Cud miód malina

Wiesz, Lumi… głos Rity słodko ociekał kremem pistacjowym, którego na próżno szukałam w swoim rogaliku z Herta.

Jak co dzień, była siódma rano. Po pokonaniu toru przeszkód w drodze do pracy głód doskwierał nam już tak bardzo, że jedyną rozsądną decyzją wydawało się natychmiastowe zjedzenie wszystkiego, co znajdowało się w zasięgu ręki.

— Co znowu? — zapytałam.

— Bo wiesz… ta, co pracuje w firmie z Bossem, powiedziała, że on jest po rozwodzie…

— Serio?

Przecież Rita dobrze wiedziała, że nie wypytuję ludzi o prywatne sprawy. Jeśli ktoś chce, sam opowie. Nie mam zwyczaju grzebać komuś w życiu.

Rita jednak tylko się uśmiechnęła.

— Zobaczysz, Lumi. Będziesz jego żoną.

Spojrzałam na nią z niedowierzaniem.

— Tacy ładni jesteście razem, że oczu nie można od was oderwać. Zobaczysz… zobaczysz…

Roześmiałam się.

Bo przecież skąd jej się to wzięło?

No dobrze… może trochę rozumiałam.

Z Bossem od jakiegoś czasu prowadziliśmy nasze małe słowne ping-pongi. Cięte riposty, pytania na pytania, zaczepki, odpowiedzi, po których człowiek przez pół dnia zastanawiał się: „Ale o co mu właściwie chodziło?”.

I ten cały slow burn robił mi efekt WOW.

Zwłaszcza po pamiętnym incydencie z ręką.

Boss, jak wiadomo, witał się z przyjaciółmi, podając rękę. Któregoś dnia przyszedł ponownie… i żadnej ręki nie było.

Nawet zapytałam:

— Boss, czy mam cię poprosić o rękę?

Jak zwykle odpowiedział pytaniem na pytanie:

— DLACZEGO TAK?

No właśnie.

Dlaczego?

Nie wiem.

Do dziś nie wiem.

Ale nasze rozmowy miały już swój własny rytm.

Aż nadszedł dzień, kiedy Rity nie było w pracy.

Rozmawiałam właśnie z dwoma innymi współpracownikami, kiedy pojawił się Boss.

Jakoś tak, zupełnie przypadkiem, powiedziało mi się:

— Dziś jestem sama…

I wtedy, przy czterech parach oczu, wybrzmiało:

— ZNAJDŹ SOBIE CHŁOPA.

Zapadła ta charakterystyczna sekunda ciszy, w której człowiek zdąży przetworzyć zarówno słowa, jak i fakt, że właśnie padły publicznie.

Spojrzałam na niego.

Uśmiechnęłam się.

I oczywiście nie mogłam sobie odmówić.

— Przecież Rita go szuka. 😉

I już.

Piłeczka wróciła na jego stronę.

A ja tylko pomyślałam, że gdyby Rita wtedy była w pracy, chyba dostałaby zawału ze szczęścia.

Bo przecież mówiłam jej, że z tym Bossem to nic takiego.

Tylko rozmowy.

Tylko żarty.

Tylko te nasze ping-pongi.

Tylko…

No dobra.

Może ten slow burn rzeczywiście robił swoje. 😏

iiii czasem sobie myślę, że w dobie mafiosów, Greyów i facetów, którzy na wejściu mają więcej traum niż zdań w dialogu, my z Ritą i Bossem zdecydowanie bardziej pasujemy w naturalny polski flow😂

Bo u nas nie ma prywatnych samolotów, tajemniczych penthouse’ów ani mrocznych wyznań przy kominku.

Jest za to siódma rano, tor przeszkód w drodze do pracy, rogalik z Herta, którego krem pistacjowy istnieje chyba tylko w mojej wyobraźni, Rita ze swoimi teoriami i Boss, który zamiast powiedzieć coś wprost, odpowiada pytaniem na pytanie.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania