Cień Wiatru - dodatek

Postanowiłam napisać krótki dodatek do mojego ostatniego opowiadania. Zapraszam!

 

Strach. Jedyne co czuł, to strach. Znów był na granicy życia i śmierci. Dlaczego znów musiał to przeżywać? Czy nie wycierpiał się już w swoim życiu? Czym zawinił u Boga? Co takiego zrobił w przeszłości lub poprzednim wcieleniu? Doświadczał większego bólu, niż ktokolwiek, kogo znał.

Przyciągnął nogi do swojej piersi i objął je rękoma. Był przekonany, że tym razem będzie to koniec. W końcu wszystko ma określony okres przydatności. Tyle rytuałów, tyle obrzędów i uroczystości przetrwał jako ofiara. Zostało mu odebrane wiele kropel krwi. Również jego włosy, paznokcie, kawałki skóry idealnie doprawiały różne mikstury, jednak czas życia dobiegał końca. Nie był dzieckiem, doskonale zdawał sobie z tego sprawę.

Rozejrzał się po swojej celi. Ciemne, zbudowane z kamienia ściany, masywne drzwi z ołowiu i ziemia służąca za podłogę. Na niej leżało parę szmat, które kilka lat temu były jego ubraniem. Wszystko w odcieniach czarnego i szarego. Przytłaczająca była również wielkość pomieszczenia. Miało wymiar 2 na 2 kroki. Na wysokość było to może ok. 170cm. Nie należał do wysokich chłopaków, ale miał problem, żeby się tu wyprostować. Jeśli w ogóle miał siłę, aby stać na nogach.

Głodzony nie potrafił czasami nawet siedzieć. Wyglądał jak sama Śmierć. Czarne, przydługie włosy, które ciągle były rozczochrane, cera w kolorze szarawym, co było skutkiem tego, że nie widział słońca przez kilka lat. Wystające kości, niekoniecznie dobrze zrośnięte, brudne paznokcie i przytłumione oczy. W dawniej zielonych, pełnych życia tęczówkach, nie było już kompletnie nic. Pogodzony z losem, obojętny na wszystko, a mimo wszystko nadal trzeźwo myślący. Doskonale zdający sobie sprawę z tego, co się dzieje. Idealnie przetwarzający wszystkie informacje. Dlatego też wiedział, że zostały mu niecałe dwie godziny życia. Nędznego, bolesnego i niewolniczego, ale jednak było to jego życie.

Nie mógł nic zrobić. Ci, którzy go przetrzymywali, nie byli ludźmi. Zdecydowanie bardziej potężni, mieli władzę nad jego życiem.

Przerażony, siedział w celi i wpatrywał się w ciemność. Zero pochodni, zero jakiegokolwiek światła. Kompletna, bezkresna otchłań ciemności. Nie wiedział, czy jest dzień a może noc, nie wiedział nawet, czy tam, gdzie jest, panują takie pory. Być może nie był już na Ziemi. Przecież po tamtej planecie nie chodziły takie potwory, jakie widywał. Nie wiedział nic, oprócz tego, że niedługo zginie.

 

- Danielu. – Do jego uszu dotarł spokojny, głęboki głos. – Wstań, proszę – dodała postać i skinęła ręką w jego stronę. Chłopak posłusznie wykonał polecenie, chociaż musiał naprawdę mocno podeprzeć się ścian, aby móc to zrobić. Brak sił sprawiał, że nie był w stanie nic zrobić. Dodatkowo bolał go każdy mięsień, kość oraz wszystkie rany, które były pozostałościami po trudach, jakie spotkały go w tej rzeczywistości.

- Chodź za nami – rzekła druga istota, ukrywająca się wcześniej za swoim towarzyszem. Czarnowłosy spróbował zrobić krok w stronę oprawców, ale nogi się pod nim ugięły i upadł na ziemię. – Weźcie go! – rozkazał drugi głos i w jednej chwili dwóch strażników pochwyciło ofiarę, i ruszyło, wlekąc ją za doradcami Króla.

Kiedy dotarli do sali, rzucili chłopaka na środek. Teraz to kapłani mieli się nim zająć. Strażnicy ustawili się wokół pomieszczenia, przy ścianach, aby mieć doskonały widok na Króla oraz kapłanów biorących udział w Wezwaniu. Człowiek został podniesiony i przywiązany do pala stojącego na środku sali. Kapłani posprawdzali wszystkie liny, skłonili się Królowi, a następnie zaczęli odprawiać rytuał Wezwania.

Wpierw odezwał się najwyższy z kapłanów:

- A gdy, bowiem, na Ziemię przyjdzie pora, my zostaniemy wiecznie żywi. Widzieć będziemy śmierć, głód oraz cierpienie. Ludzie zabiją bliskich i siebie, krwawe smugi ozdobią ziemię, a panować nad tym będzie Król. Wieczna istota, potężna i niebezpieczna. Jego zadaniem jest ochronienie naszego świata, naszego Metsuzium. Chwalmy Króla, wielkiego władcę oraz kata Ziemi! – Ostatnie zdanie potoczyło się echem po całej komnacie, a wszyscy opadli na kolana, kłaniając się postaci siedzącej na tronie.

Król był istotą o potężnym ciele złożonym z czarnego żelaza. Śruby oraz zawiasy były srebrzyste i połyskiwały w świetle pochodni. Król miał po 3 ręce po każdej ze stron ciała: z przodu, z tyłu, z lewej oraz z prawej. Każda ręka była zakończona innym narzędziem tortur. Do nóg podoczepiane były noże, włócznie oraz sztylety. Głowa istoty była z gumy, potrafiła zmieniać kształt, nie posiadała żadnych otworów. A jednak władca widział, słyszał i mówił. Król był również nad wyraz sprytny i inteligentny.

Wszystkie jego decyzje były natychmiastowo spełniane. Dlatego też kapłani podjęli się trudnego wyzwania. Mieli wezwać samego Lucyfera. Chłopak miał być złożony w ofierze. Jego czysta dusza miała służyć za posiłek dla diabła. Kapłani recytowali modlitwy oraz zaklęcia, powoli i z precyzją odcinając po jednym palcu nastolatka. Jego krzyk był najstraszliwszym odgłosem, jaki słyszał świat. Rozcięto mu brzuch, narządy wyciągano w odpowiedniej kolejności. Najpierw żołądek, następnie wątroba, dwunastnica, trzustka, jelito grube oraz na końcu jelito cienkie. Wyrwano nerki i kawałek kręgosłupa. Z gardła zostały wyrwane struny głosowe, całe ciało płonęło od ognia, którym go podpalano. Ale Daniel wciąż żył. Magia wypełniała go całego. Podtrzymywała przy życiu do samego końca rytuału, który zakończył się słowami:

- Dusza niewinnego należy do mnie. – Moc zawarta w słowach wypowiedzianych przez Lucyfera wyrwała Daniela z ciała, przez chwilę unosił się w powietrzu i oglądał spustoszenie oraz płynącą krew. Jednak trwało to tylko ułamek sekundy, gdyż już chwilę później coś pociągnęło go w stronę Szatana.

***

Ocknął się w szarości. Gdziekolwiek by nie spojrzał, widział tylko świat w szarości. Widział chimery ludzi oraz zwierząt. Otoczenie przypominało park. Fontanna tryskała niedaleko, obok niej widział ławeczki. Na jednej ławce siedziała staruszka oraz mała dziewczynka. Rozejrzał się dalej. Widział inne chimery, wszystkie w ciszy przebywały szary świat. Nikt nawet na niego nie spojrzał.

Powoli ruszył w stronę fontanny. Gdy tam dotarł, włożył rękę pod wodę. Po wyjęciu, ręka była mokra. Woda, mimo tego że szara, wciąż miała te same właściwości. Czyżby to był jakiś alternatywny świat? Odbicie Ziemi? Obrócił się i skierował wzrok na staruszkę z dzieckiem. Spokojnym tempem podszedł do nich i stanął.

- Czy mógłbym się dowiedzieć, gdzie jestem? – Jego głos wydawał się donośny w otaczającej ich ciszy.

- Danielu, tak bardzo nam przykro – rzekły razem. – Jesteś w krainie „Wiatru”.

- Wiatr jest istotą? – zapytał oszołomiony.

- Tak samo jak Ogień, Woda i Ziemia. Jednak to Wiatr stworzył nam azyl – odrzekła dziewczynka. Zamiast rąk miała szczypce skorpiona, natomiast staruszka nosiła kocie uszy. Wszyscy w tym świecie mieli element zwierzęcia. Takie było Prawo. Daniel posiadł ogon. Długi, puszysty i wilczy. Chłopak rozejrzał się i usiadł po drugiej stronie starowinki.

- Co się stało? Dlaczego nic nie pamiętam? – zapytał zmartwiony.

- Jeśli nic nie pamiętasz, oznacza to, że dobry „Wiatr” zabrał bolesne wspomnienia. Musiałeś być ofiarą bardzo bolesnego i rażącego mocą magicznego rytuału. Dobry "Wiatr" porywa te cząstki dusz, które zawierają nasze "Jestestwo". Reszta duszy zostaje pożarta przez diabły piekielne, a miły "Wiatr" stworzył ten świat dla tych części, które z nas zostały. Nazywamy się Cieniami Wiatru, ponieważ przygarnął nas "Wiatr", a w chwili naszej śmierci umieramy we wspomnieniach wszystkich ludzi. Od dziś jesteś „Cieniem”, drogi Danielu.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania