Cypher
czy ty istniejesz czy nie,
nie wiem sam,
może dalej tu trwam zupełnie sam,
pustka, radość, łzy, ból,
lincz, tak niech zlinczują mnie,
piepszona chołota jebany plebs,
zdechnijcie kurwy,
temu? CzemU?
Temu bo nie rozumiecie mnie,
śmiecie,
jebał was pies,
pierdolone gnidy,
mniejsza o to ,
to szum morskich fal ,
krzyczy do mnie wiej,
od tych plugawych serc,
jebane zombie,
teraz zrywam mlecz
bo chcę , bo jest,
jestem sajns fikszyn,
jebanyy horror w koło,
ludzie polują na ludzi,
walczą by zabić,
nie rozmawiają,
nie używają argumentów,
oceniają choć nie powinni,
jebane bezduszne automaty,
strzelam do nich,
ale spierdalają,
i wracają całą chmarą,
wojenne pionki ,
na polu bitwy niczym sterowane kursorem,
im i matrioszka może być bogiem,
całe szczęście dręczy mnie schizofrenia,
więc munduru mi nie dadzą,
wojska synonim to śmiecie,
czym trzeba być by tam być z własnej woli,
bandy przygłupów pod opieką jakiegoś ogarniętego koordynatora,
jaka ich wartość,
na pewno mniejsza niż moja, bo ja nie jestem żadnej narodowości,
więc z kim ja mam walczyć,
ja walczę z własnym cieniem,
i śmierć mam na codzień.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania