Czarny tulipan
W lustrze moja twarz jest rozbita na dwie,
jak talerz, który upuściłeś celowo.
Twoje usta – srebrne noże w szufladzie,
otwierają się i zamykają,
a ja wciąż wkładam w nie palce.
Kocham cię tak, jak kocha się ranę:
głęboko, mokro, z obrzydzeniem.
Twoje imię to haczyk wbity w gardło,
ciągnę je za sobą po podłodze kuchni,
gdzie tulipany gniją w wodzie od trzech tygodni.
Mówiłeś „na zawsze”,
a ja uwierzyłam, jak głupia dziewczyna
z głowy pełnej czerwonych kwiatów.
Teraz jestem wdową po tobie za życia –
w czarnym szlafroku, z popiołem w ustach.
Moje piersi to dwa martwe księżyce.
Dotykasz ich – i nic.
Tylko echo twoich dłoni,
które już należą do innej,
do kogoś, kto nie krwawi tak głośno.
O, jak pięknie umieram co noc,
leżąc obok pustego miejsca w łóżku.
Ciało moje – ołów i mleko,
serce – mały, czarny ołtarz,
na którym wciąż palę twoje włosy.
Wróć.
Albo nie wracaj.
I tak będę cię jadła łyżkami,
aż zostanę sama
z kośćmi pełnymi twojego imienia.
Komentarze (1)
Uczucia oddane bardzo obrazowo, poetycko i przekonywująco 5
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania