Ciężarówki z Lodami, Pechowi Klienci, Lodowe Potworki, Basen i Duży Opuszczony Zakład
"Ciężarówki z Lodami, Pechowi Klienci, Lodowe Potworki, Basen i Duży Opuszczony Zakład"
gatunek: sny/fantastyka/przygoda
Środek dnia. Wczesne lato 2006.
Tajemniczozakątkozwiedzacz miał około trzydzieści lat. Mieszkał w niedużym, barwnym, pastelowym, słonecznym mieście, pełnym zabytków i różnych atrakcji turystycznych, oraz znajdującym się dwadzieścia kilka kilometrów od wielkiego, pięknego morza. Jednego dnia, szedł od strony supermarketu i muzeum w stronę skrzyżowania trzech ulic.
Był tuż przed tym skrzyżowaniem, kiedy nagle obok niego zatrzymały się dwie ciężarówki, będące jeżdżącymi sklepikami sprzedającymi lody. Jakiś głos w jego głowie powiedział mu, że te pojazdy nazywają się: "lodziarki". Niespodziewanie, z wozów wyskoczyły dwa potworki w kształcie lodów w wafelkowych rożkach, z każdego po jednym. Były wielkości człowieka.
Na ich widok, mężczyzna zaczął uciekać. Pobiegł do domu, oddalonego o około pół kilometra. Goniły go do końca. W ostatniej chwili dotarł na miejsce i szybko schował się do środka. Z okna kuchni, wylał na nie wiadro wody, po czym one stopniały. Potem postanowił pójść na basen kąpielowy, znajdujący się przy dużym parku na przedmieściach. Obiekt jednak okazał się być od kilku dni nieczynny z powodu awarii.
Tajemniczozakątkozwiedzacz zwrócił swój wzrok w dół, na chodnik. Zauważył, że pod nim znajdowało się tajemnicze, duże pomieszczenie. Nagle się w nim znalazł. Człowiek stał obok płytkiego basenu kąpielowego z czystą, przejrzystą, jasnoniebieską wodą. Nagle, podeszła do niego około trzydziestoletnia kobieta, która uprzednio zeszła po drabinie, łączącej to miejsce ze światem zewnętrznym. Na dnie zbiornika pojawiły się cztery krokodyle albo aligatory. Zaczęły wyłazić z wody na podłogę. Na ich widok, oboje szybko wspięli się po drabinie i wydostali się na powierzchnię.
Poszli do innej dzielnicy. Znaleźli się w niej po przejściu około połowy kilometra przez fragment parku, przez który jednocześnie prześwitywały ciepłe promienie słoneczne, jak i wiał lekki, przyjemny, chłodny wiatr. Oboje spacerowiczów weszło do opuszczonego zakładu pracy, mającego kanciasty i podłużny kształt. Wewnątrz znajdowało się kilka niedużych pomieszczeń, graniczących z jednym większym, które było też wyższe.
Dwoje poszukiwaczy przygód przechodziło przez tę większą halę. Nagle podbiegły do nich dwie spanikowane, około trzydziestoletnie kobiety i oznajmiły wędrowcom, że właśnie były gonione przez kilka lodowych potworków, które się też wkrótce pokazały w polu widzenia całej czwórki, a ta podbiegła do pobliskiej drabiny. Wszyscy, jedno po drugim, weszli po niej pod dach nad rzędem tych mniejszych, niższych pomieszczeń, po czym wyszli na dach przez obszerne okno typu świetlik, przez które bez żadnego problemu był w stanie przedostać się człowiek.
Niebawem, na dachu budynku wylądował helikopter i zabrał ich do bezpiecznej strefy, zwącej się Ogrodowa Kraina Surrealnego Spokoju. Lodowe potworki weszły po drabinie, potem na dach budynku, ale od kilkudziesięciu sekund nie było już tam żadnych ludzi. Z rozpaczy, stworki zeskoczyły z obiektu na otaczające je trawniki oraz betonowe place. Wszystkie, a było ich pięć, po zderzeniu z podłożem najpierw się rozpadły, a potem roztopiły.
Koniec.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania