Chiny - początek, 3 dni przed godziną zero
Każda podróż zaczyna się w głowie. Długo zanim ciałem opuścimy dom, duchem przemierzamy wielokrotnie szlaki, którymi chcemy pójść. Lubię ten stan lekkiej niepewności i podekscytowania, na ile plany będę zbieżne ze stanem faktycznym. Zawsze się coś wykrzaczy, zawsze. Ale tak juz jest, trzeba brać na to poprawkę w planie. Trzeba mieć pojedyncze dni z wolniejszymi przebiegami, aby zostawić sobie margines błędu na improwizację. A tu zagęścić zwiedzanie, a tam zmienić lub wymazać. Pozostawić sobie opcję nic-nie-robienia, gdyby nadmiar wrażeń wymęczył pomad stan. Nie wiem,czy tak będzie z Chinami, ale im bliżej wyjazdu, tym moje myśli sa spokojniejsze. Zostały 3 dni. W czwartek rano wylatuje z Warszawy do Pekinu z przesiadką w Abu Dhabi. Nawet tocząca się wojna z Iranem w tym nie przeszkodzi. Nic przynajmniej na tę chwilę tego nie zapowiada. Będzie to najprawdopodobniej moja najtrudniejsza podróż. Chiny technologicznie i społecznie mają zupełnie inną rzeczywistość, z pełną informatyzacją właściwie wszystkiego. Jeśli tuż po przylocie do Pekinu te technologiczne i aplikacyjne cudawianki zadziałają z moim telefonem, to jestem w domu, jeśli cokolwiek nie zadziała - jestem w d. W ostatnich tygodniach intensywnie się przygotowywałem na ten wyjazd. Przeczytałem kilka chińskich książek, a także obejrzałem sporo tamtejszych filmów. Zgłębiłem historię, kulturę, zwyczaje. Uczyłem się podstawowych słów po mandaryńsku. Z bardziej prozaicznych spraw, zaszczepiłem się na dur brzuszny, by niemal bezkarnie zajadać się ulicznym jedzeniem. Wymieniłem zapas gotówki na juany w kantorze na piękne pachnące banknoty z szeroko uśmiechniętym Mao. Mao? Myślę, że ciałkiem sporo, a to tylko kilka z wielu czynności, które musiałem wykonać, a których nie wymienię z braku czasu. Czy czuję się gotowy? Trochę tak i trochę nie. Koniec końców zawsze się okaże, że się zapomni jakiegoś drobiazgu, coś sié zgubi, coś się rozedrze, coś będzie działać/wyglądać inaczej niz to sobie wyobrażałem. Głęboka woda- trzeba się rzucić i sprawdzić,czy nie utonę. Nie ma lepszego uczucia, gdy jednak okazuje się, że umie się pływać i to całkiem nieźle niezależnie od akwenu i głębokości. Patrzę teraz na niemal zapakowany plecak. Na swój sposób ten napuchnięty worek jest piękny poprzez pryzmat nadchodzącej przyszłości. Zwiastun dobrej nadziei. Nie chciałem poetyzować w tym wpisie, ale jakoś samo wyszło. Drogi czytelniku, musisz mi wybaczyć. Zastanawiam się, na ile zostanę zaskoczony zastaną rzeczywistością. Na ile tamci ludzie, tamto społeczeństwo jest zgodne z obrazem pokazywanym w naszych mediach? Czy w powietrzu będzie wisiał komunistyczny zamordyzm czy wręcz przeciwnie, zupełnie o tym zapomnę w natłoku uśmiechów i miłych gestów? Czy Chińczycy będą się mną interesować jak było to na Sri Lance, gdy wsiadając do lokalnego busa przyciągałem wzrok wszystkich pasażerów, a może nie opędzę się od próśb pozowania do selfie jak w Egipcie? Jako introwertyk wolałbym tego uniknąć z jednej strony, ale z drugiej - czasami, w trakcie wakacji,czemu nie?! Chwilę się poczuć jak gwiazda filmowa to ciekawa odskocznia. Do dziś pamiętam, jak w pociągu do Ella na Sri Lance spojrzała na mnie obca dziewczyna. Uśmiechnąłem się do niej, ona uśmiechnęła się do mnie. Tylko tyle i aż tyle. Niby nic, a wciąż wspominając to robi mi się ciepło na sercu. Podobne wspomnienia mam nadzieję przywieść również z Chin.
Komentarze (1)
Byłem 3 tygodnie.
Chiny ,miasta to już Europa.
Nikt nie będzie spoglądał na Ciebie jak na obcego.
Pozdrawiam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania