Czarne dłonie
Szedł sobie wielką i potężną polaną okrążoną stadem ciernistych krzewów i w 20 minucie swego marszu ujrzał na swej drodze białą postać bijącą w niego czarnym promieniem.Promień ten błysnął w jego oczy które po chwili stały się martwe i wypełniły się bezkresną ciemnością które uratować mógł tylko promień wielkiego światła.Ale gdzie go szukać?To jest już zadanie ekstremalnie trudne.Szedł więc, szedł dalej przed siebie, aż tu nagle poczuł przeszywający ból w stopie.Tak, to był jeden z cierni które całą swą potęgą i gęstwiną otaczały polanę.Zawył z bólu niemiłosiernie a potem poczuł jak z jego ciała poczęła wyciekać krew, a gdy już sobie wyciekała, to przy okazji wyciekły też jego oczy, które porwane zostały przez stado ptaków które zabijały się o nie.Stracił już wszelkie nadzieje na odzyskanie wzroku, aż tu nagle jakaś dłoń spoczęła na jego barku.Była tak ciężka, że zgięło go w pół, ale nie dał się i ostatkiem sił podniósł się do góry.Hektolitry potu spływały z niego i gdy spływać już skończyły, ostatnie dwie kropelki wleciały do jego oczodołów.Były to krople zbawienne, albowiem tknęły w niego wzrok tak nieszczęśnie utracony, i gdy już zaczął widzieć wszystko tak jak dawniej to w pewnym momencie zobaczył dłoń która tknęła w niego życie.Była to dłoń wielka jak dwie jego nogi ręce razem wzięta, stara, zniszczona i czarna jakby niedawno została zwęglona w wielkim ogniu.Zaczął jej dziękować z całych sił, za jej zbawienną siłę która przywróciła mu wzrok, aż tu nagle pojawiła się druga taka sama dłoń i obydwie przytknęły się do jego głowy, klasnęły i rozgniotły jego głowę.
Komentarze (1)
Natomiast układ tesktu, interpunkcja i budowa zdań są do bani.
Powinieneś nad tym popracować.
Pozdrawiam.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania