Czarny tulipan

W lustrze moja twarz jest rozbita na dwie,

jak talerz, który upuściłeś celowo.

Twoje usta – srebrne noże w szufladzie,

otwierają się i zamykają,

a ja wciąż wkładam w nie palce.

Kocham cię tak, jak kocha się ranę:

głęboko, mokro, z obrzydzeniem.

Twoje imię to haczyk wbity w gardło,

ciągnę je za sobą po podłodze kuchni,

gdzie tulipany gniją w wodzie od trzech tygodni.

Mówiłeś „na zawsze”,

a ja uwierzyłam, jak głupia dziewczyna

z głowy pełnej czerwonych kwiatów.

Teraz jestem wdową po tobie za życia –

w czarnym szlafroku, z popiołem w ustach.

Moje piersi to dwa martwe księżyce.

Dotykasz ich – i nic.

Tylko echo twoich dłoni,

które już należą do innej,

do kogoś, kto nie krwawi tak głośno.

O, jak pięknie umieram co noc,

leżąc obok pustego miejsca w łóżku.

Ciało moje – ołów i mleko,

serce – mały, czarny ołtarz,

na którym wciąż palę twoje włosy.

Wróć.

Albo nie wracaj.

I tak będę cię jadła łyżkami,

aż zostanę sama

z kośćmi pełnymi twojego imienia.

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Sokrates 6 godz. temu

    Uczucia oddane bardzo obrazowo, poetycko i przekonywująco 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania