Cios

Wyjątkowo długo, jak dla mnie, w powolnie upływającym czasie, czekałem na ten dzień, w którym za mną zamknie się brama więzienia. Będąc już za murami rozglądnąłem się niezdecydowany na boki i po zaczerpnięciu oddechu wolności, nagle zdałem sobie sprawę, że wszystko, co wcześniej przez tych kilkanaście lat planowałem najprawdopodobniej się nie spełni.

Wystarczyła jedna i do tego pierwsza porcja odurzającego świństwa, połkniętego za namową, chwilę wcześniej poznanego kolesia, by moje dobre, spokojne życie uległo zniszczeniu. Zebrany i przedstawiony mi przez śledczych materiał dowodowy z moim postępowaniem nie tylko przytłaczał, lecz przerażał. Gdybym to nie ja był sprawcą tych okropnych czynów, z pewnością dla tego gościa domagałbym się kary śmierci. Wcale nie byłem lepszy od niemieckich żołnierzy z czasów drugiej wojny światowej odurzanych amfetaminą i mordujących wszystkich znajdujących się w ich polu widzenia, a nienależących do ich paczki.

Wyrwany z życia społecznego na wiele lat, zostałem pozbawiony właściwie wszystkiego. Przy wyjściu otrzymałem bilet do miasta, w jakim mieszkałem przed wyrokiem, lecz mojej rodziny już tam nie było. Stare znajomości stały się nie aktualne, a zresztą, kto zechce z kryminalistą rozmawiać, czy wpuścić pod swój dach.

Zatrzymałem się przed oszkloną wystawą sklepu, spojrzałem na swoje odbicie i dostrzegłem przed sobą zaniedbanego, prawie pięćdziesięcioletniego, faceta pozbawionego rodziny, przyjaciół, znajomych, bez pracy, mieszkania i perspektyw nie na przyszłość, żyjącego z dnia na dzień. Na dodatek przytłaczały jeszcze mnie czarne myśli, z których wynikało, że najlepiej dla mnie będzie szybko coś przeskrobać i wrócić przynajmniej na zimę za kraty. Może jak wyjdę wiosną to będzie lepiej, z pewnością cieplej. Teraz już nikt nie zatroszczy się o mnie czy mam, co jeść, ciepło i ciuch na grzbiet, nawet środki czystości dawali.

Nieopodal kobieta z dwójką niedużych dzieci wnosiła wiadrami węgiel do starej kamienicy. Zimno mi było, więc pomyślałem, że pomogę im i przy okazji się rozgrzeję.

- Dzień dobry, pozwoli pani sobie i dzieciom pomóc. Chętnie za darmo węgiel zniosę – zaproponowałem.

Z zaskoczeniem spojrzała na mnie i powiedziała.

- Słucham?

Powtórzyłem swoją propozycję, lecz ku mojemu zdziwieniu odmówiła i pogoniła dzieci do jeszcze większego wysiłku. W tym momencie pomyślałem, że zobaczyła we mnie garucha i się wystraszyła, żebym jej nie okradł. Jeszcze ostatni raz spojrzałem na nich i odwróciłem się na pięcie. Swoje kroki skierowałem na dworzec, przynajmniej był otwarty, z czynną darmową toaletą i do tego ogrzewany. Za ten wybryk natury powinienem podziękować Unii, która poprzez dofinansowanie wymogła na właścicielu taki obowiązek, inaczej musiałbym się tułać na zimnie do rana. Zająłem ławkę niedaleko grzejnika i z nudów obserwowałem tablicę świetlną z informacjami o przyjeździe i odjeździe autobusów i busów. Minęło kilkanaście minut, jak podchmielony menel po wejściu do poczekalni zamiast iść do toalety, wyciągnął swój brudny interes i zaczął sikać na młodą kobietę siedzącą na ławce, zajętą smartfonem. Dlatego reakcję miała opóźnioną, dopiero jak poczuła mocz na sobie, zerwała się z panicznym krzykiem. Typek zaczął się cieszyć ze swojego dowcipu, wtedy nie zważając na wszechobecny monitoring, poderwałem się ze swojej ławki i kopnąłem go w klejnoty. Skubaniec zawył z bólu i padł na zwilżoną przez siebie posadzkę, przynajmniej w taki sposób zażył, choć trochę kąpieli. Nikt poza mną nie zareagował, wszyscy udawali, że niczego nie zauważyli w przeciwieństwie do kamer. Operator monitoringu wysłał patrol, który smroda wyprowadził na zewnątrz, a mnie zabrał na dołek. Przynajmniej pierwszą noc wolności spędziłem w znanym mi otoczeniu.

Właściwie do lata tułałem się po różnych noclegowniach. Chodząc po dzielnicy domków jednorodzinnych w poszukiwaniu złomu, przypadkiem trafiłem na mężczyznę koszącego przed domem trawnik. Już na pierwszy rzut oka widać było po nim, że ta czynność nie sprawia mu przyjemności, podszedłem bliżej i usłyszałem jak klnie.

- Ty, chcesz zarobić kilka złotych? – krzyknął w moja stronę.

- Chętnie, tylko ile i za co?

Dokończyłem za niego koszenie trawnika i przyciąłem żywopłot przerastający od strony sąsiadów, była to pierwsza praca dla niego, zapłacił nienajgorzej i kazał przyjść za tydzień. Tak zacząłem dla niego pracować początkowo tylko kilka godzin raz w tygodniu. Kiedy wyznaczył mi pracę w swoim domu, nie chcąc mieć w przyszłości nieprzyjemności, uprzedziłem go o odsiedzianym, sporym wyroku.

- Ukradłeś coś?

- Nie, tylko pod wpływem prochów zmasakrowałem kubłem na śmieci na przystanku dwie kobiety – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

- Bierzesz prochy?

- Wedy był to pierwszy i ostatni raz.

Myliłby się ten, co by pomyślał, że takiej wiadomości nie można wykorzystać. Jarek, bo tak miał na imię nieznajomy, jak tyko przyjechała w odwiedziny teściowa po słowach powitania oznajmił.

- Mamusia musi uważać, co mówi, akurat róże przycina u nas były skazany za zabicie dwóch starszych kobiet.

Oczywiście zięciowi nie uwierzyła, lecz córka potwierdziła wiadomość, ku uciesze Jarka. Planowany tygodniowy pobyt skróciła do kilkunastu minut zabierając ze sobą na odchodne swoją jedynaczkę.

Właśnie z tej okazji zostałem zaproszony przez szczęśliwego pracodawcę do pobliskiej dyskoteki. Choć broniłem się przed tą propozycją na wszystkie sposoby, to nie chcąc obrazić gospodarza musiałem ją przyjąć. Tak jak się spodziewałem lokal wypełniony był samymi dzieciakami, których na wyrost można było nazywać nastolatkami. Jarek nie dał mi możliwości wyjścia, tylko zaciągnął do baru gdzie wśród żłopiących smarkaczy postawił mi kolejkę. Niestety zrewanżować się mu nie byłem w stanie, aż tak dużo u niego nie zarabiałem, lecz on niezrażony tym kazał nalewać kolejne porcje. Nieprzywykły do alkoholu bałem się pić, tym bardziej, że po lokalu rozprowadzano prochy i lękałem się, żeby ktoś czegoś nie dosypał mi do wódki. Najlepiej byłoby iść tańczyć, a właściwie wyginać się, lecz żadnej kobiety starszej niż szesnaście, góra siedemnaście lat nie widziałem. Dopiero po pewnym czasie do lokalu weszły dwie kobiety, trzydziestolatki w wieku Jarka. Kiedy towarzysz od kieliszka je dostrzegł natychmiast podszedł do nich, a mnie pozostawił samego przy barze.

Szklaneczkę z drinkiem trzymałem przed sobą i nawet na moment nie spuściłem jej z oczu. Musiałem swoim zachowaniem rozśmieszyć trzy panienki będące wyraźnie pod wpływem prochów, które zaczęły mnie zaczepiać. Koniecznie chciałem uniknąć takiej sytuacji, dlatego byłem zmuszony dołączyć do Jarkowych sympatii. Podchodząc zastanawiałem się, w jaki sposób nawiązać rozmowę, jednak sam Jarek mnie w tym wyręczył, przedstawiając i wciągając w krąg znajomych. Mój pracodawca wcześniej liczący każdą złotówkę na dyskotece szastał pieniędzmi.

Zabawa trwała w najlepsze, do czasu przyjścia trzech panienek poznanych przeze mnie przy barze. Dziewczyny oprócz prochów musiały sporo wypić, stały się agresywne i zaczepne. Dwie artystki, z którymi byliśmy nie pozostawiły im żadnego pola manewru. Jedna błyskawicznie wali z bani piękną blondynkę z siłą faceta, a druga szatynkę ładuje w brzuch z glana, w ruch poszły pięści, pazury, szarpanie za włosy. Burda rozszerzyła się na cały lokal, walczył każdy, z kim popadnie, ja zapobiegawczo skryłem się pod stolik i obserwowałem prawdziwe równouprawnienie. Wszyscy byli jednakowo bici, podobnie prały, czym popadnie, dziewczyny oraz chłopcy, a barman za moim przykładem schował się z telefonem dzwoniąc na policję.

Organy porządkowe przybyły w wzmocnionej obsadzie i o dziwo aresztowali tylko jedną osobę oczywiście mnie. Pozostali mieli znajomości, dobrą opinię, byli nienotowani i niekarani, a ja i owszem.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Violet 29.09.2017
    Proza egzystencji, ujęta w krotkiej historyjce. Piętno, choć nie widoczne, ciągnie się cały czas za człowiekiem i przegranym się jest już do końca życia. Ładnie i zwięźle opisałeś maleńki fragment ludzkiego losu. 4+
    Pozdrawiam.
  • Pasja 29.09.2017
    Niestety przeszłość w naszej mentalności ciągnie się za człowiekiem długo, a nawet do śmierci. Dlatego bardzo często tacy ludzie wracają ponownie za kratki, bo tylko tam mogą się odnaleźć i być sobą. Pozdrawiam serdecznie 5:)
  • refluks 01.10.2017
    Rzadko zdarza mi się spodobanie tekstu na forum literackim, który pierwszy raz czytam.
    Poprowadziłeś mnie nader zręcznie wprost do zidentyfikowania się z bohaterem.
    Jakbym siedział skryty pod stolikiem i patrząc na przybyłych policjantów wiedział, że przyjdzie mi z nimi iść.
    A ostatnie zdanie według mnie niepotrzebne; po co dopowiadać, tłumaczyć.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania