Czar pewnej legendy

- Jakże pięknie jest dziś na dworze- powiedział Rafał do swojej dziewczyny.Spotykali się już od roku, byli prawie nierozłączni, o ich więzi wiedzieli wszyscy.

-Chodźmy na spacer, choć już dość późno- zaproponowała Ania.

Wyszli. Park, który odwiedzili był pełen tajemniczych stworzeń wiodących, dla nas- ludzi- równie tajemnicze życie. Każde z tych zwierząt miało swoją nazwę, np. wiewiórka.

– Czy wiesz, że rude kitki, bez wyjątku, są bardzo inteligentne?- zapytał chłopak.

Dotarli do zabytkowej wieży- wybudowanej dawno temu i stanowiącej atrakcję turystyczną w mieścinie, gdzie mieszkali.

– Opowiem Ci pewną historię, Aniu. Jest ona związana właśnie z tą budowlą. Tylko ani, mru, mru o tym komukolwiek- dowiedziałem się o niej od mruczącego coś pod nosem, pijaczka. Dziewczyna, z zaciekawieniem, zaczęła słuchać swojego przyjaciela, a on, wziąwszy ją wcześniej, delikatnie, za rękę, rzekł:

- Pewien Pan kiedyś został uwięziony w tej budowli, był złodziejem- tak go ukarano za jego czyny. Mówiono o nim: Siedzi Jerzy na wieży i nie wierzy, że widzi stado jeży.

Potępiano nieodpowiednie zachowanie Jurka, ale mimo tego przeszedł do legend, choć, tak naprawdę, nie dostrzegł, mimo odbywania kary, że zło dzieje się w jego życiu, aż w końcu, nazbierano wiele igieł- takich sosnowych i upodobniono go do kłujących stworków, które jesienią noszą na swoich grzbietach, jabłka- zapewniając sobie pożywienie zimą. Chodziły grupami, choć ten nieszczęśnik, nie dowierzał temu, mimo iż, jak już Ci o tym wspomniałem, widywał często owo zjawisko przez małe okienko swojego więzienia, na które „przerobiono” widoczną tutaj wieżę.

Ania słuchała z zaciekawieniem tego, co mówił Rafał, jednak milczała, zauroczona wszystkim wokół. Park stawał się coraz bardziej dziki, roślinność zaczęła ich oplatać i nagle okazało się, że są już w głębokim lesie, słońce przedzierało się z trudem, przez gałęzie drzew, zrobiło się dość ponuro. Ale oni nadal szli…. coraz dalej, nie zważając na zmiany zachodzące w ich otoczeniu. Już dawno minęli wieżę Jerzego, znaleźli się w mateczniku, który zamieszkiwały duże, mogące stanowić zagrożenie, zwierzęta.

Nagle zobaczyli polanę, przypominającą łąkę, pełną kwiatów, a na niej wiele pasących się, mieszkańców dzikich ostępów. Nieopodal, zauważyli też chaty- bardzo prymitywne, jednak dające schronienie ich właścicielom.

Młodzi ludzie jakby przenieśli się w czasie. Zaczął, bowiem, działać czar legendy o zamkniętym, kolczastym Jurku. Niesamowite.

Podeszli bliżej, ani , nawet przez jedną sekundę, nie lękali się, czuli tylko ciekawość i mieli nadzieję, że ją zaspokoją.

Tak się też stało. Otoczyli ich, niespodziewanie, „leśni ludkowie”. Zaprosili na wspólną wieczerzę- rozpoczęła się nowa przyjaźń tych dwojga młodych, zakochanych w sobie bez pamięci, z niesamowitymi istotami, które, przed setkami lat, uwięziły pewnego złodzieja w wieży, zbudowanej przez mieszkających , w pobliskim dworze, możnych

Mijał czas. Kobieta, już nie dziewczyna- Anulka, została mateczką małego Czarusia. Nadal żyli, wśród leśnych ostępów- pochłaniała ich legenda. Nie wiedzieli nawet, że mieszkańcy miasteczka, które opuścili, wydawałoby się, że tylko na chwilę- uznali ową parę za zaginioną.

A, oni, zintegrowali się zupełnie z naturą, co oddzieliło ich zupełnie o dawnego funkcjonowania. Bacznie obserwowali dziki, tury, które, niegroźne, choć i nieokiełznane, funkcjonowały sobie spokojnie, w niespotykanej harmonii z pozostałymi mieszkańcami niedostępnych kniei. W tym Raju na Ziemi, mieszkały też i inteligentne wiewiórki, o których, przed laty, wspominał partner Ani. Pokazywały ludziom, gdzie można znaleźć drewno na opał i małe jego wiórki, potrzebne do uszczelniania chat. Mówiły nawet:- Każda z nas wie wszystko o tym lesie i zna całą okolicę- Pokażemy wam coś czarującego, już niedługo.

Nadszedł wreszcie dzień, kiedy to rude kitki, postanowiły zaprowadzić młodych ludzi i ich dziecko do pięknego miejsca. Poszli. Obserwowali ptaki, które wiły nowe gniazda wśród konarów drzew, wędrowcom nie umknęły też uwadze i inne cudeńka przyrody. Po pewnym czasie, dotarli wreszcie na miejsce, i… Ania oraz Rafał aż zastygli z zachwytu. Zobaczyli, bowiem, urocze źródło, a w nim „żyjącą skałę”- była to rafa koralowa. Chłopak zbliżył się do wody, chcąc zaspokoić pragnienie. Stało się jednak, coś niedobrego- czar go porwał i mężczyzna stał się nieodłącznym elementem czujących kamieni. Rafa go pochłonęła. Opasały jego postać czerwone „dłonie” , widać było tylko przerażone oczy ludzkie, gdy zaglądało się do źródła. Właściwie to mogła je obserwować tylko Ania, która codziennie, od lat, siedzi przy swoim uwięzionym mężczyźnie, jest z nią jeszcze, dorosły już prawie ,Czarek. On i jego matka nadal czują ogromne więzi z Rafałem.

 

 

Aronia23

 

Marzec 2016 r.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania