Coś
Tak często się o tym mówi w mediach, że w końcu nadeszła najwyższa pora na oddzielenie ziarna od plew i ustalenia w końcu, kto jest prawdziwym Polakiem, a kto nim nie jest. Wzorem wcześniejszych komisji, takich jak: Macierewicza do weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych, afery Amber Gold, czy komisji do spraw usuwania skutków prawnych decyzji reprywatyzacyjnych dotyczących nieruchomości warszawskich, wydanych z naruszeniem prawa, powołano nową komisje.
Najświeższa komisja została określona, jako organ administracji publicznej stojący na straży interesu publicznego, w zakresie wykrywania nie Polaków w społeczeństwie. Wcale nie nagle, tylko po dokładnych badaniach i obserwacji przez grupę naukowców zostałem zaliczony do stuprocentowych Polaków. Wydawałoby się, że w takim przypadku nie potrzeba żadnych badań i do tego aż tak skrupulatnych, ponieważ wystarczyłoby pochodzenie. Jednak pozory często mylą i przy obecnie panujących trendach wszelkie najmniejsze wątpliwości muszą być grupowo wyjaśnione i zbadane. Byle, jaki naukowiec do oceny predyspozycji narodowych teraz nie wystarczy, ponieważ człowiek odpowiedni musiał przez ostatnie lata udowodnić swoją orientację polityczną będąc w opozycji do wszystkiego i ogółu.
Certyfikat bycia prawdziwym Polakiem dostałem za zaliczeniem pocztowym. Pani w okienku kasowym, wydała mi bezpieczną kopertę, dopiero po uprzednim gotówkowym opłaceniu kosztów przesyłki, druku, praw patentowych do wzoru i kilku innych opłat. Wysoka cena była zaskoczeniem, lecz po głębokim zastanowieniu się, doszedłem do wniosku, że skoro płacę przy wydaniu za dowód osobisty, prawo jazdy, paszport to widocznie i za to trzeba bulić
Po przyjściu do domu rozpakowałem przesyłkę i oczom moim ukazał się druk urzędowy wydany na drogim papierze, opatrzony godłem i licznymi pieczęciami. Dumny z przyznania tak ważnego dokumentu, odruchowo przystąpiłem do zawieszania go na honorowym miejscu w mieszkaniu, ściana salonu wydała mi się wręcz idealna. W tym celu zmuszony byłem ściągnąć ze ściany obrazek z jakimś świętym i na jego miejscu umieściłem certyfikat. Pełny wewnętrznego zadowolenia postawiłem przed nim fotel, usiadłem wygodnie i przystąpiłem do podziwiania. Radość moja trwała do czasu powrotu z pracy żony, która jak tylko postawiła na podłodze przedpokoju torby z zakupami wypaliła.
- Co ty tak siedzisz, ziemniaki chociażbyś raz na obiad obrał.
- Nie przeszkadzaj, nie widzisz, że jestem zajęty – głośno odpowiedziałem.
- Jak zawsze sama muszę wszystko zrobić – marudziła przy ściąganiu butów i płaszczyka.
Dawno przestałem reagować na jej słowne zaczepki i dalej skupiałem się na podziwianiu certyfikatu narodowego. Moja żona nigdy nie lubiła i nie podzieliła moich poglądów, więc tym razem też, jak tylko zobaczyła, nie ucieszyła się z mojego szczęścia, że w końcu mam dokument stwierdzający, że jestem prawdziwym Polakiem.
- Za co ci dali ten certyfikat tego nie wiem, przecież ty nic pożytecznego dla kraju nie robisz i niczym się nie zasłużyłeś – z kpiną w głosie powiedziała i truła dalej.
- Widocznie teraz nastała moda na przypisywanie zasług tym, którzy niczym się nie wykazali, tylko spokojnie żyli. W poczet zasłużonych i wybitnych wciąga się osoby niemające się, czym w życiorysie pochwalić. Prawdopodobnie jedyną ich zasługą jest, że nic nie ukradli, lub ich nikt nie złapał – dokopała mi i poszła do kuchni walić garami.
Hałas, jaki robiła przy gotowaniu obiadu i wcześniejsze jej słowa, skutecznie podważyły moją pewność siebie. Najprawdopodobniej w innych związkach, w których mężowie dostali certyfikaty, żony podzieliły radość małżonków i ten dzień traktują jak świąteczny. Natomiast u mnie w domu sadząc po zapachu dochodzącym z kuchni będzie to dzień powszedni, czyli ziemniaki, mięcho, bo najszybciej i jakaś kupna surówka ze słoika. Obiad przy jedzeniu stawał mi w gardle, tak skutecznie żona zepsuła moje uniesienie. Zaraz po posiłku ponownie usiadłem z piwkiem przed certyfikatem. W drugiej ręce trzymałem smartfona, ponieważ musiałem dowiedzieć się prawdziwych podstaw uznania mnie prawdziwym Polakiem.
Jestem człowiekiem światowym z licznymi kontaktami i nie małą grupą przyjaciół. Kiedyś był problem z szybkim skontaktowaniem się z całą gromadką, lecz teraz za pomocą telefonii komórkowej jest to szybkie i niezawodne. Oczywiście nie zawsze osoba, do której się dzwoni pragnęłaby w tym czasie mieć połączenie i dysponuje komfortem swobodnej rozmowy. Podobnie było i tym razem, jednak nie wszystkich dzwoniących można zignorować, więc odbierano moje połączenia pomimo dyskomfortu w mniejszym, lub większym stopniu. Staszek był na polowaniu z nagonką, Mietek na pontonie z zarzuconymi wędkami na środku jeziora, Franuś w salonie gier, Bronek na piwie z kumplami w knajpie, Zdzisiu na obiedzie biznesowym ze swoją szefową, Rysiu po godzinach pocił się z sekretarką, Filip spędzał intensywnie czas u panienki, Robert w czasie, kiedy żona poszła do fryzjera wyskoczył na chwilę do agencji towarzyskiej, Marek rozwodził się z żoną i dzielili burzliwie majątek, Zenek właśnie spowiadał, Sebastian sprawdzał wygodę kanapy z nową dziewczyną. Jedynie nudził się w tym czasie tylko Szczepan i bezsensownie biegał, próbował mi mętnie tłumaczyć, w jakim celu to robi. Niestety jego argumenty do mnie nie przemawiają, zrozumiałbym jeszcze gdyby biegł za jakąś seksowną panienką.
Trud i wysiłek mój kilkugodzinnego dzwonienia, również po znajomych kumpli, przyniósł efekt. Okazało się, że idealnie wpasowałem się w cechy narodowe polskie, nie wiedząc nawet o tym i nie będąc tego świadomym. Najważniejszym walorem narodowym, jaki posiadam od młodzieńczych lat jest wodowstręt w przypadku łykania. Natomiast żadnych oporów nie mam przy piciu wódy, wina marki wino. Dochodzi do tego piwo im tańsze, podlejsze tym lepsze, choć na dobre, bez dziwnych komponentów, jest mnie stać. Nalewka smakuje mi jedynie pochodzenia chemicznego i broń Boże, w butelce nie może być nawet jednej pestki po owocach, ponieważ inaczej przez gardło nie przechodzi.
Jestem tolerancyjny, wyrozumiały tylko dla swoich. Potrafię się śmiać z czyjegoś nieszczęścia i ogólnie narzekam na wszystko, najważniejsze są moje racje i przekonanie. Nigdy dla mnie nie liczyło się zdanie innych i przez to nie było brane pod uwagę. Szczególnie uwielbiam uczestniczyć w głośnych manifestacjach i kontr pochodach.
Tylko trochę jest mi przykro, że żona takiego certyfikatu nie otrzyma, ponieważ jest moim przeciwieństwem, które się do mnie przyciągnęło.
Komentarze (3)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania