Poprzednie częściCień katowickiej damy.

Cień w kawiarni „Mozaika”

Wiktor wysiadł z autobusu linii 125 na Puławskiej. Wieczór był lodowaty, a latarnie rzucały na chodnik mdłe, żółte światło. Chłopak naciągnął głębiej czapkę-uszankę. Serce waliło mu w rytm silnika przejeżdżającego obok Ikarusa.

Kawiarnia „Mozaika” tętniła życiem. W środku unosiła się gęsta chmura dymu z „Klubowych”, a zapach parzonej kawy mieszał się z aromatem ciastka „Wuzetka”. Wiktor wślizgnął się do środka i usiadł w najciemniejszym kącie, tuż obok zakurzonej paprotki.

Obserwacja

Wzrokiem szukał kogoś, kto pasowałby do opisu „Adama Mickiewicza”. I wtedy go zobaczył. Przy stoliku pod oknem siedział mężczyzna w nienagannie skrojonym płatowym płaszczu. Przed nim stała pusta szklanka po herbacie i talerzyk z resztkami kremu. Mężczyzna nie jadł – on czekał.

Nagle nieznajomy wyciągnął z kieszeni gazetę – brytyjski „The Guardian”. W 1974 roku w Warszawie taki rekwizyt był jak neonowy napis: „JESTEM SZPIEGIEM”.

Wiktor poczuł, jak drżą mu dłonie. Wyciągnął z plecaka swój zeszyt do angielskiego. Musiał działać szybko. Jeśli morderca Pawlaka zaraz tu będzie, Wiktor musi przechwycić sygnał.

Konfrontacja

Nieznajomy wstał, zostawiając gazetę na stoliku, i ruszył w stronę toalet. To była jedyna szansa. Wiktor podszedł do stolika, udając, że szuka wyjścia. Zręcznym ruchem, którego nauczył się, podglądając ojca przy pracy, zajrzał pod spódnicę obrusu.

Było tam coś przyklejone taśmą izolacyjną. Mała koperta.

– „Excuse me, are you tidying the tables?” – usłyszał nagle za plecami lodowaty głos.

Wiktor zamarł. Odwrócił się powoli. Nad nim stał człowiek o twarzy ostrej jak brzytwa. To nie był ten z „The Guardian”. To był ktoś inny – niski, krępy, w skórzanej kurtce, spod której wystawała kolba pistoletu.

– Ja... ja tylko szukam karty dań – wydukał Wiktor, używając całej swojej odwagi.

– Smarkaczu, na stronę 68 podręcznika to ty już nie wrócisz – syknął mężczyzna, chwytając Wiktora za ramię. – Skąd znasz hasło?

W tym samym czasie...

Kapitan Kowalski zerwał się z fotela. Telefon przestał dzwonić, ale echo słów „the tables are tidy” wciąż wibrowało mu w uszach. Spojrzał na wieszak. Kurtka Wiktora zniknęła.

– Chryste Panie... – mruknął, łapiąc za kluczyki do Fiata. – Wiktor, coś ty narobił.

Wiedział, że „Mozaika” to nie tylko miejsce spotkań agentów. To była pułapka przygotowana przez Służbę Bezpieczeństwa, która chciała wyłapać brytyjskich łączników. Jeśli Wiktor tam wszedł, wszedł prosto w paszczę lwa, który nie odróżnia siódmoklasisty od wroga ludu.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania