Cichy wrzask
Dedykacja.
Tym którzy we mnie nie wierzyli. To dla was - ten wrzask ciszy.
___________________________________________________
Cichy wrzask
Choć głośny, teraz cichym się stał. Odbił
się szybko o jedną ze ścian, po czym z powrotem
wrócił do swego nadawcy. Głos bezdźwięczny,
ból szczelnie ukryty. Krzyk stłumiony, łzy
niewidoczne. Na zewnątrz spokój, w środku
najgłośniejsza i najgroźniejsza burza, której nikt
nie jest w stanie usłyszeć. Serce krzyczy, lecz nikt
nie usłyszy. Wrzask krzyczeć próbuje, lecz się nie
przebija przez mur ze stali. Choć wszystko w
środku krzyczy, ciało nieustannie milczy.
___________________________________________________
Co gdyby opisać człowieka
porą roku?
I
Człowiek porą roku.
On jakiś czas temu...
Las blednie, opadające liście.
Jak dziś tu pusto i cicho!Niebo w zamglonej niewoli,
Gdyż słońce uwolnić się z niej nie może.
Pożółkłe, brązowe i przesuszone
Na wietrze liście, Który szepcze
nam do ucha Zaszyfrowane
słowa.
Dusza zepsutą zostanie
A serce wciąż szuka Swego
bezpiecznego miejsca.
Głos pozostanie nieusłyszany, Tak
samo jak krzyk, Który zastygł
gdzieś głęboko.
Osoby, z którymi dzieliliśmy
Tak wiele wspomnień,
Nagle stają się jednym z nich.
Zrozumienie, które tak blisko, a tak daleko...
___________________________________________________
II
Człowiek porą roku.
On teraz…Za oknem spadają płatki zimnego, Mokrego
jak łzy śniegu.
Jego zimne serce pokryte wciąż bryłami lodu.
Pokryty lodem i czernią Stąpa
po kruchym śniegu,
Który pod jego ciężarem
Zapada się, kruszy i niszczy,
Zupełnie tak jak ludzie, Których
tak krzywdzi.
Zamknięty w swej lodowej klatce
Z duszą i sercem niedostępnym,
Spojrzeniem obojętnym, lodowatym jak lód,
Nie potrafi dać sobie pomóc,
Odpycha od siebie każdego, Komu
udało się choć trochę Zajrzeć do
jego duszy.
Jest lodowatym potworem.
Zamkniętym, lodowatym I
pokrzywdzonym… potworem.
Kto cię tak zepsuł potworze?
___________________________________________________
III
Człowiek porą roku.
On za jakiś czas…
Widać już oznaki wiosny.
Wiosny, która może w końcu coś naprawi,
To skrzywdzone, podarte i zdradzone serce,
Tą duszę, która… No sami wiecie.
Wiosna, która w końcu zasadzi ziarno nadziei Na
normalne życie.
Życie szczęśliwe i dobre… Ale czy
takie w ogóle istnieje?
Wiosna odnowi i zapełni
Nowymi pękami kwiatów,
Tę pognitą głowę,
Która swymi przeżyciami
Nie chciałaby się chwalić.
Ale czy to nie będzie tylko na chwilę?
Wiosna, dzięki której W końcu
może zapomnisz…
___________________________________________________
IV
Człowiek porą roku.
On kiedyś...
Nie był szczęśliwy, ale nie był też smutny.
Poniekąd przypominał mi lato:
Radosny, uśmiechnięty, szalony i kochany, A
zarazem deszczowy, burzliwy, pochmurny I
okrutny.
Choć już dawno go nie ma,
Wciąż o nim rozmyślam i tęsknię za nim, Bo
teraz jest lodowatym potworem.
Ale najbardziej boli to,
Że kiedy po nocach spływają po mnie łzy,
On śpi i nawet nie pomyśli,
Że ktoś może o nim myśleć.
___________________________________________________
Zupełnie jak śmierć
W ostatnią Noc Bez słowa
Odlecę.
Pozwolę ci o Mnie
zapomnieć, Bo to przecież
Ostatnia Noc.
W ostatnią Noc,
Ostatni raz Będę
rozmyślać, Bo to przecież
Ostatnia Noc.
Noc ostatnia,
Bo jutro będę
Już tylko małym,
Ledwo widocznym Promyczkiem,
Który któregoś
Ostatniego dnia
Padnie na twoją twarz,
Który kiedyś
W ostatnią Noc Rozbłyśnie po raz
ostatni.
W ostatnią Noc
Rozpłynę się,
Wzniosę w powietrze I odejdę wraz z moją
Nową Koleżanką – ostatnią Nocą.
W ostatnią Noc Już się nie
pożegnam, Ani nie napiszę wam
„Dobranoc”.
W ostatnią Noc Nie będziecie już
ważni.
Moja nowa Koleżanka sprawi, Że wy
również O mnie zapomnicie.
Ostatnia Noc minie Ale nigdy nie
będzie już Drugiej takiej samej –
„Ostatniej Nocy”.
Ostatniej Nocy,
Która odejdzie wraz ze mną.
W ostatnią Noc
Nie będę już czuła, Ani troskliwa.
W ostatnią Noc Będę sobą.
W ostatnią Noc
Niebo będzie brązowo-czarne, Księżyc ogromny
A gwiazdy z nieba zlatywać będą,
Jak jasne i dobre Anioły,
Które i tak Nigdy nie były dobre,
Bo stworzył je Lucyfer,
A teraz wspólnie
Plączą się ludziom pod nogami
I sprowadzają ich na złe drogi, Z których nie
ma wyjścia.
Drogi
Z których nie ma wyjścia,
Bo tak rzekła Ostatnia Noc.
Ostatnia Noc,
Z którą każdy współpracuje
I której Każdy się boi.
Boi,
Bo może sprawić,
Że
Twoja Noc
Stanie
Się
Tą
Ostatnią.
Współpracuje, Bo boi się,
Że ta jedna Noc Stanie się tą ostatnią.
W ostatnią Noc,
Kiedy to ja odejdę,
Ty tańcz z uśmiechem, Którego ostatnia
Noc Nigdy nie zapomni.
Zabierze ze sobą
W Otchłań czarnej Rzeczywistości
I zapamięta Ten najpiękniejszy uśmiech
Na całym Świecie.
Świecie
Który teraz zmienił się W brązowo-czarną
ostatnią Noc.
W ostatnią Noc,
Każde najmniejsze,
Już prawie
Zapomniane
Wspomnienie Odfrunie.
W ostatnią Noc
Każde najbardziej
Trwałe
Wspomnienie Odfrunie.
W ostatnią Noc
Każde możliwe
Wspomnienie Odfrunie.
Jak się z tym teraz czujecie Że to ja
O was zapomnę?
W ostatnią Noc
Spakuję wszystkie swoje rzeczy I zamieszkam
Gdzieś w innym Świecie. W Świecie,
Gdzie zatrzymał się czas.
W Świecie
W którym ciągle panuje Ostatnia Noc.
Ostatnia Noc, Która odebrała wszystko,
Zupełnie jak śmierć.
Ostatnia Noc,
Która mnie wypatrzyła, Upolowała,
Zabrała I odebrała wszystko, Zupełnie
jak śmierć.
W ostatnią Noc
Nie będziecie się spodziewać,
Że zniknę
Wraz z ostatnią Nocą, Która zupełnie,
Jak śmierć,
Już mnie
Wam nie Odda.
Czy zatęsknicie? Nie zatęsknicie, Bo
zapomnicie.
Zapomnicie,
Każde wspomnienie O mnie
Wraz z ostatnią Nocą.
W ostatnią Noc,
Kiedy to ja odejdę,
Wy będziecie słodko spali.
W ostatnią Nie będzie już
Kolejnych szans.
W ostatnią Noc
Odfrunę w Niebo brązowo-czarne,
Z księżycem ogromnym,
Gwiazdami zlatującymi z nieba, Które jasne i
dobre Jak Anioły.
Anioły,
Które i tak zaciskają ludzi W swoje
groźne pazury.
W ostatnią Noc
Ktoś
Odejdzie…
___________________________________________________
Anioły
Mówią o nich jak o skrzydlatych, dobrych,
ślicznych, zawsze pomocnych istotach.
Zupełnie jak o syrenach – kolejnej bajeczce
dla dzieci. Tak naprawdę to zwykłe fałszerstwo o
pięknych twarzach i zwodzących uśmiechach.
Wynalazki Diabła.
Dobry, śliczny i pomocny pokazuje się tylko,
gdy chce cię zniszczyć. Proponuje pomoc, ale tak
naprawdę nigdy jej nie dostaniesz. Zejdziesz na
jeszcze gorszą drogę niż byłeś. Na drogę bez
wyjścia. Wyjścia, którego nawet nie widać. Zły,
obrzydliwy, zdradziecki, pokazuje się, gdy już cię
zniszczy, a ty zrozumiesz, że miły, skrzydlaty
aniołek to tylko bajka, którą opowiadali Rodzice.
Zupełnie inne istoty niż ludzie, a jednak tak
bardzo podobne…
Dobro, piękność, pomocność, brak wad,
perfekcja i prześliczny uśmiech przykrywający
fałsz, brzydotę, obojętność. Same wady, brak perfekcji,
złamane serce, smutek, żal, złość i rany. Taka
jest większość „ludzkich aniołów”.
Poniszczone dusze, uwielbiające cierpienie
ludzi, ściskają ich w swych długich, czarnych,
groźnych, morderczych i zakrwawionych
pazurach, które w opowiadaniach dorosłych miały
być idealnie krótkie i w odcieniu perłowej bielu…
Gdyby one w ogóle istniały, właśnie takie
byłyby te istoty.
___________________________________________________
Syreny
Zwodzące i fałszywe jak Anioły. Swoją
pięknością, wyjątkowością i pięknym głosem,
hipnotyzują facetów i zatapiają statki.
Pięknością, wyjątkowością i pięknym
głosem są tylko, gdy czegoś pragną. Gdy tego nie
dostaną, zmieniają się w prawdziwe syreny.
Zamieniają się w potwory.
Mówią, że ludzie mają trzy twarze. Pierwszą
dla bliskich, drugą dla przyjaciół, trzecią, którą
ukrywają. Zupełnie jak syreny.
Syreny, które żywią się ludźmi, a ich pasją
jest zatapianie statków za pomocą swoich mocy.
Mocy, które zasadziły gdzieś głęboko w nich
swe korzenie. Korzenie, których już się nie da
wyrwać. Są za twarde, za gęste i za bardzo w nie
wrośnięte. Syreny przez które nie warto wypływać
w głąb morza. Syreny przez które można zniknąć i
nigdy nie zostać odnalezionym.
Syreny przez które ludzkie szczątki, już na
zawsze na dnie morza pozostaną. Syreny przez
które szczątki, już zniszczonych statków na zawsze
na dnie morza pozostaną. Morza, którym rządzą
syreny. Potwory.
Gdyby one w ogóle istniały, właśnie takie
byłyby te istoty.
___________________________________________________
Lawenda
On o niej.
Zapachem otumaniająca,
Wyglądem
Wyjątkowa
I hipnotyzująca,
Delikatnością zaskakująca,
Swoim zdaniem Zawsze
potrafisz Zaskoczyć.
Och,
Tak bardzo
Kojarzysz mi Się z
lawendą!
Zapachem, Wyglądem,
Delikatnością I
własnym zdaniem.
Choć Lawenda
Zdania swego nie ma
I mieć nie będzie,
Bo to tylko roślina, Której
to my
Nadajemy życie W
ogródkach.
Roślina,
Która zdania swego Nie
ma
I mieć nie będzie, Bo
to my nią
Kontrolujemy.
Roślina,
Która zależna jest Od
nas.
Och,
Tak
Bardzo
Kojarzysz mi się... Z
Lawendą!
Zapachem,
Wyglądem,
Delikatnością I
własnym zdaniem.
Och,
Tak
Bardzo
Jesteście do siebie podobne A
jednak też wcale.
Lawendą
Nigdy Nie
Będziesz.
Zapachem, Wyglądem,
Delikatnością
I własnym zdaniem tak,
Ale nigdy
Nie będziesz zależna Ode
mnie.
I choć bardzo
Chcę cię zasadzić Na
stałe
W swoim Ogródku,
To ty
Wybierzesz swój Ogródek
W którym
Będziesz szczęśliwa.
___________________________________________________
Kaktus
Ona o nim.
On jak Kaktus, Ona jak
Lawenda.
On jak Kaktus, Bo nietykalny.
Nietykalny przez kolce.
Kolce,
Które chronią go Nawet przed
Lawendą.
Lawendą, która jego miłością życia Się stała.
Lawendą, którą Jestem
Ja.
On jak Kaktus, Ona jak
Lawenda.
On jak Kaktus, Bo nietykalny.
Nietykalny przez kolce, Które uwięziły go
W wysokiej wieży,
Którą stworzyły
Specjalnie Dla Niego.
Wysoką wieżę,
Z której nie może Się uwolnić.
Kolce,
Które zabraniają mu ujrzeć Ciepły promyczek
Słońca.
Kolce, Które pozwalają zobaczyć Tylko
ciemność i...
Ponure niebo,
Które nigdy Się nie rozpogadza.
Kolce Przez które czasem Nie widzi
mnie.
Nie widzi
Swojej Lawendy,
Którą tak bardzo chce Zasadzić W swoim
ogródku.
Choć Kaktus
Nigdy nie wymówił Tych słów,
Wiem o tym.
On jak Kaktus, Ona jak Lawenda.
I choć Nie pasujemy Do siebie,
To może To jest piękne.
On jak Kaktus, Ona jak Lawenda.
Dwa Przeciwieństwa Razem się związały.
___________________________________________________
Czas
On niby jest, a niby go nie ma. Kiedy go
nie potrzebujesz, on jest. Jest i nie odstępuje cię
na krok. A kiedy go potrzebujesz, nigdy go nie
ma. Nie ma i nie będzie. Czas stoi nic nie robiąc,
albo płynie i się go traci. Traci z każdą sekundą.
Czasem myślę, żeby w końcu zabić ten czas. Z
każdym dniem czekam na kolejny. Na kolejną
szansę, by go zabić.
Mówią, że czasem trzeba się zatrzymać.
Jak? Jak się zatrzymać skoro on mi nie pozwala?
Czas nie pozwoli nam się nigdy zatrzymać i choć
ciągle czekam na tę jedną rzecz, która może w
końcu dałaby wolność, ważniejsze jest co
innego. Ważne jest to, żeby przeżyć choć ten
jeden dzień. Ważne jest, żeby przeżyć chociaż
dzisiaj, a jutro niech się dzieje co chce.
___________________________________________________
Zginąłem
On.
Nikt mnie nigdy nie nauczył jak kochać,
ani jak żyć. Błądzę gdzieś pomiędzy światem
żywych, a umarłych. Wychowany przez
potwora, który zabija.
Krew jego oprawców ciurka na moje
dłonie, które tego nie zrobiły. Słowa nigdy
przeze mnie nie wypowiedziane, dzisiaj krzycz,
związane grubą liną, którą ten potwór
przywiązał do drzewa.
W jego oczach zginąłem już wiele razy.
Jest wściekły, bo nie jestem potworem takim jak
on.
Potworem, który tylko zabija i syci się
ludzką stratą, krzywdą, bólem oraz… krwią.
Potwór, który mnie wychował, zostanie na
zawsze w mojej pamięci. Człowiek, którym
kiedyś był, zginął. Zginął dla mnie, tak jak ja dla
potwora, którym się stał.
___________________________________________________
Bez niej
On.
Choć kiedyś była ważna, przestała taką
być, przestała być najważniejszą osobą w moim
życiu. W życiu, które tylko zatruwała. Bez niej
zrobiło się jaśniej. Bez niej przestałem
zamartwiać się ludźmi, którzy nawet o mnie nie
myśleli i tylko gdy coś chcieli odzywali się.
Bez niej mogłem w końcu wrócić do życia
i do bycia takim jakim byłem. Bez niej, nie
musiałem nikogo udawać. Mogłem być sobą.
Bez jej wymagań, które ciągle za nią chodziły.
Bez niej i bez jej uwag.
Bez niej zrobiło się… smutno…
________________________________________________
Rozkwitło
On.
Zawsze jest tak, że gdy czegoś pragniemy
nie dostajemy tego od razu. Czekamy, aż w
momencie, w którym w ogóle się tego nie
spodziewaliśmy, dostajemy to.
Byłem jak kwiat. Najpierw byłem pod
ziemią, potem coś małego wykiełkowało, a po
wielu latach stałem się kwiatem, który wciąż nie
rozwinął swoich płatków. Ale coś właśnie
rozkwitło. To ja.
Wciąż mały, nieufny, tchórzliwy, niepewny
kwiat. Moje dni, które wcześniej spowijał mrok,
teraz stały się słoneczne. Przez te słoneczne dni
moje płatki stawały się coraz większe, lepsze,
silniejsze, szczersze, mniej nieufne, mniej
tchórzliwe i pewniej stawiały małe kroczki,
które odbijały się na tym świecie już na zawsze.
I choć nigdy nikim ważnym nie zostanę,
zawsze pozostanie po mnie jakiś ślad.
___________________________________________________
Cień
Słoneczny, radosny, przynajmniej taki
powinien być ten dzień. Nie jest taki.
Ktoś się uśmiecha, ktoś się śmieje, ktoś
skacze, ktoś tańczy, a ktoś jeszcze inny rozmawia
z przyjaciółmi z uśmiechem, który wygląda na
najpiękniejszy uśmiech na całym świecie.
Nikt za nikim nie tęskni, nikomu nic nie
brakuje, nikt nie ma problemów, żadnych
zmartwień i bólu, ani marzeń, które miałyby się
nie spełnić.
Zawsze wszystko im się udaje. Coraz
częściej cień, który ich obserwuje przez lata
czuje się nikim. Kimś innym, kimś kto nigdy się
nie wpasuje. Cieniem dawnych wspomnień o
których teraz nikt już nie wspomina. Cieniem
dawnych wspomnień, które coraz częściej
bledną i się rozmazują.
Cień, który nie potrafił żyć tak jak inni. Jest
winny i pusty. Pusty jak tylko cień potrafi.
Jestem jak cień, który się rozmazuje. Jak
cień, który w końcu rozmażę się na zawsze.
___________________________________________________
Diabeł
On o Niej.
On tylko czeka. Czeka aż upadniesz,
przestaniesz oddychać, zaczniesz się dusić i
cierpieć. Będzie czekać aż zostaniesz bez
niczego. Gdy zostaniesz bez niczego i tak
znajdzie coś, co zabierze. Zabierze i nie odda.
Próbujesz ożywić coś, co jest już martwe,
zepsute. Ale czy zobaczysz, że nie warto?
Diabeł ją obserwuje. Traci, przywraca i
zabija. Traci, bo ucieka. Przywraca, bo nie
potrafi uciec. Zabija, bo próbuje uciec. Ucieka
bo tylko to potrafi. Potrafi?
Diabeł nigdy jej nie opuszcza, a jednak…
opuścił. Opuścił, a jej nagle zaczęło czegoś
brakować. Zaczęło jej brakować czegoś
martwego. Martwego, bo nie dało się już
ożywić. Brakowało jej Diabła, który tylko ciągnął
ją na dno.
Tym Diabłem jestem ja…
___________________________________________________
Coś co jest
Zaśpiewane, piękne słowa,które kiedyś
nic nie warte, trafiały do szuflady. Teraz słyszy je
cały świat. Świat, który bez tych słów
wyglądałby zupełnie inaczej.
Słowa napisane z sercem i połową siebie.
Melodia stworzona aby wszystko dopełnić oraz
żeby całość stała się idealna. Piosenkarze,
którzy kiedyś nieznani, ani nic nie warci, teraz
stają się osobami o których mówi cały świat,
setki ludzi, tłumy fanów. Fanów czekających na
kolejne uwielbiane piosenki. Piosenki, które na
długo z nami zostają. Piosenki często nie
lubiane. Piosenki lubiane. Piosenki, które nas
tworzą.
Tworzą nasze dzieciństwo, nastoletnie
czasy, a kiedy stajemy się dorośli, pokazujemy
naszym dzieciom. Jako starzy ludzie wciąż
wspominamy. Jako umarli nadal pamiętamy.
Jako wędrujące po świecie smutne dusze, nadal
nucimy i tańczymy do tysiąca pięknych
piosenek. Jedyna rzecz, która zostaje z nami na
zawsze. Nie, to nie ludzie. Ludzie nigdy nie są na
zawsze.
Jedni od nas odchodzą, zdradzają,
zostawiają, drudzy tracą, a trzeci umierają.
Więc tą rzeczą na pewno nie są ludzie. To
muzyka. Ona nigdy nie odchodzi, nie zostawia,
ani nie ocenia. Muzyka po prostu jest. I choć
czasem ludzie, którzy ją napisali umierają, ślad
po nich i tak już na zawsze pozostaje na tym
świecie, choć pełnym niesprawiedliwości,
niepowodzeń i upadków, czasem jednak staje
się dobry. Iskierka dobra jest w muzyce, w
tekstach, które rozpalają coś w naszych często
popękanych, ale dobrych sercach. Sercach
często zranionych, smutnych i zdradzonych.
Sercach szczęśliwych, pięknych i radosnych.
Pomimo różnic, każde serce jest dobre,
nawet to, które nie powinno. Tak jak muzyka.
Nie każda jest dobra, ale każda ma choć jeden
ważny przekaz. Piosenki są jak terapia, nie
zawsze dobra, ale wciąż coś, co potrafi pomóc.
Uciec, przemyśleć, albo po prostu być i płynąć z
każdą linijką zaśpiewanych słów. Piosenki mogą
być też zwykłym szczęściem, pięknymi
wspomnieniami i chwilami, które się wydarzyły
czy dzieją. Wszystko jedno. I tak jest już
wspomnieniem lub dopiero nim będzie…
___________________________________________________
Tego juz nie ma
Widzę twoje znudzone spojrzenie, gdy
pytasz czy wszystko u mnie w porządku. Po co
pytasz, skoro nigdy cię to nie obchodziło?
Nie obchodziło cię, więc niech nie
obchodzi. Nie interesowało cię, więc niech nie
interesuje.
Nie przeszkadzało ci to, więc niech nie
przeszkadza. Byłam ci obojętna, więc niech
będę ci obojętna.
Niech pozostanę ci obojętną.
Ważny jesteś tylko ty, ja się przecież nie
liczę. Żalisz mi się po raz kolejny, opowiadasz o
tym, jak ci źle, a ja tracę siebie, aby znowu ci
pomóc, abyś ty mógł się mną pobawić. Jestem
zawsze na twoje zawołanie a ty wciąż
powtarzasz: „Nie ma nas.”
Jak nie ma nas?! Przecież oddałam siebie,
by wciąż z tobą być! By nadal próbować cię
uwolnić.
Dlaczego tego nie dostrzegasz? Dlaczego
nie przestajesz? Dlaczego nie uciekasz od
nietrzeźwej rzeczywistości? Jesteś w jakimś
transie, który tylko cię zabija. Czemu nadal w
tym tkwisz pomimo moich starań? Starań,
których nie widzisz. Jesteś zaślepiony.
___________________________________________________
Dryfuję
To uczucie,
Które chyba
Nawet nim nie jest – Jest pustką.
Próbuję krzyczeć, Lecz nie potrafię.
Łzy,
Które kiedyś spływały
Na zawołanie, Teraz gdzieś zniknęły.
Zniknęły tak,
Jakbym wszystkie wykończyła,
Jakby ich zbiornik, Który wcześniej aż się
przelewał, Teraz nagle stał się pusty. Pusty jak
ja.
Tęsknię i martwię się o ludzi,
Którzy prosto w twarz mi mówią „Szczerze to nie
myślę o tobie.
Jest mi to obojętne”.
A ja myślę i się obwiniam. Od miesięcy
Nie jesteście mi obojętni!
Wiem, że ranię i chcę przestać, Ale wtedy,
Gdy to robię ranię siebie.
W dzień i w noc
Myślę o tym,
Że może bez naszego kontaktu
Wcale nie jest wam lepiej, Że przez to
zraniłam was Jeszcze bardziej.
Jednak ja jestem Wam obojętna.
Nie tęsknicie tak jak ja. Jest wam obojętne.
Co by było,
Gdyby mnie Nie było?
Co by było,
Gdybyście nigdy
Mnie nie poznali? Tęskniłby ktoś?
Czy byłoby lepiej,
Gdyby mnie nie było? Czy bylibyście
szczęśliwsi, Gdyby mnie zabrakło?
Dryfuję,
Jak na wodzie,
Z masą podobnych pytań,
Na które nie znam odpowiedzi, I mogę się tylko
domyślać.
Dryfuję
Na tej wodzie, Ledwo co oddychając.
Nagle schodzę w dół,
Jakby niewidzialna siła
Ciągnęła mnie Na jeszcze głębsze dno.
Schodzę z nią marząc, By tam zostać I
zatonąć.
Jednak w tym momencie Się budzę.
Budzę,
A to wszystko znowu wraca.
Chciałabym się ulotnić.
Spłonąć jak wypalony papieros, Którego się
kończy, Wyrzuca i zapomina.
Ale skąd mam wiedzieć Czy by było lepiej?
Może choć jedna,
Mała połowa jakiejś Osóbki Potrzebuje mnie.
Dryfuję,
Jak trup, Którym z każdym
Kolejnym dniem
Się staję.
Myślałam, że przeszłość Z czasem zniknie.
Myliłam się, Nic z czasem
Nie będzie lepsze.
On po prostu jest i mija, Sekunda za sekundą,
Minuta za minutą,
Godzina za godziną, Dzień za dniem,
Tydzień za tygodniem, Miesiąc za
miesiącem I rok za rokiem.
On nic nie naprawia.
Było dobrze,
Teraz jednak znowu
Trafiłam na to dno,
Które chyba zrobiło się
Jeszcze głębsze Niż ostatnio –
Polubiło mnie.
Szukam dobrej drogi, ucieczki,
Której teraz,
Jak na złość nie widzę.
Nie ma żadnej dobrej drogi. Każda poplątana
I prowadząca... do nikąd.
Prowadząca na dno.
Mówią, że jak upadniesz, Musisz się podnieść.
Podnieść?
Co jeśli nie jestem, Po raz kolejny, W
stanie się podnieść?
Ile razy można się podnosić?
Staram się i próbuję,
Ale mam wrażenie, Że coś mnie popycha, Za
każdym kolejnym krokiem.
Gdyby była taka możliwość,
Umrzeć i powtórzyć Całe życie na nowo –
Umarłabym.
A czy wy chcielibyście Zacząć znowu wasze
życie Od zera?
________________________________________________
Głęboko w lesie
Gdzieś głęboko, w małym lasku, obok
strumyka zbudujemy domek marzeń. Domek w
którym zapełnią się wspomnienia, kłótnie, łzy,
szczęście, miłość, piękne chwilę i serce z którym
właśnie on powstanie. Z sercem, które oddało
wszystko, by stworzyć domek. Małą chatkę,
zarośniętą bluszczem, stojącą gdzieś głęboko w
lesie.
Głęboko w lesie, gdzie bez innych
będziemy wspólnie spędzać czas na werandzie.
Gdzie wspólnie będziemy chodzić za rękę po
lesie, w letnim deszczu. Gdzie będziemy się
razem cieszyć i płakać. Głęboko w lesie, w
małym domku, pokrytym bluszczem,
naprawiamy nasze złamane serca i dusze. W
naszym domku będziemy razem.
I choć już cię nie ma, a to tylko nierealne
marzenie, zbuduj ten domek. Domek w którym
już nie będzie nigdy nas. Domek w którym nigdy
już nie będzie mnie. Domek naszych marzeń…
___________________________________________________
Maszyna nie serce
Mówiliście, że jestem Miła i
fajna, Ale ja nigdy
Nie potrafiłam tego w sobie Ujrzeć.
Nie potrafiłam, I nie potrafię.
Moje złamane serce Jest jak
maszyna.
Maszyna, która tylko działa Z przymusu,
przyzwyczajenia.
Gdy serce się połamie, Nie złamie się
już nigdy.
Przestaje bić Tak jak
wcześniej.
Trzeszczy,
Chrzęści, Skrzypi,
Wrzeszczy
I boli.
Jest
Tylko Żeby Być.
Bez celu,
Bez nadziei, Bez uczuć.
Jest zupełnie niepotrzebne.
Dawne blizny
Znowu rozdarte, Choć miały już nie wracać.
Czemu po prostu Nie da się zapomnieć?
Coś co było kiedyś, Powinno być kiedyś.
Powinno być przeszłością,
Która zamknięta
Na kłódkę, Nie wyjdzie.
Nie wyjdzie
I nie powróci.
___________________________________________________
Dziesięć piłek
Dzisiaj na wuefie graliśmy w zbijaka. Było
dziesięć piłek. Piłek, które leciały w… moją
stronę. Dziesięć szybkich, silnych, twardych, ze
złoszczonych, nienawidzących mnie piłek.
Niestety trafiały. Trafiały idealnie. Idealnie ból
rozprzestrzeniał się po moim ciele.
Moje nogi wbite w podłogę, jakby do niej
przybite, próbowały uciec. Nie były w stanie.
Trafiające we mnie piłki bolały zupełnie tak, jak
zadawane ciosy rękawicami bokserskimi. Nie
chciałam uciec, stałam tam z obojętnym
wyrazem twarzy, przyjmując odbijające się na
moim ciele piłki, zupełnie tak jakbym na to
zasłużyła.
Może właśnie tak było. Zasłużyłam sobie
na to.
___________________________________________________
Litość I
On.
Ciekawe co u niej. Tęskni? Płacze? Cieszy
się? A może się śmieje? Jak wygląda jej życie
beze mnie i bez naszych wspólnych chwil? Jak
wyglądają teraz jej poranki? Popołudnia?
Wieczory? Noce?
Zawsze była tylko miłość i litość, którą
mnie obdarzała. Litość, bo zrobiłem za wiele.
Litość, bo ją zraniłem. Litość i bezradność, bo i
tak nie potrafiła ode mnie uciec. Litość, bo
oprócz współczucia czuła się wyższa, litowała
się nade mną, postrzegała jako osobę bezradną,
słabą. Osobę uciekającą od wszystkiego i
ociekającą łzami wspomnień. Wspomnień,
które często raniły.
___________________________________________________
Litość II
Ona.
Ciekawe co u niego. Tęskni? Płacze?
Cieszy się? A może się śmieje? Jak wygląda jego
życie beze mnie i bez naszych wspólnych chwil?
Jak wyglądają teraz jego poranki? Popołudnia?
Wieczory? Noce?
Zawsze była tylko miłość i litość, którą go
obdarzałam. Próbowałam mu pomóc, lecz
uczucia wyższości i lepszości utrudniały to.
Obwiniałam się za te uczucia, ale nie potrafiłam
nic z nimi zrobić. Przyczepiły się i nie chciały
puścić tego silnego, denerwującego i bolesnego
uścisku, który tylko zostawiał po sobie blizny i
siniaki.
Poczucie winy, żalu i bezradności ściskało
jeszcze mocniej. Nie potrafiłam pomóc osobie,
którą tak kochałam, która teraz nawet o mnie
nie myśli. Nie chce mnie znać. Nie chce wiedzieć
co u mnie, czy tęsknię, czy płaczę, czy się cieszę,
a może śmieję. Szczególnie nie chce wiedzieć,
jak teraz wygląda moje życie bez niego. Może
dobrze. Po co miałby zaprzątać sobie mną
głowę?
Wiedziałam że mnie nienawidzi.
__________________________________________________
Myślałam że był przyjacielem
Zawsze byłam dla niego, byłam i nigdy nie
znikałam. Kochałam go takiego jakim był –
niewdzięcznego, nie kochającego nikogo, nie
słuchającego własnego serca. Serca, którego
czasem nie miał.
Nigdy mnie nie pokochał. Byłam tylko
pionkiem, którego aż za łatwo zrzucić z planszy.
Zostawiał mnie na lodzie, po którym ja nigdy
nie potrafiłam sunąć tak jak on. Porzucał,
opuszczał, ale nigdy nie tracił…
Zawsze mógł po mnie wrócić, wiedząc, że ja
mimo wszystko rzucę mu się w ramiona. W
ramiona, które tylko dusiły i krzywdziły. Że ja mimo
wszystko spojrzę w jego oczy z miłością. W oczy,
które tylko nienawidziły.
„Nigdy nim nie był.”
___________________________________________________
Miłość
On.
Miłość, choć nie trwa wiecznie, zazwyczaj
gdy się nie kończy jest piękna. Jest jak plaster,
który zakrywa twoje wady i rany, które wcześniej
tak bolały. Drobne rzeczy i jej słowa ocieplają moje
serce. Serce, które w jej obecności bije szybciej.
Gdy to serce tak bije, w końcu czuję, że je
mam. Że w końcu je mam. Chciałbym złapać tę
miłość i zamknąć w słoiku, tak aby już nigdy mi nie
wyfrunęła, bo zbyt bardzo boję się, że ją stracę.
Stracę i nie przywrócę. Potrzebuję jej zbyt
bardzo.
Każde jej słowo jest jak prawda w kłamstwie,
albo kłamstwo w prawdzie.
„Kocham cię”, mówi gdy kocha.
„Kocham cię”, mówi gdy zostawia.
„Kocham cię”, gdy się cieszy.
„Kocham cię”, gdy płacze i nienawidzi.
„Kocham cię”, bo będę tęsknić.
„Kocham cię”, bo ją tracę.
________________________________________________
Ponuro
Ubrali się na pogrzeb. Ubrali się wszyscy w
ponurą czerń. Jedynie jesień wiedziała jak się
ubrać. Ubrana w liście kolorowe, złotem
pozłacane.
Ubrali się w czerń ponurą, jakby koniec
świata to był. Ktoś umarł, ktoś inny nad nim
szlocha. Och, jakież to przykre! Jedynie jesień
inna.
Jakby na wojnę z nimi wszystkimi miała iść.
Oni w ponurej czerni, z twarzami smutnymi,
oczami zapłakanymi. Jedynie jesień kolorowe
liście z siebie zrzuca, które złotem pozłacane.
Z uśmiechem również pozłacanym, sunie
swą suknią, kolorową od liści po ziemi chłodnej od
deszczu.
Deszczu łez, tych, co w czerń ponurą się
ubrali.
___________________________________________________
Śmieć
Każdy śmieć wyrzucamy.
Co stare i zużyte,
Co wypełnione
Dawnymi wspomnieniami.
Co pognite i zepsute, Co kiedyś kochaliśmy.
Co zawsze mieliśmy i
Mogliśmy zawsze
Na to liczyć,
Co teraz przestało Być ważne.
Co było ważne i potrzebne,
Co teraz jest tylko
Nic nie ważnym I niepotrzebnym śmieciem.
Wyrzucamy go i tak.
Nie naprawiamy, Nie wybaczamy, Nie
tęsknimy.
Bezlitośnie wyrzucamy,
Zabijając resztki tego,
Co jeszcze zostało Z dawnych
czasów.
Czasów, których teraz
Nagle już nie pamiętamy.
Liczy się co jest teraz.
Popsuty życiem śmieć.
Piękna rzecz,
Którą kiedyś był, Już się nie liczy.
Śmieć, który znowu Mógłby być tą piękną
rzeczą, Przy odrobinie zrozumienia.
Całe życie, Śmieć pozwalał nam mówić I
miał do nas szacunek.
Dlaczego więc teraz My na to nie
pozwolimy? Dlaczego wyrzucamy coś
Co całe życie dawało wsparcie? Dlaczego teraz
sam Tego nie dostanie?
Dlaczego nie pozwolimy mu Być sobą?
Zniszczonym śmieciem,
Którym nie stał się celowo.
To my go tak zepsuliśmy.
___________________________________________________
Na końcu drogi
Na końcu drogi, po której tyle lat się
czołgamy, nic nas nie spotka. Na końcu butelki,
którą tak długo piliśmy, bo uzależnieni się
staliśmy, nic nas nie spotka. Na końcu albumu,
który kiedyś zdjęciami naszymi zapełniony,
nagle pustym się stał. Na końcu książki, która
czytaliśmy tylko po to, aby zabić rzeczywistość,
nic nas nie spotka.
Książka się zacznie a potem skończy. Może
kiedyś do niej wrócimy, ale nie będzie ona już
taką samą. Na końcu drogi, która tylko się z nas
naśmiewała, nic nas nie spotka. Na końcu
butelki, która tylko zabijała i otumaniała, nic nas
nie spotka.
Na końcu albumu, który kiedyś ze mną
oglądałeś i się śmiałeś, nic nas nie spotka.
Pamiętam nasze śmiechy, ale co z tego, jak one
już nie powrócą. Na końcu drogi nic nas nie
spotka. Na końcu drogi będzie tylko koniec. A co
jeśli coś więcej spotka nas na tym końcu?
___________________________________________________
Tłum
Tłum ludzi uśmiechniętych, ubranych na
biało. Tylko ja, jak ta czarna owca, niepasująca
do nich. Twarz blada, ubrana na czarno,
niepasująca do tego tłumu ja. Ja, która do tłumu
pięknych, mądrych ludzi, niepasująca.
Ktoś kiedyś powiedział mi: „Strasznie
ponura jesteś. To dziwne, że piszesz, bo zarażasz
ludzi swoją ponurością.”
Ja ponurą? Ach, gdzieżby! Ja smutnie
pozytywną przecież jestem. Czy zarażam ludzi
swoją „ponurością”? Może tak, ale nie bardziej
niż rzekomą słodyczą tłumu ludzi do którego nie
pasuję.
Ostatnie dla ciebie
To ostatnie, co dla ciebie napiszę. Nie wart
jesteś bólu mej ręki. Nie wart jesteś łez mych.
Nie wart moich zmartwień jesteś. Dzisiaj to
widzę. Ostatnie słowa o tobie. Słowa, których
szkoda na ciebie. Nie życzę ci źle, ale może
potknij się o coś i do bagna wpadnij. Och,
skojarzyło ci się to z czymś?
Bo mi tak. Pamiętam jak idąc z tobą za
rękę, potknęłam się o kamień. Puściłeś moją
dłoń a ja do bagna wleciałam. Zamiast pomóc,
ty stałeś i się śmiałeś. Śmiejąc się odeszłeś, a ja
nie potrafiąc z bagna wyjść, zostałam tam na lat
parę.
Nie wart jesteś tych wszystkich
uśmiechów, które ci posyłają. Nie wart jesteś
nawet tej najbrzydszej, najgłupszej i
najdziwniejszej dziewczyny. Ostatnie dla ciebie
słówko to: żegnaj i nie wracaj.
___________________________________________________
Zegar wciąz tyka
Zegar wciąż tyka. Jak śmierć czas nam
wylicza. Czas, który nic nie zmienia i tylko płynie
ze wskazówkami zegara. Czas, który za szybko
leci. Czas, który za wolno leci. Zegar, który wciąż
tyka, niesprawiedliwy jest. Niesprawiedliwy jak
wszystko i wszyscy jest.
________________________________________________
Świeczka
Świeczkę zapalę. Zapach rozniesie się po
pokoju całym. Wosk spływać po niej będzie.
Wosk, który trochę łzy przypominający. Łzy
świeczki, która może wcale taką niewinną nie
jest.
Świeczka, która zapachem pięknym może
w środku zepsutą duszę skrywa.
Zakrywa duszę zepsutą i serce złamane,
pięknym zapachem i ładnym wyglądem.
Jak jej pomóc? Świeczkę zapalę.
Zapach rozniesie się po pokoju całym. A
wosk spływać po niej będzie jak łzy żalu i
smutku.
___________________________________________________
Słoneczko
Jak słoneczko uśmiechnięta. Malutka i
kochana. Oczka prześliczne, dobroć z nich
płynąca. Miła i kochająca mamusię. Dobra,
radosna, bez problemów i bez uzależnień.
Idealna, bo każdy kocha małego dzieciaczka.
Idealna się wydawałam dla każdego.
Każdego kto znał małego, cudownego jak
słoneczko brzdąca. Dziś nie jestem słoneczkiem.
Dziś to wszystko jest nieprawdą. Dziś zawiodłam
każdego. Niepowodzeniem i beznadzieją się
stałam. Inną miałam być, ale zawiodłam i inna
nie jestem.
___________________________________________________
Wszystko to kłamstwo
Wszystko co mówiliście było kłamstwem.
Tak ty, jakże wspaniała przyjaciółko. Ty też
byłaś kłamstwem. Przyjaciółko? Dziś nie
przyjaciółką jesteś. Stałaś się wrogiem. Wszyscy
byliście kłamstwem. Wszystko co mówiliście,
dziś wiem, że było kłamstwem.
Kłamstwem byłeś także ty przyjacielu.
Przyjacielu? Dziś nie przyjacielem jesteś. Stałeś
się wrogiem. Zawsze byłam kiedy to wy mnie
potrzebowaliście. A gdzie wy byliście kiedy to ja
was potrzebowałam?
Gdzie i co robiliście, kiedy to ja
wylewałam z myślą o was łzy? Dziś wiem, że to
wszystko tylko kłamstwem było. Tylko?!
___________________________________________________
Ćma
Jak ćma podlatuję z okna do okna prosząc
o pomoc, jednak nigdy jej nie dostaję. Wręcz
przeciwnie, dostaję butem. Dostaję od tych,
którzy obiecywali, że pomogą, od tych, którym
ufałam najbardziej.
Rozcięli mi serce na milion małych
kawałeczków, których już nie da się przyszyć.
Zniknęli bez słowa z mojego życia, które
choć prze chwilę, z nimi było lepsze.
Gdy czasem się godzimy, nie ma już tych
osób, które poznałam. Zmieniają się w
mgnieniu oka, czego nigdy nie mogłam
zobaczyć, bo gdy tylko chciałam wlecieć przez
okno, zamykali mi je. Nie dawali mi dostępu
żebym choć przez sekundę zobaczyła nowe
życie przyjaciół, których już za długo nie było.
A czy ty… wpuściłbyś mnie przez okno?
___________________________________________________
Przepraszam
Przepraszam…
Przepraszam
Za każdy mój problem O którym
miałaś Nigdy nie wiedzieć.
Przepraszam, Że się dowiedzieliście.
Przepraszam, Że tak wiele osób
Musi się martwić.
Martwić z mojego powodu.
Przepraszam Za samą siebie.
Przepraszam za to, Że jestem.
Przepraszam,
Że nigdy nie będę tą idealną, Której każdy tak
pragnął.
Przepraszam za to,
Że spodziewaliście się kogoś innego.
Kogoś lepszego.
Lepszego a nie gorszego.
Przepraszam, Że jestem tą
gorszą.
Przepraszam za to, Że nigdy nie będę tą
lepszą.
Staram się bardzo, Dążę do
perfekcji,
Próbuję radzić sobie ze wszystkim,
Być tą idealną,
Ale nigdy nic mi nie wychodzi. Ciągle upadam,
Lecz podnieść się nie potrafię.
Przepraszam za to,
Że wciąż żyję…
___________________________________________________
Drzewko
Wcześniej, co nic nie znaczące. Zbyt małe,
by żywe. Urosło większe niż ty. Ty, który
najlepszy. Ty, który nigdy winny nie jest.
Ty, który idealny. Jak się z tym teraz
czujesz, że mogło urosnąć coś większego niż
twoje ego?
Małe drzewko, które kiedyś nawet nie
korzonkiem było. Małe drzewko, które dziś
ogromne.
Ogromne, bo drzewkiem nigdy nie
będziesz. Jesteś tylko nudnym człowiekiem.
Figurką Boga. Nudnym człowiekiem, który nigdy
drzewkiem nie zostanie.
Drzewkiem, które z miejsca się nie rusza,
a i tak pożytecznym jest.
Drzewkiem, którym ty nigdy nie
zostaniesz, bo to twoje przeciwieństwo, gdyż ty
wiele się ruszasz a pożytecznym nie jesteś
wcale.
Nie jesteś i już nigdy się nie staniesz
drzewkiem, które i tak nic ze swej pracy nie
będzie miało.
Jedynie ścięte zostanie i do kominka
wrzucone będzie.
Ty, który nie robisz nic, dostajesz więcej
niż to drzewko, co lepsze od ciebie, a i tak na
popiół się spali.
___________________________________________________
Martwa woda
Martwa woda, Bo już nie żywa.
Martwa woda, Bo zaspokojna.
Zaspokojna, Jak na tę pogodę.
Zaspokojna, Jak na ten stan.
Martwa woda,
Bo zaspokojna, Jak na wodę.
Choć świat Już dawno martwy, Woda
zawsze zostaje żywą.
Martwa woda, Bo zawsze Nie
trwa wiecznie.
Martwa woda,
Bo bez
Fal.
Fal, Które sercem Wody było.
Było i...
Umarło,
Bo martwa Dziś woda.
Martwa
Dziś woda, Bo nie żywą się stała.
Fale,
Które sercem
Wody było, Przestało dziś Bić.
Nawet na wiatr
Nie reaguje,
Który dziś
Wichurą się stał.
___________________________________________________
Nadal cię kocham
Mimo że mnie nienawidzisz i się do mnie
nie odzywasz, nadal cię kocham.
A czy ty nadal mnie kochasz? Ach, na co to
pytanie skoro już znam odpowiedź.
Minęło za dużo czasu byś ty kiedykolwiek
za mną zatęsknił.
I choć nigdy nie zatęsknisz, ja nadał
kochać cię będę.
___________________________________________________
Natłok myśli
To nie natłok myśli, to tłumy mnożących
się setkami myśli. Tłumy jeszcze większe niż na
koncert sławnego piosenkarza. Nadchodzącą w
najmniej spodziewanym momencie. Nie odejdą
dopóki czegoś się z nimi nie zrobi. Ale co można
zrobić z szarańczą, której tylko coraz więcej?
To jeden wielki kołtun na włosach,
którego już się nie rozczesze i który trzeba ściąć.
Jeden kołtun ścięty – to fajnie, ale zaraz robi się
kolejny i kolejny. Kiedy już każdy kołtun ścięty,
jakiś cudem one wciąż są.
Są i nawiedzają, jak martwe już dusze
umarlaków, którzy mimo utraty życia, wciąż
stąpają cichymi, ledwo usłyszalnymi kroczkami.
Kroczkami, których już nie usłyszę, bo
odebrał mi słuch mój przyjaciel, który nie
odstępuje mnie na krok. To natłok myśli.
________________________________________________
Ktoś inny
Jest inny niż wszyscy. Zamiast osądzać,
poprawiać i oceniać, po prostu jest i nie ucieka
jak każdy inny. Pewnie dlatego, że mnie nie zna.
Jego ciąg słów zapełniony wciąż
komplementami. Nigdy nie potrafię w nie
uwierzyć.
Myśli o mnie zupełnie inaczej niż ja o nim.
Rzeczy o których myśli, nigdy się nie wydarzą.
Traktuję go jak kolegę, co ciężko powiedzieć, bo
przez całe życie to ja musiałam się starać dla
ludzi, którzy mnie odpychali.
Teraz widzę jak ciężko kogoś odpychać i
choć nie jest to ich wytłumaczeniem, gdyż oni
tego chcieli, nawet jeśli nie chce się nikogo ranić
ani odpychać, czasem i tak to robimy. Tak
właśnie jest ze mną. Mimo że nie chcę, jakimś
cudem właśnie tak robię.
___________________________________________________
Zakochał się
On.
Zakochał się w kobiecie nic nie wartej.
Kobiecie, której wyznał miłość. Zakochał się w
kobiecie dla której się nie liczył. W kobiecie dla
której ważne tylko pieniądze. Pieniądze i naiwny
facet by móc go wykiwać. W kobiecie, która z
nim pogrywała.
Miała swoją grę, której trzymała się planu.
Miała swoją grę, której zasad nigdy nie poznał.
Zasad, które znała tylko ona. On zawsze miał dla
niej otwarte drzwi. Do późnej nocy pili wino, a
on ocierał jej łzy kiedy tak płakała.
Była dla niego wszystkim. Jego drzwi
zawsze dla niej otwarte, do późnej nocy pił z nią
wino i ocierał jej łzy kiedy tak płakała. Dla niej
on nieistotny. Udaje na pokaz, że się troszczy,
ale tak naprawdę ma go gdzieś. Bez niej jego
świat to koszmar. Horror.
Ona nawet o nim nie myśli. Zapomniała o
osobie u której drzwi zawsze otwarte miała.
___________________________________________________
Spalone usta
Dziś usta
Spalone, Bo bezużyteczne.
Usta spalone,
Bo bezużyteczne
Bez twych namiętnych
Pocałunków Zostały.
Spalone, Bo niby
Po co miałyby być Ładnymi?
Spalone usta,
Bo już nikt na nie, Nie patrzy.
Nie patrzył się już na Mnie.
Może i dobrze.
Spalone usta, Bo ja cała Spalona jestem.
Spalona
Jak zużyta Zapałka.
________________________________________________
Uwielbiam ale nie potrafię
Uwielbiam spać ale nie potrafię. Nie
potrafię zamknąć oczu. Uwielbiam sapać ale nie
potrafię zasnąć. Zasnąć i więcej się nie budzić.
Nie budzić. Jakie to uczucie?
Zasnąć i więcej się nie budzić. Nie budzić
się przez koszmary, które nie odchodzą i tylko
nadchodzącą nowe. Nowe koszmary, które
coraz straszniejsze, zabraniają nocą spać.
Nocą, kiedy każdy normalny już śpi. Śpi a
nie myśli, płacze i budzi się przez koszmary.
Koszmary, które są każdego dnia.
Koszmary, które nawiedzają każdej nocy. Nocy
nie przespanej. Nocy znienawidzonej. Nocy za
cichej. Nocy za smutnej…
___________________________________________________
Cichutki deszczyk
Cichuteńki deszczyk,
Który usłyszeć są w stanie Tylko osoby
smutne.
Cichuteńki deszczyk Uderza o szyby.
Ktoś tam na górze Już nie
wytrzymał.
Załamany cierpieniem
Tego świata,
Sam oczy szklane Ma od łez.
Łez, Które deszczem Się
nazywają.
Łez,
Których czasem chcą ludzie,
Bo drzewa
I rośliny za suche
Ktoś tam na górze,
Więc łzy uronić musi,
Aby to ludzie
Szczęśliwi byli.
Prognoza pogody, Która
przewidywać ma humor Tego
na górze.
Gdzie tu sens?
Kontrolowanie czyiś łez,
Uśmiechów i uczuć.
Cichuteńki deszczyk,
Śpiewa piosenki.
Cichuteńki deszczyk,
Który odbija się O
puste ulice.
Cichuteńki deszczyk,
Który smutną
melodię nuci.
Cichuteńki deszczyk,
Łzy tego, co na górze – Już nie wytrzymał.
Nie wytrzymał Smutku Tego świata, Który
Coraz gorszy Się staje.
_________________________________________________
Ranimy albo zabijamy
Kiedy kłamiemy ranimy, a kiedy mówimy
prawdę zabijamy.
Są osoby, które ranią przez całe życie i są
też osoby, które przez całe życie zabijają. Czy
jest dla nich ratunek? Nie wiem. Najlepiej
odejść, żeby nie skończyć bez ręki lub bez głowy.
Głowy, którą i tak te osoby zatruły. Najlepiej się
zapytać, czy to dla nas byłby ratunek, a nie dla
osób, które tylko nas niszczą.
Kiedy staramy się uratować jakąś osobę, a
ona nie ma do nas szacunku, ani kiedy to my
potrzebujemy pomocy, ona nie robi nic,
odejdźmy i nigdy nie wracajmy. Nie wracajmy
do tych, dla których moglibyśmy właściwie nie
istnieć. Nie istnieć, to tak naprawdę
fantastyczne słowo.
Fantastyczne, bo można nie istnieć tylko
w fantazji. Nie istnieć. Ale jak to zrobić, skoro już
się istnieje? Przecież coś, co już istnieje, nie
stanie się nieistniejące. A może to właśnie te
osoby sprawiają że coraz częściej jakaś cząstka
nas przestaje istnieć. Odchodzi, jak te osoby,
które raniły, a my i tak je kochaliśmy. Kochaliśmy
i nadal kochamy.
Mówią, że wystarczy piętnaście miesięcy,
aby zapomnieć o człowieku. Minęły trzy lata, a
ja wciąż nie potrafię o tobie zapomnieć! Co
zrobić, żeby zapomnieć o tych, którzy ranili i
zabijali?
Teraz zostały już tylko wspomnienia i rany
o których nie da się zapomnieć.
___________________________________________________
Nienawidzę cię
Nienawidzę cię, co chciałam ci ostatnio
powiedzieć, ale nie mam jak, bo wyrzuciłeś
mnie ze swojego życia. Domyślisz się, że to o
tobie jest? Nienawidzę cię, bo już się do mnie
nie odzywasz.
W zimny i obojętny sposób, bez
wyjaśnienia, kazałeś mi spadać. Najlepiej tam
gdzie pieprz rośnie, prawda? Ale tak właśnie
zrobiłam. Jestem już tylko ciekawa czy myślisz o
mnie i czy kiedyś raczysz mnie przeprosić.
Pewnie nie, bo ty winny nigdy nie jesteś.
Moją winą jest, że życie zepsute masz.
Życie, które chciałam ci trochę rozjaśnić, choć
moje w cale nie lepsze. Ty, twoje życie i twoje
problemy zawsze mnie obchodziły. Nie
oczekiwałam wiele, ale choć jedno pytanie „Co
u ciebie?”, mógłbyś zadać. Ach, no tak! Ja się dla
ciebie nie liczę.
Wybacz, że taką złą przyjaciółką byłam.
___________________________________________________
Podziękowania
Dziękuję mojej rodzinie, która ogromnie się
włączyła w wydanie tego tomiku. Przyjaciołom,
którzy mnie wspierali – bardzo dziękuję za waszą
obecność. A tym, którzy we mnie nie wierzyli –
dziękuję również bo dodało mi to motywacji.
Dziękuję tym, którzy mnie nie rozumieli i hejtowali
moją ciężką pracę – dzięki wam jestem silniejsza.
Dziękuję wydawnictwu które z ogromną
cierpliwością, wyrozumiałością, wsparciem,
zaangażowaniem i profesjonalizmem pomogło mi
w wydaniu tomiku. Dziękuje również mojej
zawziętości i marzeniom, które spełniałam kroczek
po kroczku – bez nich nie udałoby mi się spełnić
największego marzenia małej dziewczynki,
piszącej opowiadania w grubym zeszycie z
pieskami i nieświadomej jeszcze co osiągnie za
parę lat.
Komentarze (3)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania