Cisza
Zmęczenie nie śpi —
ono siedzi w kącie pokoju,
liczy moje oddechy
i każdemu z nich nadaje ciężar.
Dom —
nie azyl,
lecz pole minowe z ciszy i krzyku,
gdzie ściany słyszą wszystko,
a nikt nie słucha mnie.
Płaczę cicho,
bo nawet łzy nauczyły się
nie robić hałasu.
Spływają po twarzy jak dowody,
których nikt nie chce zobaczyć.
Jestem zmęczona tak bardzo,
że nawet nadzieja boli,
a każdy poranek wygląda jak wspinaczka
bez szczytu, bez liny, bez świadków.
Chciałam tylko domu,
który nie rani.
Chciałam tylko miejsca,
gdzie można odpocząć
bez strachu, że cisza znów wybuchnie.
I choć stoję na granicy własnych sił,
wciąż oddycham —
bo gdzieś głęboko, pod gruzami dnia,
jeszcze wierzę,
że nie zawsze będzie tak ciężko.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania