Cukierek, Psikus i Ostatni Oddech

I. Dyniowy świt w Hollow Creek

Miasteczko Hollow Creek w stanie Massachusetts żyło Halloween przez okrągły rok, ale 31 października zamieniało się w teatr cieni. Wszędzie pachniało palonymi liśćmi, cynamonem i woskiem ze świec topiących się w setkach wydrążonych dyń.

Detektyw Arthur Black nie znosił tego święta. Dla niego zapach dyni zawsze mieszał się ze smrodem taniego bimbru i ludzkich słabości. Tego ranka siedział w swoim wysłużonym Fordzie przed domem sędziwego burmistrza, patrząc na mgłę snującą się nad cmentarzem.

Zasypane cukierkami i sztuczną pajęczyną drzwi rezydencji były niedomknięte.

Kiedy Black wszedł do środka, w nozdrza uderzył go ostry zapach migdałów. W salonie, pośród dekoracji z gumowych nietoperzy i plastikowych szkieletów, siedział burmistrz Thomas Vance. A właściwie to, co z niego zostało. Starzec spoczywał w fotelu z wysokim oparciem, ubrany w pelerynę wampira. Na jego kolanach spoczywała wielka, wydrążona dynia z wyciętym szyderczym uśmiechem. Zamiast wnętrzności dynia była wypełniona... sercem zamordowanego, otoczonym dymiącymi kadzidełkami.

Na ścianie krwią denata wypisano wers ze starej, dziecięcej wyliczanki:

„Kto w noc cieni zgrzeszył srodze,

Znajdzie dynię na swej drodze.”

II. Maska i alibi

Lokalny posterunek wrzał. Halloweenowy wieczór miał przynieść parady i zabawę, a przyniósł ogólnokrajową aferę. Burmistrz Vance nie był świętym. Kilka lat wcześniej, w noc Halloween, pod kołami jego samochodu zginęła nastoletnia dziewczyna, Chloe. Sprawa została zamieciona pod dywan dzięki politycznym układom.

– Zemsta zza grobu? – mruknął młodszy sierżant Miller, wpatrując się w zdjęcie ofiary.

– W tym miasteczku duchy nie zabijają, Miller. Robią to ludzie w maszkach – skwitował Black, przeglądając akta sprzed lat.

Zegarek wskazywał południe. Do wieczornej zabawy zostało kilka godzin. Black ruszył w miasto, by przesłuchać podejrzanych. Na liście było trzech głównych graczy:

Sarah Miller – matka potrąconej dziewczynki, która od tamtej pory pracowała jako florystka i zamknęła się w sobie.

Julian Reed – chłopak zmarłej Chloe, który w noc wypadku cudem ocalał, ale stracił nogę.

Victor Vance – ambitny siostrzeniec burmistrza, który ostrzył sobie zęby na stołek wujka i miał najwięcej do zyskania na jego śmierci.

Każdy z nich miał alibi na papierze, ale w noc Halloween w Hollow Creek każdy nosił maskę.

III. Ktoś puka do drzwi

Z zapadającym zmierzchem miasteczko zalała fala dzieci w strojach czarownic, zombie i superbohaterów. Dźwięki pukających do drzwi maluchów niosły się echem po ulicach.

Black prowadził śledztwo w starej kwiaciarni u Sary. Kobieta wiązała wieńce z czarnych chryzantem. Jej twarz była zimna jak lód.

– Nienawidziłam go, panie inspektorze – powiedziała bez ogródek, tnąc sekatorem grube łodygi. – Ale nie musiałam brudzić sobie rąk. Thomas sam podpisał na siebie wyrok, kiedy próbował uciszyć kogoś innego.

– Kogo? – zapytał ostro Black.

Zanim Sarah zdążyła odpowiedzieć, w oknie kwiaciarni rozbłysło przeraźliwe światło. Ktoś postawił na parapecie płonącą dynię. Tę samą, z identycznym uśmiechem, co w salonie burmistrza.

Black wybiegł na zewnątrz, ale na ulicy pełnej przebierańców w mrokach nocy nie było widać nikogo podejrzanego. W tym samym momencie z kieszeni jego płaszcza rozległ się dźwięk służbowego radia.

– Inspektorze! – głos Millera brzmiał panicznie. – Mamy drugie ciało! W starej szkole! Szybko!

IV. Lekcja anatomii w opuszczonej szkole

Opuszczona szkoła podstawowa na obrzeżach miasteczka w noc Halloween służyła młodzieży jako miejsce imprez. Teraz była ciemna i zimna.

Black wpadł do korytarza z wyciągniętą bronią, oświetlając latarką ściany pomazane sztuczną krwią. W sali biologicznej znalazł Millera – żywego, ale zamkniętego w szafie na szczotki. Kiedy detektyw uwolnił partnera, ten wskazał drżącą ręką na salę gimnastyczną.

Na środku parkietu stał Julian Reed – chłopak zmarłej Chloe. Miał na sobie kostium upiora, a na twarzy groteskową maskę płaczącego klauna. W ręku trzymał ciężki nóż rzeźniczy. Nad nim wisiało przypięte do kosza do koszykówki ciało Victora Vance’a z kolejną wydrążoną dynią zamiast głowy.

– To nie ja! – krzyknął Julian, rzucając nóż na podłogę i unosząc ręce. – Przyszedłem tu... przyszedłem, bo dostawiłem wiadomość! Myślałem, że to Victor zabił mojego burmistrza wujka!

Black podeszły powoli, mierząc do chłopaka z rewolweru.

– Kto ci wysłał wiadomość, Julian?

– Ktoś w masce szkieletu. Powiedział, że jeśli chcę poznać prawdę o śmierci Chloe, mam tu przyjść o północy.

Black zmrużył oczy. Spojrzał na wiszące ciało Victora, potem na drżącego Juliana, a w końcu na otwarte drzwi prowadzące na zaplecze sali gimnastycznej. Na podłodze zauważył coś, co nie pasowało do imprezowego wystroju – świeże płatki czarnych chryzantem.

V. Maska opada

Detektyw cofnął się o krok, chowając broń do kabury, ale nie zdejmując z niej ręki.

– Wiesz, Julian, popełniłeś błąd – powiedział cicho Black, patrząc w ciemność zaplecza. – Powiedziałeś, że dostawiłeś wiadomość, podczas gdy ja nie wspomniałem ani słowem o tym, że Julian wiedział, gdzie ma przyjść. Skąd znałeś miejsce przed moim przyjazdem? Chyba że... to ty byłeś tym szkieletem.

Ciemność na zapleczu poruszyła się. Z mroku wyszła Sarah Miller. W dłoni trzymała mały rewolwer wymierzony prosto w plecy Juliana.

– Julian nie zabił burmistrza – powiedziała kobieta, a jej głos brzmiał dziwnie spokojnie, przesiąknięty chłodem października. – Burmistrza zabił mój mąż. A właściwie człowiek, który kiedyś nim był, zanim pije alkohol i zniszczył nam życie. Victor zginął, bo próbował szantażować wuja, żeby przejąć spadek.

Sarah spojrzała na Blacka z nienawiścią.

– A ty, inspektorze, nigdy nie potrafiłeś połączyć kropek, dopóki ktoś nie położył ci ich pod nosem. Thomas Vance zabił moją córkę. Victor tuszował sprawę. A Julian... Julian tylko pomógł mi zamknąć ten cyrk.

Wokół szkoły, jak na zawołanie, rozległ się chór dziecięcych głosów śpiewających tradycyjną piosenkę:

„Trick or treat, smell my feet, give me something good to eat...”

W tej samej sekundzie Black błyskawicznie dobył broni i oddał strzał w sufit, rzucając się na Sarę, zanim ta zdążyła pociągnąć za spust. Rozległ się huk, po którym nastąpiła głucha cisza, przerywana jedynie stłumionym przez mury chichotem bawiących się na zewnątrz dzieci.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania