Chloe

Chloe

Dzieliły ich kilometry.

Siedziała w samochodzie, pochłonięta myślami, zastanawiając się, co powiedział jej ostatniego dnia, kiedy się spotkali.

„Jesteś tu dzięki temu, że mój ojciec wyświadczył przysługę twojej rodzinie”.

„Czy to prawda?” – powtarzała raz po raz, przypominając sobie wyraźnie jego twarz, oczy, uśmiech. Wszystko na jednej twarzy wklejało się w jeden obraz. W pogardę.

Patrzył na nią z tą samą pogardą co na jej matkę, kiedy jeszcze widziała go przy szpitalnym łóżku. Siedział tam, pokazując lekarzom, że się troszczy, a tak naprawdę, jakby sprawdzał, czy nie jest lepiej. Jakby chciał powiedzieć: „Wszystko jest tak, jak ma być. Idzie w dobrą stronę”.

Dobrze znała to spojrzenie.

Lekceważący uśmiech ustąpił zdziwieniu, kiedy poczuł na policzku jej pięść, wymierzającą cios w skroń. Następnie osunął się na ziemię.

– Chloe? Ty? Jak mogłaś? Zaskoczyłaś mnie – zagadywał zdziwiony Eryk.

– Ale mu pokazałaś. Ty to jednak masz jaja, kobieto – zaśmiał się.

Ten śmiech wrócił do niej, przywołując wreszcie miłe wspomnienia. Tej mocy uśmiechnęła się na samą myśl, że już niedługo go zobaczy.

Jeszcze tylko parę godzin.

„Dasz radę, Chloe” – mówiła do siebie.

Jeszcze tylko parę godzin.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania