Cintryjski upadek cz.1

Zalesionym duktem jechał powóz. Na koźle siedział starszy mężczyzna, prawie całkowicie pozbawiony włosów na głowie. Dookoła panowały kompletne ciemności ze szczyptą grobowej ciszy, nawet wiatr bał się wiać. Pora niebezpieczna dla bezbronnych starców. A mimo to Wiatłuszka pędził osła przed siebie.

Prowadził wykopki palcem w swoich nozdrzach i marzył o dukatach jakie dostanie za zwierzęce skóry. A, no i jeszcze będzie musiał się podzielić z tym parszywym Babiełuszką. W końcu to on upolował tę zwierzynę. Gdyby to zależało od starego, nie dałby mu złamanej kości.

Pierwszy to raz jechał do wsi Powoje. Słyszał jedynie od chłopaków, że tam biznes się powodzi. Mało kto pała się myślistwem w tamtych stronach. Mieszkańcy zarabiają na rybołówstwie. Wiatłuszka miał okazję spróbować prawdziwe dorodne okazy z tamtych stron. Można by powiedzieć, że poziom był wystarczający.

Z zadumy wyrwał go kamień na dukcie. Wóz podskoczył koniecznie. Starzec chrząknął i splunął okropnie.

Zarośla poruszył się niespokojnie. Cóż to znów spadło? Zatrzymał osła i zsiadł ze swego niewygodnego siedziska. Było to gdzieś po prawej. Zabrał małą lampę i sprawdził krzaczyska.

Nastąpiło niespodziewane. Znowu poruszenie. Cóż to? Ktoś tu jest? Zbóje jakie? O nie. Nie mnie straszyć będziecie. Ruszył prędko do wozu. Wyjął wielką solidną drewnianą laskę. Wymachiwał nią na lewo i prawo wściekle przeklinając przy tym co rusz.

– Nie mnie straszyć będziecie skurwysyny jedne! No dalej! Stawać! Chyba, żeście starej dupy trwożni!

Z nich wychodzi trzech wojów. Jeden wychodzi na spotkanie.Nosi zbroję z Cintryjski lwem na piersi.

Na ten widok staruch opuszcza kij. Z pełnym zaufaniem podchodzi do uzbrojonych mężczyzn.

– Przepraszam ja was mości panowie! Ja nie wiedziałem, że mam do czynienia z mężami stanu! Wybaczcie…

– Ciszej starcze! – uciszył go barczysty byk z gęstym czarnym wąsem nad wargą. – Nie widzieliście dziadku tu żadnych Czarnych?

Skonfundowany zastanawiał się dłuższą chwilę.

– W sensie idzie wam o Nilfgaardczyków?

Wąsacz potrząsnął głową.

– Nie mości panie. Nie widział. Zresztą czemu miałbym? Czarni w Marnadalu siedzą. Przecie to pospolita wiedza.

Na te słowa Wąsacz przybrał nietuzinkową minę.

– No jak, czyż wieści jeszcze nie dotarły?

– Jakie wieści?

– Starcze, usiądź lepiej. Nie chcesz tego słuchać na stojąco.

Posłuchał.

– Zacznijcie panie bo się trwoga we mnie wzmaga.

Przetarł twarz swoją ogromną łapą. Wziął głęboki oddech. Zastanowił się. W końcu otworzył usta.

– Od kilku godzin stolica spływa krwią.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Lakion 18.12.2019
    "Dookoła panowały kompletne ciemności ze szczyptą grobowej ciszy, nawet wiatr bał się wiać. Pora niebezpieczna dla bezbronnych starców."

    Zgadza się nie ma to jak szczypta...

    A tak na poważnie. Nie wiem czy wiesz, ale fantastyka powstała z połączenia książek przygodowych i horroru. Po treści tego co napisałeś jakoś nie czuję, ani jednego ani drugiego. Poza tym silenie się na poetykę w tekście z tak słabo rozbudowanymi zdaniami brzmi trochę zabawnie. Taka pompatyczność lekko na siłę. Próba nadania "wartości" tekstowi, który nie jak się nie broni. No i ci mości panowie, przy skurwysynach, to bardziej zakrawają o tragikomedię.

    By nie było. Nie chcę cię urazić, ale nauczyć, że nie ma sensu pisać czegoś, czego się nie czuje. O wiele bardziej szanował bym tekst pisany wręcz kloszardowym językiem, w którym kurwy i chuje rzucają się na prawo i lewo, niż na siłę tworzony artyzm. To się kolego ni jak nie broni.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania