Czarna herbata byłaby mocniejsza

Matka zawsze powtarzała, że góry mają to do siebie, że pokazują człowiekowi prawdę o nim samym – bez pudrowania, bez filtra. Ja myślałem, że pokazują wolność. Okazało się, że pokazują głównie butelki i ich zawartość.

Pierwszy raz naprawdę to zobaczyłem w Koniakowie. Wyruszyłem z Górek Wielkich w kwietniu, niby na prostą trasę: Brenna Leśnica, Cieńków Niżni, Koniaków, potem Zwardoń i Sól. Plecak lekki, pogoda ładna, w kieszeniach kurtki kilka puszek piwa na rozgrzewkę. Myślałem, że to będzie taki klasyczny beskidzki spacerek z widokami. W Koniakowie, tuż za sklepem monopolowym, siedział na ławeczce typowy skład: trzech panów w dresach i kurtkach z demobilu. Zaprosili na „jednego”. Jeden zamienił się w trzy, trzy w pięć. Wódka była ciepła, ale smakowała jak wybaczenie. Kiedy się ocknąłem, było już ciemno. Plecak zniknął. Z dokumentami i pieniędzmi. Matka zadzwoniła o dwudziestej czterdzieści. Powiedziałem prawdę, bo nie miałem siły kłamać. Usłyszałem w słuchawce coś, czego nigdy wcześniej nie słyszałem – nie krzyk, nie płacz, tylko taki cichy, zrezygnowany oddech. „Wracaj natychmiast”. Nie wróciłem natychmiast. Noc spędziłem na glebie w piekarni, potem pod mostem, potem włócząc się po wsi jak bezpański pies. Rano szukałem plecaka – bez skutku. Wróciłem do Wisły pieszo, śmierdzący, obdrapany, z pustymi kieszeniami. W domu czekała cała trójka: matka, ojczym, Ewa. Nie było wrzasków. Była cisza, a potem słowa, które do dziś siedzą mi w krtani: „Już nigdy ci nie zaufamy. Nie chcemy pijaka w domu”. Wtedy po raz pierwszy poczułem, że nie jestem ich synem i bratem. Że jestem problemem, który trzeba izolować.

Drugi raz przyszło mi to do głowy pod Halą Boraczą. Nowy Rok, śnieg padał tak gęsto, że ledwo widziałem czubki butów. Powinienem był zostać w domu i odśnieżać wjazdówkę z ojczymem. Zamiast tego poszedłem w góry. Szczyrk, Skrzyczne, Węgierska Górka, Żabnica. W Żabnicy podpatrzyłem, jak starsza pani lepi maski na dziady – te z rogami, z sierścią, z pustymi oczodołami. Uśmiechnęła się do mnie i powiedziała: „To na odpędzenie złego”. Nie odpędziłem. Ajerkoniak smakował jak ciepła wanilia z alkoholem. Piłem prosto z butelki, patrząc na zaśnieżoną halę. Matka zadzwoniła raz. Powiedziałem, że wszystko w porządku. Skłamałem. Wróciłem pociągiem przez Żywiec i Bielsko. W domu czekała kolejna cisza – cięższa niż poprzednia. Ewa patrzyła na mnie tak, jakby widziała obcego. „To patologia” – powiedziała cicho. „Robisz nam krzywdę i nawet tego nie widzisz”. Nie widziałem. Widziałem tylko butelkę.

We Florencji było inaczej. Tam piłem wino z butelki, spacerując wzdłuż Arno. Leonardo chciał zmienić bieg tej rzeki – ja chciałem zmienić bieg swojego życia, ale zamiast tego zmieniłem tylko pustą butelkę na pełną. Siostra prosiła, żebym poszedł z nią na Ponte Vecchio. Odmówiłem. Wolałem samotność i kolejne piwo. Wróciłem na camping pijany, agresywny. Ojczym próbował mnie uspokoić – złapałem go za kurtkę. Rękoczyny. Turyści z sąsiednich domków patrzyli z przerażeniem. Ewa płakała. Powiedziała: „Popsułeś mi wakacje. Do końca życia będę czuła do ciebie odrazę”. Do dziś nie wiem, czy to była przesada, czy prawda. Ale jej oczy wtedy nie kłamały.

Ostatni raz – Slough, pod Londynem. Dzień wolny. Poszedłem na spacer z piwem w dłoni. Wróciłem podchmielony. Znowu kłótnia. Tym razem bez bicia, ale z tymi samymi słowami: „Nikt nie chce mieszkać z pijakiem”. Matka powiedziała to cicho, prawie bez emocji. Jakby to była już tylko informacja, fakt, a nie oskarżenie. Wtedy po raz pierwszy naprawdę usłyszałem. Nie chodziło o butelki. Chodziło o to, że za każdym razem, kiedy sięgałem po alkohol, zabierałem im kawałek nadziei. Że wrócę trzeźwy. Że będę obecny. Że nie będę problemem, tylko synem i bratem.

Siedzę teraz w małym mieszkaniu na Śląsku Cieszyńskim. Nie w Górkach, nie w domu rodziców. Sam. Na stole stoi czarna herbata. Zimna już. Czasem patrzę na zdjęcia z tamtych szlaków – Koniaków, Boracza, Arno, nawet Slough – i widzę faceta z butelką zamiast twarzy. Nie wiem, czy kiedykolwiek odzyskam ich zaufanie. Wiem tylko, że góry nadal tam są. Czekają. Ale tym razem – jeśli kiedyś znów pójdę – pójdę bez butelki. I postaram się wrócić do domu, nim zrobi się ciemno.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • tedi75 godzinę temu
    Jeśli jest Pan na właściwej drodze do trzeźwości to życzę wytrwałości w obranym celu. Oceniam na 5*
  • Aeliora godzinę temu
    Życzę Ci dużo wytrwałości.i żebys znalazł swoja trzezwą drogę🤝

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania