Czarny tulipan

//Od autora.

Takie tam. Z nudów. Świeżyzna, więc mogą być błędy.

Zapraszam też do "Psa" i "Chyba zgubiłam buta" :)//

 

****

— Dokąd?

— Do Czarnego Tulipana, restauracji Bractwa.

— Po co? — zapytała podejrzliwie. Nie otrzymała odpowiedzi od razu.

— Narzekasz od dwóch tygodni, że nie pozwalam ci nigdzie wychodzić. Nie cieszysz się?

Dziewczyna spuściła wzrok na talerz z leżącymi nań resztkami już nieco nieświeżych warzyw. Były obrzydliwe, lecz co począć skoro tylko to znalazła w spiżarni. Przemieszała widelcem rozmemłany posiłek. Siedziała na łóżku w swoim pokoju przed opasłym tomem podstaw czarnej magii ofensywnej.

— Nie. Jestem głodna, a jeżeli gdziekolwiek miałabym iść, to na pewno bez ciebie.

— Ubieraj się. Masz pięć minut.

— Nigdzie nie idę — warknęła stanowczo.

— Pięć minut albo zamknę cię tu na kolejny tydzień.

Nie dał jej szansy na ripostę. W chwilę później usłyszała głuchy trzask drzwi o framugę i cichnące kroki na korytarzu. Westchnęła głośno i zamykając księgę wygramoliła się spod pościeli. Przeczesała gąszcz czarnych loków palcami, nawet nie poświęcając im trzech sekund uwagi, by względnie je ułożyć. Na podkoszulek, który miała na sobie, zarzuciła prostą, luźną szatę w czarnym kolorze. Wsunęła ciężkie, wiązane buty, mocą ściągając sznurowadła w niedbały supeł. Wyszła, nawet nie przeglądając się w lustrze. Mistrz czekał przy drzwiach wyjściowych w końcu korytarza. Palił. Gdy podeszła bliżej, uniósł głowę i spojrzał na nią przez gęste kłęby siwego dymu.

— Coś ty, kurwa, na siebie włożyła?

Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi, najwyraźniej nie kwapiąc się z odpowiedzią. Patrzyła na swego Mistrza nieprzychylnie spod długich, czarnych rzęs. Wydawał się jej jakiś starszy ostatnio. Lekkie zmarszczki na czole i wiecznie podpuchnięte oczy, jakby na okrągło chlał.

— Tak mi wygodnie, coś ci nie pasuje?

— Miarkuj słowa, jestem twoim Mistrzem, nie kumplem.

Przemilczała to. Szła o zakład, że żaden z Mistrzów nie utrzymywał takiej relacji z uczniem, jaką on utrzymywał z nią. Nie wszystko jednak jeszcze rozumiała i choć wiele rzeczy jej się nie podobało, nie mogła się sprzeciwiać. W Meavisie było tyle skrajności.

Zmierzył dziewczynę spojrzeniem, po którym zawsze miała ochotę zadać sobie ból. Przygryzła wewnętrzną część policzków, odczuwając chwilową ulgę.

— Nie wyglądasz tak źle. Idziemy. Włóż płaszcz, bo jest dość zimno.

— Po co mnie tam zabierasz?

— Zabawimy się trochę. Poznasz parę osób. Umówię cię też na pojedynek, z którymś z uczniów.

— Pojedynek? — dopytała podekscytowana, nabierając nowego entuzjazmu do wyjścia.

— Nie ciesz się tak, bo niczego jeszcze nie załatwiłem. A teraz chodź. Jesteśmy spóźnieni.

Nie musiał dwa razy powtarzać. Pochwyciła płaszcz i wybiegła za magiem na zewnątrz.

 

****

 

Nie rozumiała, dlaczego teleportowali się tak daleko od wejścia. Do restauracji mieli jeszcze dobre półtora kilometra drogi, a do tego Meavis wybierał bardziej obskurne ulice wolne od świateł miejskich latarni. Miała złe przeczucia. Zwolniła kroku.

— Zaraz będziemy na miejscu.

— Mówiłeś, że się spieszymy...

— Bo tak jest. Chodź tutaj.

Zatrzymał się na środku wąskiej, pustej uliczki i zatknął ręce w kieszeni. Obserwował jak dziewczyna podchodzi niepewnie, ostatecznie zatrzymując się na kilka kroków przed mężczyzną. Zaciskając nerwowo dłonie podniosła wzrok na twarz maga. Ten wyciągnął z szaty niewielką fiolkę i podał w kierunku dziewczyny.

— Wypij to.

Naczynie było tak małe, że ledwie je dostrzegła, nie wspominając o zawartości. Nieufnie podeszła bliżej, lecz nawet nie wyciągnęła ręki po oferowany specyfik. Odgrodziła się od maga skrzyżowanymi na piersi rękoma i garbiąc lekko smukłe ramiona, łypnęła na Mistrza podejrzliwie.

— Co to jest?

— Będziesz bardziej pewna siebie. Chcę, żebyś dobrze wypadła – rzekł spokojnie, nadal nie opuszczając dłoni z trzymaną fiolką. Śledził najdrobniejszy ruch uczennicy wzrokiem najdłużej spoczywając na pełnych, lekko sinych z zimna ustach. Wiatr był dzisiaj wyjątkowo nieprzyjemny. – Zaufaj mi.

— Nie chcę — odparła stanowczo, kręcąc przy tym głową. Setki czarnych loków podskoczyło, tańcząc zgrabnie wokół bladej twarzy. – Nie wypiję tego.

— Shantall, nie sprzeciwiaj mi się teraz. Pij – naciskał zniecierpliwiony. Czas ich naglił, a on powoli tracił nerwy. Był okropnie spięty. – Pij albo wracamy do domu.

Dziewczyna nie odpowiedziała. Opatuliła się szczelniej płaszczem i widząc jak ciało mężczyzny sztywnieje pod wpływem negatywnych emocji zrobiła krok do tyłu. Dobrze wyczuła jego zamiary, lecz na ucieczkę było już za późno. Dopadł Shantall w ułamki sekund, unieruchomił własnym ciałem przy murze najbliższego budynku i chwytając za policzki, zmusił do otwarcia ust. Wlał zawartość buteleczki do gardła w dość brutalny sposób, nie zwracając najmniejszej uwagi na opór, jaki stawiała. Zakrztusiła się, łykając rozpaczliwie powietrze, którego na krótki moment jej zabrakło. Nadal czuła męskie dłonie na własnej twarzy i ciepły oddech tuż przy uchu. Podniecił się, kiedy siłą przyciskał delikatną sylwetkę Shantall i czuł pod szatą miękkie piersi oraz lekko wystające kości miednicy.

— Ciii, spokojnie – szeptał łagodnym tonem, głaszcząc delikatnie czarne pukle. – Już dobrze. Nie szarp się tak, gwiazdeczko. Zaraz poczujesz się lepiej.

I rzeczywiście. Po kilku sekundach jej strach zmalał. Zrobiła się dziwnie lekka, a w następnej chwili wszystko w głowie gwałtownie zawirowało. Spojrzała na Meavisa mętnymi oczyma. Ich twarze dzieliły tylko ulotne centymetry. Nie protestowała, gdy złożył na jej wargach krótki pocałunek, wpychając język do ust. Była zbyt otępiała, by do końca zrozumieć, co się tak właściwie stało.

— Zuch dziewczynka — rzekł zadowolony, gdy przerwał ten intymny gest. Objął dziewczynę w talii i ostrożnie poprowadził dalej ulicą. Słaniała się trochę, jakby była pijana. — Chodź. Zaraz będziemy na miejscu. I niczego się nie bój. Będę z tobą cały czas.

 

****

Wewnątrz restauracji było stosunkowo ciemno. Późnym wieczorem zazwyczaj widoczność zakłócał również papierosowy dym i spora ilość kręcących się przy barze osób. Thanastel obserwował bezwiednie poszczególne grupki przybyłych członków, sącząc niespiesznie zamówione whiskey. Wystarczyło na niego spojrzeć, by zorientować się, iż nie jest z Khyral. Ostre rysy, gęsty, krótko przystrzyżony zarost i kruczoczarne włosy. Do tego oliwkowa cera oraz solidna postura czyniła z niego typowego maga z Zachodniego Quadium. Opuścił rodzime tereny już dawno, zaciągając się w szeregi Bractwa. Teraz zasiadał na jednym z najwyższych stanowisk, będąc członkiem Starszyzny.

W pewnym momencie okryte półmrokiem widoki przysłoniła Thanastelowi czarna szata. Krzesło szurnęło o podłogę. Ktoś zasiadł obok. O stół uderzył napełniony po brzegi kufel.

Thanastel powiódł wzrokiem za postacią, w mig rozpoznając znajomego nekromantę. Uśmiechnął się półgębkiem, co nie złagodziło w żaden sposób jego ostrych, groźnie wyglądających rys. Jedynie je wykrzywiło.

— Witaj, Zarthan. Czyżby przerwa od grzebania w zwłokach?

— Wiesz jak to jest. Całe, jak ująłeś, 'grzebanie' stanowi ledwie kroplę w bali pełnej przygotowań, trwających całymi godzinami. To jak morderstwo. Albo lepiej–jak seks. — Zarthan zatopił irytację kilkoma łykami piwa. — Chwila przyjemności. Reszta to zwykłe pieprzenie.

— Ach tak? — Również się napił. — A czym to jesteś tak zdenerwowany, kolego?

— Młody znowu się pomylił. Spierdolił cały rytuał, a miało być tak pięknie. — Westchnął, odstawiając kufel na stół. — Wiem, że niby się uczy i ma prawo, ale wkurwiam się mimo to. Może dlatego, że niemal sześć godzin przygotowań poszło jak krew w piach.

Thanastel się zaśmiał, kręcąc głową z niezrozumieniem. Zalał gardło porcją zimnego alkoholu, znów mimochodem wędrując wzrokiem po sali.

— Młody Kheregan Atheray nie wyszedł jeszcze z pieluch, a wymagasz od niego cudów? Tylko ty jesteś do tego zdolny, Zarthanie.

— Czekasz na kogoś?

— Nie. Karmię swój alkoholizm i zabijam czas. Takie przyglądanie się zachowaniom naszych kolegów po fachu wiele uczy. Masa niekontrolowanych myśli wyłazi im z głów jak obrzydliwe robaki, których wolałbyś nigdy nie oglądać.

— Od razu 'robaki', Thanastelu. Muszą się kiedyś zrelaksować.

— No i doskonale to robią. Hm. — Skrzywił się i wypił jeszcze odrobinę. Zawiesił wzrok na nowych osobach wchodzących do restauracji. Próg przekroczył Meavis podtrzymujący przy boku lekko zataczającą się dziewczynę. Thanastel szybko rozpoznał w niej uczennicę Mistrza. Charakterystyczne bujne loki, idealna figura i nie do podrobienia tal'rivańskie rysy. Shantall szło rozpoznać z kilku kilometrów, a ze względu na swoją płeć przyciągała uwagę obecnych w knajpie mężczyzn z trzykrotną siłą. Oprócz starej Azarath'ki — Rasheel, Shantall była jedyną kobietą w Bractwie. Albo raczej kandydatką, bo na Inicjację w jej przypadku jeszcze długo się nie zanosiło. Para podeszła do grupki mężczyzn dyskutujących w rogu sali. Na widok dziewczyny wszyscy wyprostowali się w krzesłach i skupili na niej wzrok. Podobnie jak reszta obecnych w Czarnym Tulipanie mężczyzn.

— Całkiem ładna ta jego młoda, co? Tylko trochę nie na chodzie.

— Owszem. Zdaje się, że tylko z powodu urody Meavis zdecydował się ją uczyć.

— Tylko po co tu z nią przyszedł?

— Nie wiem. Wygląda to co najmniej dziwnie. Skoro się gdzieś wcześniej spiła, powinien odprowadzić ją do domu. — Mówił, patrząc jak Shantall chowa twarz w piersi Mistrza, dłońmi łapiąc się jego szat. Ten gładził dziewczynę po głowie, z rozbawieniem tłumacząc coś pozostałym mężczyznom.

— Hm. A ile ona ma lat?

— Nie wiem. Chyba siedemnaście, może nawet nie. W każdym razie jest bardzo młoda.

— Siedemnaście? Świeże ciałko — mruknął, na co Thanastel zareagował prychnięciem.

— Czyżbyś miał ochotę ją pokroić, Zarthanie? — Oderwał wzrok od dziewczyny, którą Meavis właśnie chwytał za podbródek, gładząc kciukiem po pełnych ustach. Mówił coś do niej, lecz ta zdawała się go do końca nie rozumieć.

— Nie pogardziłbym.

— A ja wręcz przeciwnie. Jest za młoda. To jeszcze dzieciak — powiedział, po czym umilkł, śledząc dalej rozwój toczącej się akcji. Meavis zamówił piwo i dyskutując z trzema magami błądził dłonią po udzie uczennicy. Zaciskał palce niebezpiecznie blisko jej łona. Wyszeptał do ucha Shantall kilka słów, odsłaniając pukle z twarzy i składając na bladej skroni kilka krótkich pocałunków. Dziewczynie nie podobało się to, co usłyszała, bo pokręciła niemrawo głową, wywołując niezadowolenie wśród pozostałych mężczyzn. Thanastel zmarszczył brwi, skupiając całą uwagę na rozmawiających. Po dłuższej wymianie zdań, po stole przesunęła się sakiewka ciężka zapewne od ilości spoczywającej w niej monet. Meavis zajrzał do środka, a Thanastel prychnął. — Kurwa mać. Możesz dołączyć się do przetargu, jak chcesz.

— Jedni sprzedają swoje umiejętności, inni swoje uczennice. Takie życie. — Zarthan rozsiadł się wygodniej w krześle, wznosząc oczy ku sufitowi. — Niech zgadnę. Zamierzasz zaraz zabawić się w bohatera?

— Żartujesz sobie? To nie moja sprawa — mruknął i wrócił do swojej whisky. — Nie będę robił awantury, żaden ze mnie pieprzony bohater.

— Więc nie ma co pchać tam nosa i się denerwować. Ta dziewczyna i tak skończy pewne na jakimś śmietniku. Meavis obiecuje jej cuda. Jedyne, co kiedykolwiek dostanie to sztywny kutas do tyłka.

— Dlatego to nie jest miejsce dla kobiet.

— Dla ładnych kobiet.

— Chyba nie sugerujesz, że Rasheel jest brzydka.

— Nie. Jest starsza, a to stawia ją w nieco innym świetle.

— I przyszła tu już dużo umiejąc. Inicjacja była dla niej formalnością. Ta gówniara za to nie potrafi jeszcze nic.

— Trochę już umie, tylko nie z tego obszaru zainteresowań, z którego by chciała.

— Kiepskie poczucie humoru się dziś ciebie trzyma, Zarthanie — mówił, zerkając jeszcze raz na grupę magów z dziewczyną. Zbierali się powoli do wyjścia.

— Panowie wychodzą?

— Dobili targu, zatem zapewne idą go zrealizować.

— Hm. Może poszedłbym z nimi. Popatrzyłbym.

— Rób jak chcesz. Ja nigdzie nie idę. — zasłonił się whiskówką. Nekromanta parsknął śmiechem.

— Żartowałem. Wolę moje zwłoki.

Thanastel uniósł brwi na krótką chwilę, przytakując, jakby ze zrozumieniem.

— Ty i te twoje pieprzone poczucie humoru.

— Spuść nieco powietrza, Thanastelu. Napijmy się jeszcze.

— Stawiasz?

— Niech stracę.

****

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (19)

  • pasja 14.06.2018
    Witam
    Znowu wprowadziłaś nas w świat Magów. Tylko szkoda, że jeden z nich przytrzymuje dziewczynę wbrew jej woli manipulując nią. Jeszcze do tego przetarg.
    Różne zainteresowania mają ci Panowie. Seks i zwłoki.
    Świetnie prowadzisz czytelnika po świecie Fantasy, że momentami czułam ten klimat w Czarnym tulipanie. Natomiast Shantell po ściółce niewiele wiedziała.
    Pozdrawiam i miłego wieczoru życzę
  • Kim 14.06.2018
    Hej! Dziękuję Pasjo za komentarz i odwiedziny :) Pozdrawiam serdecznie i też życzę miłego wieczoru :)
  • pasja 14.06.2018
    Fiolce*
  • Kim 14.06.2018
    Pasja, domyśliłam się, że słownik spłatał Ci figla :) Haha
  • Keraj 14.06.2018
    Połączenie nieśmiertelnego z dawną grą magia i miecz.5
  • Kim 14.06.2018
    Hej! Gra "magia i miecz"? Chyba nigdy nie miałam styczności.
  • Szudracz 15.06.2018
    Shantall jest taka młoda? Byłam pewna, że to dojrzała kobieta.
    Stała się narzędziem rozrywki. Nie za bardzo mi się podoba taki stan rzeczy, ale wciąga. :)
  • Kim 15.06.2018
    Hej, Szu.
    W stosunku do innych opek, tzn. 'buta' i 'psa' ten fragment dział się wcześniej ;) W tamtych rzeczywiście Shant jest już dojrzała. Dzięki za komentarz.
    Pozdrówka.
  • Karawan 15.06.2018
    nie utrzymywał relacji z uczniem takiej, jak on utrzymywał z nią - nie utrzymywał takiej relacji z uczniem
    Przygryzła wewnętrzną część policzków, aż nie poczuła chwilowej ulgi - sens jasny, ale... skoro nie poczuła ulgi to po kiego gryzła?
    i czuł pod szatą miękkie piersi oraz lekko wystające kości miednicy. - ja bym się nie ;) - raczej; "wyobrażając sobie ukryte poniżej łono" - kości są mało podniecające, zwłaszcza sterczące ;)
    Ktoś zasiadł obok. O stół uderzył napełniony po brzegi kufel.
    Thanastel powiódł wzrokiem za postacią, - imho; wodzimy za postacią, która przechodzi lub odchodzi. Przychodzących mierzymy wzrokiem, podnosimy wzrok, spoglądamy na - tak to widzę - sorry,
    Muszą się panowie kiedyś zrelaksować. - a może; "Nawet magowie muszą się kiedyś...?"
    przyciągała uwagę członków z trzykrotną siłą.- hi, hi,; każdy członek miał śliczne oczka i uszka, które dziwnie więdły gdy mijał stan wzwodu ;)) ; przyciągała uwagę bywalców knajpy, wszystkich bez wyjątku mężczyzn etc. ale nie członków ;)
    mruknął i popił piwem. Thanastel prychnął. - Thanastel prychnął, mruknął i popił...
    Zaciskał palce niebezpiecznie blisko jej łona. - niedwuznacznie zbliżając dłoń do łona...
    I ostatnia uwaga; jesłi Rasheel jest stara ( wyżej ) to jakoś niespójnie z tym, że jest ładna. Brak mi dopowiedzenia, że mimo widocznie dojrzałego wieku zachowała piękność. ;)
    Pozdrówka i sorry, że wczoraj nie pisłem, alem był deko zdechniety . :))
  • Karawan 15.06.2018
    oczywiście pięć cobyś nie myślała, żem nie kupił ;)
  • Kim 15.06.2018
    Karawan, uwagi zacne, uśmiałam się ;p z siebie samej oczywiście! I nie przepraszaj, że nie miałeś wczoraj czasu ;p nie jesteś przecież zobowiązany siedzieć 24/7 na opowi :p pozdrawiam
  • Tjeri 15.06.2018
    "Były obrzydliwe, lecz co począć skoro tylko te znalazła w spiżarni." Chyba lepiej pasi "tylko to".
    "Obserwował jak stawia niepewnie kroki, ostatecznie zatrzymując się na kilka przed mężczyzną." - tu bym zrezygnowała z "na kilka". A jeśli ta odległość kilku kroków jest ważna, to lepiej użyć pełnego wyrażenia, a wymienić "kroki" w pierwszej części zdania.

    Dobrze napisane, tekst nie nuży, mimo że krążysz wokół tematów dość wyeksploatowanych. Podoba mi się jak zacieśniasz wokół czytelnika pętlę jaką jest jego ciekawość. Ja się na pewno złapałam i ciekawam co dalej. :)
  • Kim 16.06.2018
    Dzięki za odwiedziny i krytyczny komentarz :) Błędy wszystkie poprawię w wolnym czasie, pozdrawiam!
  • Kim 16.06.2018
    Ach, i te wyeksploartowane tematy. Mówisz tu o wykorzystywaniu kobiet do zbereźnych celów, życiu uciśnionej dziewczyny czy o czymś jeszcze bardziej oklepanym? :D
  • Tjeri 16.06.2018
    Hihi, Kim - dobre... Masz rację - biedne baby :D
  • Canulas 16.06.2018
    "Westchnęła głośno i zamykając księgę wygramoliła spod pościeli" - nigdy nie sądziłem, że będzie mi brakowało słowa "się", ale tu wygląda, jakby to księgę wygramolila spod pościeli.


    "Ciężkie, wiązane buty wsunęła na stopy" - wiadomo, że buty na stopy. Może: Wsuneła ciężkie, wiązane buty.

    "Obserwował jak stawia niepewnie kroki" - czy on obserwował jak on stawia kroki? Jeśli nie, przydałoby się jakiś wtręt, dodatkowo rozjaśniający.

    I ok. Tyle z wątpliwości.

    W końcu napisałaś tekst w tym świecie, który jest zajebiście przystępny. Nie jest, bo ja wiem, nadęty.
    Jest luzniejszy, lepiej się go czyta.
    Generalnie jednostrzałowce, wyimku ze świata, podobają mi się bardziej. Te erotyki, to i oczywiście, tamten horror.
    Ten tekst jest bardzo dobry, Kim.
  • Kim 17.06.2018
    Dzięki, Canulas :) Błędy wszystkie oczywiście obadam i poprawię. Wdzięcznam za czujność i słowo pochwały. Pozdrawiam!
  • Blanka 18.06.2018
    Ciekawie opowiadasz, Kim. Przez tekst się płynie, nie ma takich … nużących zapychaczy, historie (w tych poprzednich również) wciągające, bardzo ładnie napisane. Świetna robota:) Pozdrówka:)
  • Kim 18.06.2018
    Dziękuję bardzo, Blanka :) Super, że wpadłaś :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania