Cień z leśnej ścieżki

Jesienny wiatr szarpał gałęziami drzew, gdy Oskar wracał do domu wąską, leśną ścieżką. Nie lubił tej drogi po zmroku, ale tego dnia nie miał wyboru. Autobus odjechał mu sprzed nosa, a następny miał być dopiero za dwie godziny. Westchnął ciężko i przyspieszył kroku.

Nagle usłyszał trzask za sobą. Zatrzymał się gwałtownie i obrócił.

- Kto tam? - zapytał, próbując, by jego głos brzmiał pewnie.

Cisza. Tylko wiatr i szelest liści.

Oskar pokręcił głową i ruszył dalej, ale serce zaczęło bić szybciej. Po kilku krokach znów usłyszał dźwięk - tym razem wyraźniejszy. Jakby ktoś stąpał po suchych gałęziach.

- Halo? - zapytał ponownie, tym razem ciszej.

Z mroku wyłoniła się postać. Starszy mężczyzna, ubrany w długi płaszcz, szedł powoli w jego stronę.

- Nie bój się - powiedział spokojnym głosem. - Zgubiłem drogę.

Oskar poczuł ulgę, choć nie do końca. Coś w tym człowieku wydawało się dziwne - może jego nieruchome spojrzenie, a może sposób, w jaki mówił.

- Dokąd pan idzie? - zapytał Oskar.

- Do wioski za lasem. Czy to dobra droga?

Oskar skinął głową.

- Tak, ale jeszcze kawałek. Mogę pana odprowadzić.

Szli razem w milczeniu przez kilka minut. Mężczyzna nie odzywał się, tylko od czasu do czasu spoglądał na Oskara. W końcu to Oskar przerwał ciszę.

- Często pan tędy chodzi? - zapytał.

- Kiedyś bardzo często - odpowiedział starzec. - Teraz rzadziej.

- Mieszka pan w tej wiosce?

- Można tak powiedzieć.

Gdy wyszli z lasu, w oddali było już widać światła domów. Oskar odetchnął z ulgą.

- No, jesteśmy prawie na miejscu - powiedział.

Odwrócił się, by coś jeszcze dodać, ale mężczyzny już nie było.

- Jak to...? - wyszeptał, rozglądając się wokół.

Droga była pusta.

Oskar poczuł dreszcz. Przez chwilę stał bez ruchu, po czym szybkim krokiem ruszył w stronę wioski. Gdy dotarł do pierwszego domu, zapukał do drzwi.

Otworzyła starsza kobieta.

- Przepraszam - zaczął. - Czy widziała pani starszego mężczyznę w płaszczu? Szedł ze mną przed chwilą.

Kobieta spojrzała na niego uważnie.

- Jak wyglądał? - zapytała.

Oskar opisał go dokładnie. Kobieta pobladła.

- To niemożliwe - powiedziała cicho. - Mój mąż wyglądał dokładnie tak... ale zmarł pięć lat temu.

Oskar zamilkł. Serce znów zaczęło mu walić.

- Może się pomyliłem - powiedział szybko, choć sam w to nie wierzył.

Kobieta pokręciła głową.

- Czasem ludzie mówią, że widzą go w lesie. Podobno pomaga tym, którzy się zgubią.

Oskar przełknął ślinę.

- Rozumiem... dziękuję.

Gdy odchodził, jeszcze raz spojrzał w stronę lasu. Przez moment wydawało mu się, że widzi tam sylwetkę mężczyzny, stojącą nieruchomo między drzewami.

Tym razem jednak nie zapytał już o nic.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Aleksander Zaraza 5 godz. temu
    Jeśli chłopak jest młody i przerażony, po usłyszeniu tekstu: „Nie bój się”. To jest Instant spieprzanie, przynajmniej ja był tak zrobił, widzą kolesia w płaszczu, w nocy, na drodze której nie znam.

    „Oskar poczuł ulgę, choć nie do końca. Coś w tym człowieku wydawało się dziwne - może jego nieruchome spojrzenie, a może sposób, w jaki mówił”. Chłop wiedział, że coś jest z tym kolesiem mocno, nie tak.

    Ogólnie całkiem fajny, ale sztampowy tekst.
  • TseCylia godzinę temu
    Fajny tekst, chciałoby się przeczytać jakieś rozwinięcie, kontynuację... Może dopiszesz? Bo jest potencjał na znacznie dłuższą opowieść.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania