"Cosik o samym sobie" [lapidaryzm pozytywny]
Mieszkam na Cukierkowej.
W mieście mówią o niej nie inaczej, jak Cukierkowa.
Tutaj można kupić wszystko,co ma posmak słodyczy.
Słodkie - słodkości.
Takie klimaty.
Wołają mnie Ciacho.
A to ze względu na charakter wykonywanej pracy.
Jestem ściągaczem zaległych zaległości - ktoś zalega, ja to od niego ściągam.
Egzekwuję w naturze, albo mamonie - czyli kapuście, sałacie, kasie, forsie, mamonie...
Robię to szybko i sprawnie.
Pełna profesjonałka.
Wchodzę do akcji i ciach!
I nie ma klienta.
Stąd moja ksywka - Ciacho.
Pracuję 24 godziny na dobę, przez 360 dni w roku.
Nie wiem co to święta, wolne soboty, niedziele, czy też inne pierdolety.
Jestem pozytywnym pozytywistą i samotnikiem.
Wbrew temu, co mówią - dobrze mi z tym.
Lubię komiksy, czarną jak diabli kawę i... lizaki.
No i jeszcze jazz.
Taki ze mnie gostek.
Moje życiowe motto brzmi: "Bez pracy nie ma kołaczy".
Niemniej ostatnimi czasy zaczęły mnie nachodzi mnie dziwne refleksje.
Odczuwam brak czegoś, czego sam nie jestem w stanie zdefiniować.
Rozdwojenie jaźni, czy co...
Superman przestał mnie bawić, a Batman inspirować.
Normalnie kryzys emocjonalny i totalna deprecha.
Moja psyche wyje, a ja nie potrafię sobie z tym poradzić...
Byłem u jednego konowała od spraw psychologicznych, ale pomimo swojego autorytetu nie potrafił mi pomóc.
Wkurzył mnie, więc kazałem mu zjeść własne sznurówki.
Cwaniak nie był już taki mądry, kiedy końcówki sznurowadeł wystawały mu z ust.
Zacząłem więc szukać duchowej równowagi w pieczeniu.
Koniecznie musiałem odzyskać psychiczną formę.
Po pewnym czasie okazało się, że pichcenie to fajna sprawa.
Stoisz, czy siedzisz - na twoich oczach rośnie twór twoich zgrabnych dłoni.
Czy wspomniałem wcześniej, że mam zgrabne rąsie?
W jednym z czasopism poświęconych pieczeniu znalazłem reklamę akupunktury.
To taki azjatycki odpał.
Zachęcony ową reklamą, kupiłem sobie komplet igiełek, oraz mały podręcznik w którym, jak wół było napisane jak mam postępować, aby było mi dobrze.
Jednak początek okazał się totalną porażką.
Totalna kicha - igiełki okazały się za słabe dla mojego wysportowanego ciała.
Nie poddawałem się jednak.
Poszedłem po rozum do głowy i kupiłem na targu kilogram gwoździ.
Teraz to co innego.
Akupunktura zdała egzamin na przysłowiową piątkę.
I chociaż z wyglądu bardziej przypominam jeża niż człowieka, to jednak się nie poddaję.
Mam pewność, że jestem po słonecznej stronie życia.
I kobiety jakoś inaczej na mnie spoglądają...
Odnalazłem równowagę duchową - jestem ying i yang - totalna symbioza ducha z ciałem.
Moja złożoność przestała mi przeszkadzać, wszak nie ma ludzi doskonałych.
Żyjemy, umieramy, a życie płynie dalej.
Z tym tylko różnicą, iż bez naszego już udziału.
Zresztą to i tak nie ma najmniejszego znaczenia.
Znaczenie ma to, jak wykorzystamy podarowany nam czas.
I to, żeby zachować równowagę...
.
Komentarze (5)
P. S: Co złego to nie ja:)
"Egzekwuję w naturze, albo mamonie - czyli kapuście, sałacie, kasie, forsie, mamonie..." - bez drugiego "mamonie". Nie możesz tłumaczyć słowa tym samym słowem ;) I bez przecinka przed "albo", bo tutaj jest opcja wyboru. Gdyby było albo to, albo to, wtedy przecinek, po "albo" się powtarza :)
"niedziele, czy też inne pierdolety. "- bez przecinka. To samo, co z "albo"
"Niemniej ostatnimi czasy zaczęły mnie nachodzi mnie" - nachodzić*
"Rozdwojenie jaźni, czy co..." - bez przecinka
"Stoisz, czy siedzisz" - bez przecinka
"komplet igiełek, oraz mały podręcznik w którym, jak wół było napisane jak mam postępować" - bez tych dwóch przecinków, a przecinek tylko po "podręcznik" i "napisane"
"Z tym tylko różnicą" - tą*
A cóż to się stało, że nie wstawiłeś tego tekstu ze swojego konta? Rozbawił mnie, ale niestety troszkę błędów było, dlatego zostawiam 4. Masz ciekawe poczucie humoru i fajną wyobraźnię, ja bym chyba nie potrafiła ująć tematu w taki sposób :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania