Ciężki dyżur - krotochwila

Po ścianie przesuwała się niebieskawa smuga. Drażniła wzrok. Po kilkugodzinnym śnie oczy mężczyzny nieprzyzwyczajone do światła drgały jakby w organizmie zabrakło magnezu. Denerwowały go szerokie rękawy szlafroka z połyskliwej tkaniny. Nie pamiętał, aby kiedykolwiek zakładał kimono.

Szukał narzędzi chirurgicznych, panująca cisza wprawiała psychikę w dziwne podniecenie. Z pola widzenia zniknęła instrumentariuszka. Ranni oczekiwali na pomoc, a on leżał nieruchomo w łóżku, choć z daleka dobiegały głosy wołające o ratunek. Sypialnia jednak nie przypominała sali operacyjnej. Podejrzewał, że zagubił się w równoległym świecie.

Sięgnął ręką w prawą stronę, wszędzie napotykał na miękką białą tkaninę oraz migające plamki na podłodze. Dziwaczny strój zamiast kitla lekarskiego wprawiał w osłupienie. Wątpliwości nurtowały Corrado bez przerwy. Rozglądał się wokoło.

Usiadł na pościeli. Zauważył tuż przy stopach głowę śpiącej kobiety, której o mało co nie uderzył. Delikatnie pogłaskał długie włosy rozsypujące się na prześcieradle. Przyspieszony oddech zdradzał, że jej ciałem szarpały emocje.

— Jakim sposobem dotarłem do domu? Nie pamiętam. Nie pijam napojów wyskokowych na co dzień. Czy UFO przeniosło mnie w inną przestrzeń?

Joanna lekko poruszyła się pod wpływem gwałtownych ruchów męża, który czuł, że przebywa w nierealnym świecie.

Ktoś przerwał przygotowania do zabiegu, sam nie wiedział, ile razy sięgał po skalpel tej nocy.

Ułożył głowę Joanny na kolanach. Przesuwał rękę po jedwabnej tkaninie, która szczelnie okrywała ciało żony. Lekko drgnęła pod wpływem dotyku.

— Corro, czy już nieco wypocząłeś? Jak samopoczucie?

— O czym mówisz? Czas przystąpić do kolejnej operacji. Po zamachu w metrze ciągle przybywa poszkodowanych. Nie mam czasu na relaks.

Joanna wyciągnęła z kieszeni chusteczkę i wyczyściła zaropiałe oczy małżonka, wkraplając roztwór soli fizjologicznej.

— Kochanie, urwał ci się film z przepracowania. Pobiłeś kilka rekordów z księgi Guinnessa w trakcie ostatniej doby, prawie trzydzieści godzin stałeś przy stole, dziesięć operacji. Po ostatniej osunąłeś się na taboret i zasnąłeś snem sprawiedliwych. Antoine przywiózł cię do domu. Koledzy przejęli rannych. Śmieli się, że poszedłeś w zapasy z niewidzialnym wrogiem niczym Casus Clay na ringu. Każda kolejna ofiara prosiła o interwencję tylko w twoim wykonaniu. Giacomo z trudem odsunął cię od stołu. Przejął obowiązki lekarza dyżurnego.

— Co ty opowiadasz? Byłem takim niedorajdą?

— Najwięksi siłacze mają chwile załamania, nawet strongmeni po zawodach padają prawie nieżywi na ziemię, chociaż podnosili niesamowite ciężary. Konkurencje sportowe trwają krócej niż twoje wyczyny w szpitalu. Szedłeś po schodach jak żołnierz na ćwiczeniach, który śpi na stojąco.

— Porównujesz mnie do konia wyścigowego?

— Raczej do atlety, niezłomnego doktora, który odmawia pozostawienia swoich chorych. Z dumą słuchałam relacji Antoine’a. W zawodzie chirurga nie masz sobie równych.

— Kto mnie ubrał w ten dziwaczny strój? Nie jestem Japończykiem, do diabła! — przerwał pochwały małżonki.

Joanna dalej toczyła swoją opowieść. Corrado nie chciał położyć się do snu bez kąpieli. Nie wystarczył szybki prysznic, ułożył się wygodnie w wannie i stale prosił o wyszorowanie pleców. Lekko pochrapywał. Wyskoczył z wanny, dopiero gdy żona oblała ramiona zimną wodą. Przez cały czas przymykał oczy i zadawał dziwne pytania. Myślami stale przebywał w pobliżu sali operacyjnej.

Aby uniknąć przeziębienia kobieta założyła mu na grzbiet płaszcz kąpielowy, tym sposobem osuszając ciało. Znalazła jedwabny szlafrok w stylu kimono i na siłę zarzuciła na plecy.

— Zachowałem się jak kompletny wariat!

— Niekoniecznie, jak dżentelmen zapewniałeś, że musisz pozbyć się zapachu szpitala, za którym nie przepadam.

— Kaszlesz po niektórych substancjach, które na mnie nie działają. Starałem się dochować higieny, chociaż daleko mi było do porządnego faceta.

— Zgadza się, porządek to nie moja domena.

— Lubię artystyczny nieład w twoim pokoju.

— Cierpisz na kompleks silnego mężczyzny, który nie podda się w żadnej sytuacji. Przeraża cię zmęczenie, które dolega każdemu po wielkim wysiłku. Postępujesz jak bohaterowie Ernesta Hemingway’a, których może pokonać tylko wyrok losu. W życiu potrzebują silnych podniet i czekają na wyzwania. Odpręż się i przestań gadać głupoty.

— Zapomniałem o obowiązkach małżeńskich. Cisną wrzody w pasie. Rozwiąż te supły, które wpinają się w skórę. Twój szlafrok zapina się na guziczki, będę miał mniej roboty.

 

****

Ze schodów dobiegały dziwne dźwięki. Lekko przerażona Joanna zarzuciła na siebie szlafrok. Zapaliła światło i zobaczyła, jak po ciemku Dina z trudem pokonuje schody.

Corrado, kiedy usłyszał głos dziewczynki, poszukiwał pilnie paska, nie mógł wciągnąć kimona na ramiona, przepasał się więc prześcieradłem. Wyglądał niczym starożytny Rzymianin w todze, ale z dwoma węzłami, które raziły jego poczucie estetyki.

Dina z radością rzuciła się dziadkowi na szyję. Śmiała się, spoglądając na niecodzienne odzienie Koyo.

— Wyglądasz jak czarodziej z baśni. Pogramy w karuzelę i odrzutowiec?

Corrado nie miał wyjścia. Podjął się trudnego zadania bez względu na niecodzienny strój, który utrudniał wymachiwanie rękoma.

Po prawie pół godziny nieco zgrzana Dina poprosiła o bajkę. Joanna podeszła do półki z książkami, ale maleństwo zażądało historyjki w formie żywego słowa.

Dziewczynkę zainteresowała historia Stasia i Nel, a najbardziej baobab, który służył dzieciom za schronienie. Zapytała, czy w Krakowie rosną te olbrzymie drzewa. Joanna spokojnie tłumaczyła, że takie okazy fauny można spotkać jedynie w Afryce. Staś tak nazwał ich tymczasowe siedlisko, gdyż w czasie wędrówki przez pustynię i dżunglę pomyślał o swojej ojczyźnie.

Mała nie mogła pojąć, jak Nelly mogły się oczy pocić.

— Nie chciała się przyznać do płaczu. Wybrała inne wytłumaczenie, aby nie urazić Stasia.

— A czy wszystko się dobrze skończyło i Nel wyszła za mąż za Stasia?

— Oczywiście, ale to jeszcze długa historia.

— Polubiłam tę bajkę. Jest inna, nie ma czarodziejów ani złych wiedźm.

Corrado po cichu dodał, że muzułmanów nie brakuje w Brukseli, a skończą się wypady na Heysel. Wstęp do metra zabroniony.

Gianni niespodziewanie wtargnął do pokoju, przestraszony nocną eskapadą córki. Strój ojca wprawił syna w dobry nastrój.

— Zamieniłeś się w szejka?

— Nie żartuj, sytuacja jest poważna. Przebrałem się za śpiocha.

— Zabieram dzieciaka. Stęskniła się za tobą, przez cały dzień była obrażona na was. Dobranoc!

 

****

— Kochanie, podziwiam twoją pomysłowość!

— Założyłaś moje kimono, naprędce musiałem znaleźć stosowne odzienie. Rozplącz te supły! Nie mogę cię zawieść. Nie poślubiłaś eunucha. Jestem w dobrej formie.

— Dobry znak, jak zawsze nie opuszczają cię żarty.

Za legowisko posłużyło małżonkom nie szerokie łoże, lecz puchaty dywan, gdzie przez kilka godzin uprawiali sztukę kochania.

Miłosne igraszki przerwał Gianni, który wniósł stoliczek ze śniadaniem. Uśmiechnął się na widok rodziców. Jedwabne kimono z trudem przykrywało ciało mamy. Pocałował oboje w czoło. Trochę dłużej przypatrywał się Joannie, gdyż lubił jej krągłe kształty.

— Jesteście jak dwoje małolatów, którzy kryją się przed dorosłymi. Zawsze uczyłeś mnie odpowiedzialności, a teraz sam jesteś zakochany jak nastolatek, nie jak poważny doktor.

Joanna z trudem ukrywała śmiech, ale Corro srogim wzrokiem nakazywał milczenie, choć jego dłonie krążyły po udach kobiety.

 

Bożena Joanna

Październik 2021

Średnia ocena: 3.3  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • MarBe 2 miesiące temu
    O wielogodzinnych dyżurach lekarzy w szpitalu tylko słyszałem, lecz o braku udzielenia pomocy znacznie częściej.
    Relacje i uczucie w opowiadaniu są bardzo od naszych realiów odległe.
    Pozdrawiam serdecznie
  • Bożena Joanna 2 miesiące temu
    Znam sytuację w polskiej medycynie, gdzie trudno o najprostszą poradę, ale mam dług w stosunku do kilku lekarzy, a w szczególności chirurgów. Bez tego wsparcia byłoby ze mną źle. Dlatego mój bohater jest lekarzem kochającym swój zawód i nie odmawiający pomocy. Trochę wdzięczności wyraziłam w tym opowiadaniu.

    Dzięki, że zajrzałeś i podzieliłeś się swoją opinią.

    Serdecznie pozdrawiam!
  • pasja 2 miesiące temu
    Bardzo realny obraz ciężkiej pracy chirurgów, w ogóle lekarzy na dyżurze. Kiedy się coś dzieje nie liczy się czas i zmęczenie. Walka o życie jest ponad.
    Jednak to nie przeszkodziło w relacjach rodzinnych i damsko-męskich.

    Dobrego popołudnia

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania