Co dnia

Tracąc opokę wraz z gruntem pod nogami.

Gdy dokąd nie masz już skierować dłoni.

I wszystek znaczeń wiruje w głowie.

Ten ci człowiek!

Ten charuje jak koń!

I niestety nie zadbał o woń.

Z tłokiem autobusowej drzemki,

gdy chcąc nie chcąc powieki ciężarem.

Po wieki zmęczenia,

gdzie już dawno na sny czasu nie ma.

Gdzie budzi się niższe ja,

w świecie wyższych jaźni.

Rosną zaszczyty,

na kurtuazji szczytach.

Widok potępienia,

w dal słany siłą pieniądza.

Po możliwości horyzont,

codziennie kasowanych biletów.

W podróży do fabryk żeczywistości,

to tam gdzie pracuje tatuś.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania