze bardziej do drzwi. Uniosłam ręce ku górze
podtrzymując się drzwi a on sekundę później swoimi mocno męskimi dłońmi złapał za nie delikatnie przybliżając
swoją twarz do mnie. Odwróciłam się w jego stronę, aby go pocałować.
-Musimy przestać. - powiedziałam cicho choć wcale tego nie chciałam. Miejsce, w którym się znajdywaliśmy było
mocno nieodpowiednie. Zważywszy nawet na sąsiadów, którzy mogliby coś zobaczyć.
-Zrobiłem coś nie tak?- zapytał się niepokojącym głosem.
-Nie, nie. Chodzi mi o to... Jeszcze ktoś nas zobaczy.-mój głos nadal drżał.
-Masz rację. Chodź, będziesz spała u mnie, położysz się w salonie.-znów brak pytań, po prostu mam iść i już, a ja
szłam. Jak mówił tak robiłam. Pomijając nawet takie sytuacje, siedząc gdzieś w gronie znajomych jeśli mieliśmy się
gdzieś przemieścić a wszyscy już wstali do wyjścia powiedział, że jeszcze nie idziemy a ja siadałam z powrotem,
tak z automatu. Nawet jeśli byłam jedyną, która usiadła a reszta się mogła sprzeciwiać w tym czasie. Nie robiłam
tego celowo, był dla mnie ważną osobą. Nie tylko przez wzgląd na to, że zaczynałam do niego mocno coś czuć
serduszkiem ale też dlatego, że mnie wysłuchał ,jak była potrzeba pocieszył a sprawianie mi radości było dla niego
przyjemnością.
Z rana, budząc się w salonie widziałam, że kręci się po domu. Zobaczył, że się przebudziłam . Stanął w wejściu do
kuchni i puścił mi oczko szeroko się uśmiechając. Dostałam wiadomość na Snapchat.
-"Dzień dobry Gwiazdko, zrobić Ci kawkę?" - uśmiechnęłam się przegryzając usta.
-"Dzień dobry, nie dziękuję"- z rana piję herbatę, ale jeszcze o tym nie wiedział.
-"Żałujesz tego co się wczoraj wydarzyło?" - napisał, pomyślałam czy wykazuje takie symptomy, abym żałowała.
-"Nie żałuję, a Ty?" - odpowiedziałam bo taka była prawda. Moje serce płonęło i czułam się nawet szczęśliwa.
-"Oczywiście, że nie. Nigdy"- ta odpowiedź wywołała we mnie myśl, jak to się wszystko skończy. Czy oboje
będziemy chodzić z ogromnym sztyletem w piersi czy tylko jedno z nas?
Czy to będzie przelotny romans? A może prawdziwa miłość? Czy on jest moją bratnią duszą? A może bliźniaczym
płomieniem? Postanowiłam to przemyśleć na osobności sama ze sobą, akurat przyjechał jego brat na kawę więc
miałam odpowiedni moment na ucieczkę. Ubrałam się i wyszłam. Do mojego zmysłu dotarł znajomy zapach.
Przyjemny, wywołujący poczucie ulgi i zwalniającego oddechu. To Chłodny, przesiąkłam nim zeszłej nocy.
Usłyszałam dźwięk snapchata, dzwoni Chłodny. Odebrałam ale w słuchawce nikt się nie odzywał. Widocznie
zadzwonił przez przypadek.
-"Dlaczego poszłaś sama? Odwiózłbym Cię."- napisał zaraz po tym jak się rozłączyłam.
-"Nie chciałam Ci przeszkadzać w rozmowie z bratem przy kawie!"
-"Nie przeszkadzasz mi, nigdy Gwiazdko" - czytając to znów pojawił się uśmiech na mojej twarzy. "Nigdy" bardzo
często używał tego słowa, chyba w celu zapewnienia mnie. Życie i doświadczenie nauczyło mnie, że takie rzeczy
przeważnie są nie prawdziwe a teksty tego typu to zwyczajna manipulacja, aby uzależnić emocjonalnie od siebie
drugą osobę i karmić swoje ego. Aczkolwiek Jemu jakoś wierzyłam, chyba dlatego że chciałam w to wierzyć.
Po powrocie do domu, przygotowując sobie kąpiel zobaczyłam na mojej szyi ogromną malinkę, jakby ktoś chciał mi
wygryźć kawałek skóry.
-Tsss... no ładnie. Jak wampirek.- pomyślałam. Rozważając ewentualny kamuflaż używając kosmetyków ale
przypomniałam sobie, że Urwis i tak mi się nie przygląda od dawna więc nie był potrzebny.
Zrobiłam sobie zdjęcie nóg w wannie i wysłałam do Chłodnego. Specjalnie, żeby troszkę pobudzić jego zmysły.
Jeden Snap, on odpowiadał. Później wymienialiśmy się nimi raz za razem co później na dłuższą chwilę stało się
naszą rutyną. Uwielbiałam na niego patrzeć, na jego posturę ciała, na jego uśmiech, na delikatne spojrzenia kątem
oka gdy jednocześnie unosił brew. Mijały następne dni konwersacji i wysyłania sobie zdjęć.
Zbliżał się termin ostatnich zjazdów na studia przed świętami, moje prace zaliczeniowe nadal nie były ocenione co
budziło we mnie niepokój. Sprawdzałam czy zmieściłam się w terminie, wszystko się zgadzało więc moja
nadwrażliwość była spowodowana poczuciem braku odpowiedzialności przekładając wykonanie tych prac.
Zaczepiając Chłodnego pytałam czy jedzie ze mną na studia żartując, że opuszczę zajęcia i zajmiemy się czymś
fajnym. Przeważnie zostawałam na weekend w hotelu bo szkołę miałam oddaloną około 120 kilometrów i nie
chciałam wracać późną nocą, aby rano znów tam jechać. Szykując się do szkoły kilka dni przed wyjazdem bo
przeważnie nie miałam na to czasu dzień wcześniej zastanawiałam się co porobię w zaplanowany dzień wolny od
pracy. Planowałam małe zakupy, lekkie porządki w domu i wyjazd do miejsca, w które często uciekam przed
ludźmi.
-Może byśmy się spotkali?-zapytał Chłodny pisząc wiadomość na Snapchacie.
-Pewnie! A co byśmy porobili? - ta wiadomość mnie uradowała aż nadto.
-Musimy znaleźć jakieś zajęcie i miejsce do spędzenia czasu.
-Może coś zjemy?- problem pojawił się w momencie wyboru miejsca. Nie mogliśmy swobodnie wyjść przecież
razem na miasto, w którym mieszkaliśmy.
-Tylko gdzie?- zapytał, wiedząc że wybór będzie trudny.
-Ciężki wybór, a może wynajmijmy jakiś pokój i zjemy w pokoju. Wtedy na pewno nas nikt nie zobaczy. -
odpowiedziałam śmiejąc się pod nosem.
-Dobrze, to znajdź coś co ci się spodoba i mi podeślij.- przecież mogłam sama zarezerwować pokój, na marginesie
chciałam bardzo uniknąć tego żeby za to zapłacił. Nie chciałam, żeby pomyślał, że go wykorzystuję.
-Przecież sama mogę zarezerwować. - odpisałam stanowczo i lekko chciałam mu się sprzeciwić.
-No chyba oszalałaś, Gwiazdko. - odpowiedział dodając do tego kilka emotikon wysyłających buziaki.
-Okej, to proszę.- wysłałam mu jakieś dwie obojętnie jakie lokalizację, ale były zajęte więc wybrał sam i
zarezerwował. Umówiliśmy się o piętnastej na miejscu, podał mi kod do wejścia i zaznaczył, że może się spóźnić
przez natłok pracy. Dotarłam na miejsce, przytulny pokoik w sporej kamienicy. Przeważał kolor szarości i
butelkowej zieleni. Po prawej stronie znajdowało się łóżko a przed nim fotel bez oparć na ręce, który zdawał się
bardzo miękki i wygodny. Po lewej stronie pokoju stał okrągły stół a przy nim dwa krzesła. Na przeciw dwa duże
okna z szarymi, długimi do podłogi zasłonami a między nimi telewizor. Na dworze było zimno więc długo nie
myśląc wskoczyłam do łóżka, przykryłam się kołdrą i włączyłam telewizor czekając na Chłodnego. Minęło już
trochę czasu, a jego nie było. Nie dopuszczałam nawet myśli, że nie przyjedzie po prostu chciałam go już
zobaczyć. Ale zanim to nastąpiło, zauważyłam u siebie dziwne objawy. W pozycji pół leżącej uniosłam dłonie ku
twarzy, aby na nie spojrzeć.
-Ręce mi się pocą?- byłam zdziwiona, zaczęłam się stresować spotkaniem z Nim. To było na pewno spowodowane
faktem, że nasze spotkania sam na sam w przeważaniu były po alkoholu a teraz byłam trzeźwa. Przy nim czułam
się inna, słabsza. Pewność siebie uciekała w jego pobliżu.
Usłyszałam pukanie do drzwi, wstałam i otworzyłam drzwi szybko się odwracając. Położyłam się z powrotem do
łóżka niczego nie świadoma, że trzymał w ręku bukiet czerwonych róż. Były przepiękne, jak je zobaczyłam to
chciałam się popłakać ze szczęścia. Może to prymitywne ale do tej pory nie dostałam takich pięknych kwiatów,
moja miłość do natury podwajała te uczucie. W miarę możliwości mocno go przytuliłam, dziękując mu. Sam chyba
nie zdawał sobie sprawy ile radości dadzą mi te kwiaty.
-Dziękuję są piękne! Za co to? - wydukałam z siebie.
-Należą Ci się. Nie masz za co dziękować.- odpowiedział szeroko się uśmiechając. Usiedliśmy na łóżku i
włączyliśmy muzykę. Rozmawialiśmy i tak mijał czas. W końcu się położyłam a on obok mnie.
-Chodź tu.-szepnął do mnie i przysunął mnie do siebie. Przez chwilę czułam się spięta, poczułam się jakby miał do
mnie dystans. Nie obchodziliśmy się ze sobą tak swobodnie jak wcześniej. Wstał do łazienki a ja położyłam się na
boku, wracając położył się za mną. Położył swoją prawą rękę na moim biodrze, delikatnie całując mnie w szyję.
Czując jego dotyk przyśpieszyło mi bicie serca a oczy zaczęły się przymykać z bezsilności pokonania tego uczucia.
Wystarczył jeden jego dotyk a ja zamieniałam się w worek waty. Obrócił mnie na brzuch, całując moje pośladki i
uda. Lekko podciągając moją czarną sukienkę ku górze znów obrócił mną, tym razem na plecy. Ściągając ze mnie
w powolnym tempie bieliznę patrzył na mnie głębokim spojrzeniem. Zrzucił ze mnie sukienkę i wstając rozpiął
spodnie a ja tylko podziwiałam to co chciał mi pokazać. Jego ciało było spięte, opalona skóra i tatuaże pasowały do
siebie jak ułożony obrazek z puzzli. Duże i silne ramiona poruszały się wraz z nim w moją stronę.
-Czuję się jakbym miał to zrobić pierwszy raz. - powiedział cicho, i znów ujrzałam jego złamane brwi i zmrużone
oczy. Wszedł we mnie powolnym ruchem. Czytając z mojego ciała, sprawdzał ,w którą stronę ma się kierować tak,
abym miała z tego zbliżenia jak najwięcej przyjemności. Czułam się przez to wyjątkowo, że potrafił sprawić nawet
w takim momencie poczucie, że liczę się tylko ja. Przez to, od razu poczułam, że seks z nim stanie się moim
małym uzależnieniem.
Przyszedł czas na to, aby wracać do domu. Usiadłam na fotelu z bukietem w ręku, podziwiając go ,aby zapamiętać
najwięcej jak się dało. Zrobiłam na pamiątkę zdjęcie. Nie mogłam go ze sobą zabrać. Zostawiłam bukiet w pokoju,
szybko tego żałując. Przez myśl przeszło mi, że mogło się zrobić przykro Chłodnemu a jednocześnie miałam
nadzieję, że był świadomy powodów dla których został w pokoju. Na parkingu rozchodząc się do swoich aut,
pocałowaliśmy się na pożegnanie. Jadąc do domu zadzwonił do mnie.
-Gwiazdko, pojadę z Tobą na te zajęcia. Spędzimy ze sobą więcej czasu.- powiedział pewnym głosem, a ja byłam
zaintrygowana jego słowami.
-Dobrze! Podoba mi się to.- ucieszyłam się, choć wcale w to nie uwierzyłam. Być może intuicja lub zwykła
wątpliwość.
-Jeśli chcesz to powiem o tym wszystkim. Tylko musisz chcieć.- zamurowało mnie totalnie, czy on chciał
powiedzieć o tym co zaszło, czy ja się przesłyszałam?
-No sama nie wiem.. jak to chcesz zrobić? - serce mi zaczęło bić jak oszalałe. Nie rozumiałam co się dzieję.
Wjeżdżałam już na drogę, na której był słaby zasięg więc postanowiliśmy zakończyć rozmowę.
-Kocham Cię.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania