Ciężar skrzydeł

A więc wyszedłem ostatnio na taras, bo świeciło słońce i chciałem złapać trochę jego ostatnich promieni przed pędzącą jesienią, ogrzać twarz dla witaminy D.

No i tak sobie siedzę i jem przy plastikowym stoliczku, jem taką dobrą pikantną zupę warzywną o pomarańczowym kolorze, i myślę że to dobra zupa, smaczna.

I jak tak siedzę i rozmyślam nad walorami smakowymi zupy, degustując powoli i nieśpiesznie, nagle widzę że muszka koło mnie leci, jakaś taka latająca mrówka czy inne urocze stworzonko. I wtedy pac! Muszka mi wpadła do gęstej zupy, cała się babrając w pomarańczowym musie.

 

I tak mi się jakoś żal zrobiło tej muszki, bo sam miałem ostatnio pechowe dni, a to przecież nie jej wina że akurat trajektoria jej lotu kolidowała z miską mojej pysznej zupy.

Więc muszkę ostrożnie położyłem na plastikowym stoliku, poszedłem po szklankę wody.

Skropiłem stworzonko niewielką ilością wody, co uwolniło osad z jej skrzydełek i nie utopiło jej. Teraz cała mokra muszka, zaczęła intensywnie machać odnóżami, starając się pozbyć nadmiernej wilgoci. Wziąłem leżące liście iglaka i ostrożnie jak pęsetą przełożyłem ją w bezpieczne, nagrzane miejsce by spokojnie się osuszyła.

Empatycznie obserwując muszkę, naszła mnie refleksja o ulotności istnienia, o tym jak wielki wpływ na nas ma przypadek oraz siły przewyższające nasze istnienie - siły zazwyczaj niedostrzegalne z naszego poziomu postrzegania. Bo czy muszka wiedziała że ktoś jej pomógł? Czy z jej perspektywy, z jej malutkiej główki w której musiał mieścić się mikroskopijny rozumek, była w stanie pojąć ciąg przyczynowo skutkowy który sprawił że oto uniknęła przedwczesnej śmierci?

 

Kminiąc tak, zauważyłem że namokłe wodą skrzydełko muszki zawinęło się w złym kierunku, wyraźnie jej ciążąc. Zastanawiało mnie czy będzie w stanie odlecieć, czy też mimo tego że przeżyła - skazana będzie na niepełną egzystencję, okaleczona i niezdolna do lotu.

Postanowiłem więcej nie ingerować, martwiąc się by przypadkiem nie uszkodzić jej skrzydeł, mając nadzieję że sama po osuszeniu je sobie naprostuje i odfrunie gdzie tylko zechce.

Skończyłem więc zupę.

Wróciłem później w to samo miejsce, a muszka jakby na mnie czekając, odleciała! Wszystko skończyło się dobrze!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania