*** (cokolwiek nas spotkało... )
cokolwiek nas spotkało pośrodku długiego łańcucha
świtów-węzłów nanizanych na półprzytomne lęki
mieliśmy perspektywę-mojrę niepomną happy endów
były w naszej mowie konwenanse standardowe pociechy
w międzyczasie śmiech mechanicysty lub bodźce-reakcje
zbyt proste odpowiedzi zbyt cierpliwie wysłuchiwane
aż do dziś gdy spadliśmy w pustkę prawem ciążenia
i gwiżdżemy na to wszystko zawadiacko już nie jak prosty
mechanizm ale jak ludzie którzy gwiżdżą na chwilę olśnieni
Komentarze (4)
Na taki moment trzeba sobie zapracować... bycie sobą, związkiem odpornym na konwenanse i na wartości wpojone przez schematy.
Happy end dopiero wtedy smakuje, śmierć nie straszy. Tu i teraz.
Płynie się tym rytmem... bardzo mi leży całość.
5.
Dziękuję za uważną lekturę :)
Tak. Tu (moim skromnym z... i tak dalej) ukazujesz późny profit, którego bez wielu przygód i minionych dni osuadnqc nie sposób. Trza się wpierw poparzyć, podtopić, pośmiać, popłakać i pokrwawić. Słowem - przeżyć.
Ciekawe.
Dzięki :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania