Czarownica

Spotkałem czarownicę. Nie była to żadna straszna starucha. W zasadzie fakt, że była czarownicą odkryłem dopiero po jakimś czasie.

Wchodziłem właśnie do budynku mojej nowej firmy, gdy w drzwiach minąłem sprzątaczkę. Trochę zdziwiło mnie, co taka ładna dziewczyna robi z miotłą, ale cóż w życiu różnie bywa. Spojrzała na mnie tak jakoś dziko, że dreszcz przeszedł mi po plecach. Odwróciła się i pobiegła do swojego pokoiku.

- Niech pan uważa - zagadnął mnie portier, - to czarownica.

Tym razem ja spojrzałem na faceta jak na wariata i tylko wzruszyłem ramionami. Ludzie są dziwni.

W pokoju za jednym z dwóch biurek siedział mężczyzna w średnim wieku i o przyjaznej aparycji. Wyciągnąłem rękę i uścisnąłem podaną mi dłoń. Po krótkiej prezentacji i wprowadzeniu w sprawy zawodowe zacząłem wypytywać o stosunki panujące w firmie.

- Wie pan, W zasadzie oprócz upierdliwego prezesa, z którym mało kto i kiedy ma okazję się spotkać, to wszystko tu jest w porządku... - zawiesił na chwilę głos - prawie wszystko.

- Coś nie tak? - zapytałem bardziej zaciekawiony, niż przestraszony.

- Sprzątaczka jest czarownicą - wypalił po krótkim wahaniu.

"Co za brednie" - pomyślałem, bo nie wypadało mówić tego głośno i zrażać sobie kolegi w pierwszym dniu znajomości. Choć odrobiny złośliwości nie mogłem sobie odmówić.

- Acha - przytaknąłem - a co ona robi? Gotuje zioła na kuchence? Ma czarnego kota? A może lata na miotle? A nie, teraz są szczotki.

- Niech pan sobie nie żartuje. Kto jej podpadnie, długo nie będzie zdrowy, lub nawet żywy. Był tu taki jeden Marek Bartelik. Chciał ją poderwać i powiedział coś głupiego. Godzinę później znaleziono go w toalecie. Zmarł na atak serca. Dwudziestotrzyletni gówniarz!! A Wanda?

Wystarczyło, że spojrzała na sprzątaczkę krzywo, zaraz spadła ze schodów i złamała nogę. Wszyscy się jej boją.

- A ja nie - odparłem buńczucznie. - Zaraz pójdę i udowodnię panu, że to wszystko brednie. - Wstałem i wyszedłem z pokoju, zanim mój kolega zdążył zamknąć otwarte ze zdziwienia usta i zareagować.

Odszukałem pokoik sprzątaczki i zapukałem.

- Proszę. - Usłyszałem głos w którym pomimo ostrego tonu brzmiał atrakcyjny akcent. Otworzyłem drzwi i wszedłem. W pokoju nie było nikogo. Przez chwilę pomyślałem, że rzeczywiście w jakiś czarodziejski sposób zniknęła, gdy zobaczyłem wystające spod biurka stopy.

- Przepraszam... - zacząłem.

- Już, moment, tylko ją znajdę...

- A czego pani szuka?

- Spadła mi spinka do włosów, pamiątka po babci...

- To może pomogę pani szukać... - mówiąc to klęknąłem i... trrrach, coś trzasnęło pod moim kolanem. Spojrzałem w dół. No jasne, spinka.

Dziewczyna spojrzała na mnie w sposób, który zdrowego przyprawiłby o zawał serca.

- Co pan zrobił?

- Chy... chyba zniszczyłem pani spinkę - odparłem czując jak cała moja buta wyparowuje szybciej niż roztapia się kostka lodu na Saharze. - Przepraszam, nie chciałem, może mógłbym to pani jakoś wynagrodzić, no... na przykład kupię nową, albo coś... - mówiłem bez ładu, w głębi duszy zastanawiając się czy przypadkiem mój kolega zza biurka nie miał racji.

Wtedy nastąpiło coś, co mnie zdumiało. Nigdy w życiu nie widziałem, by ktoś tak szybko poruszał rękami. Zataczała dziwaczne kręgi i co chwila wyrzucała ręce w moim kierunku. Ale nie to było najdziwniejsze. Najbardziej zdumiał mnie wyraz jej twarzy. Początkowa wściekłość

powoli zmieniała się w zdziwienie, a po chwili w autentyczny strach.

- To jak? - zapytałem. - Spotkamy się po pracy? Muszę pani wynagrodzić taką wielką stratę.

Sprzątaczka opuściła ręce i spojrzała na mnie. Jej oczy nadal wyrażały zawziętość.

- Dobrze - odparła - o wpół do piątej.

Trochę zdezorientowany opuściłem jej pokoik. Portier, który przez uchylone drzwi przyglądał się moim poczynaniom z bezpiecznej odległości, z uwagą obserwował moje kroki najwyraźniej oczekując jakiegoś kataklizmu. Nie doczekał się. Wróciłem do swojego pokoju, i zrelacjonowałem sąsiadowi zza biurka moją przygodę. Facet nie mógł się powstrzymać, żeby nie podejść i dotknąć mnie, czy rzeczywiście istnieję.

- Złamał pan jej spinkę? Pamiątkę po babce?? I nic panu nie jest???

- Nic. Mówiłem panu, że to normalna dziewczyna. Na dodatek umówiłem się z nią po pracy.

- To nie może być. To nie może być...

Mimo moich wielokrotnych prób nie dał się do końca pracy przekonać, że ona nie jest czarownicą, tylko trochę zdziczałą dziewczyną.

 

Po zakończeniu pracy czekała na mnie przed budynkiem. W "cywilu" była bardzo atrakcyjną brunetką o zielonych oczach. Ubierała się modnie, ale nie ekstrawagancko. Nie powiem, podobała mi się.

- Przepraszam, ale nie przedstawiłem się pani - powiedziałem na powitanie. - Jestem Tomasz Starski. A pani?

- Iwona Czarc - odparła sucho. - Jedziemy pana samochodem?

- Tak, tu niedaleko jest sklep jubilerski, może tam znajdziemy coś odpowiedniego.

- Dobrze.

Droga, trwająca dziesięć minut upłynęła w całkowitym milczeniu. Nie potrafiłem rozgryźć tej kobiety. Jedno było pewne - nie zachowywała się normalnie. Po znalezieniu miejsca do parkowania, poszliśmy do jubilera. Zacząłem uważać na to co robi Iwona. Po wejściu do sklepu

pochyliłem się nad gablotą ze srebrną biżuterią, żeby obejrzeć spinki do włosów, ale kątem oka zobaczyłem w odbiciu w lustrze przede mną, jak dziewczyna wykonuje jakieś posuwiste ruchy nad moimi plecami. Przyszły mi wtedy do głowy dwie myśli. "Może ona rzeczywiście jest czarownicą?" i "Ale na mnie jakoś nie działa!". Postanowiłem sprawdzić jej reakcję. Prostując się chwyciłem się za plecy i głośno jęknąłem. W lustrze zobaczyłem wyraz triumfu przebiegający po jej twarzy.

- Przepraszam, ale gdy siedzę zbyt długo, to potem boli mnie kręgosłup. O już dobrze - rzekłem uśmiechając się. Iwona jęknęła tylko cicho.

Nie zwróciłem na to uwagi, ale kilka osób wypuściło jednocześnie przedmioty trzymane w rękach. Nie skojarzyłem tego z błyszczącymi oczami Iwony.

- I jak, spodobało się coś pani? - zapytałem.

- Może ta. - Wskazała na jedną ze spinek, - Jest podobna do spinki mojej babki.

- Dobrze. Proszę pana... - zawołałem do sprzedawcy.

- Słucham. - nie wyglądał na zbyt zainteresowanego klientami chcącymi kupić srebro. Widziałem wcześniej jaki był przymilny przy gablocie ze złotem.

Chciałbym kupić tą spinkę do włosów. Ile kosztuje?

- Mężczyzna chwycił pokazany przedmiot i metka odwróciła się pokazując cenę. Trochę mnie zmroziła. Bardziej wyczułem, niż zobaczyłem, że moja towarzyszka znów coś majstruje.

Jubiler pobladł i nieswoim głosem powiedział:

- Ten towar jest przeceniony. Kosztuje połowę starej ceny.

- Acha! Dobrze, biorę. - Uśmiechnąłem się pod nosem. Nie jestem świętoszkiem, i choć nic co ludzkie nie jest mi obce, to i to co nieludzkie może się przydać. Po wyjściu ze sklepu, zapytałem czy nie poszłaby ze mną do kawiarni, ale powiedziała, że się śpieszy i nie czekając abym ją gdzieś odwiózł, pobiegła w kierunku tramwaju.

W nocy oczywiście przyśniła mi się, i nie był to wcale nieprzyjemny sen. W zasadzie mógłby trwać z tydzień.

Następnego dnia w biurze, gdy zapytałem ją czy dziś może się ze mną spotkać, odparła że tak.

Kolega, gdy opowiedziałem mu swoje przeżycia, zdecydował, że i on spróbuje porozmawiać z Iwoną. Poszedł i po pięciu minutach wrócił z rozbitym nosem.

- Ja chciałem ją tylko zapytać która godzina! - wykrzyczał szlochając.

- Uderzyła cię? - zapytałem.

- Nie, kiwnęła palcem i wpadłem na hydrant! - odparł wycierając krew w chusteczkę.

"Niesamowita dziewczyna" - pomyślałem. Zacząłem zastanawiać się dlaczego na mnie jej czary nie działają. Przecież to mnie przede wszystkim powinna ukarać. To musiał być jakiś genetyczny feler.

Po pracy znów czekała na mnie. Wyglądała jakoś inaczej, ale nie potrafiłem określić co się w niej zmieniło. I tak była bardzo ładna.

- Może dziś pani zaproponuje jakieś miejsce - powiedziałem uśmiechając się szczerze.

- Może kawiarnia "Pod jaszczurem" - odparła i pierwszy raz uśmiechnęła się. Musiałem wyglądać jak idiota, skoro podeszła i delikatnie zamknęła mi opadłą szczękę. - Idziemy?

- Tak, jasne - odpowiedziałem i otworzyłem jej drzwi do samochodu.

Gdy wsiadłem i zamknąłem za sobą drzwi, odwróciła się do mnie i powiedziała.

- Nie ma sensu mówić sobie per "pan". Mówmy sobie po imieniu, dobrze?

- Dobrze, Iwona. - Uśmiechnęła się, a u mnie odezwał się dzwonek alarmowy. Gdy kobieta jednego dnia cię nienawidzi, a drugiego się wdzięczy, to coś knuje.

Iwona pokazała mi drogę do kawiarni, i gdy po wejściu do środka zajęliśmy miejsce, rozejrzałem się dookoła. Stylowe wnętrze z przyćmionym światłem i rzeźbionymi, solidnymi meblami stwarzało klimat dostojeństwa i powagi, troszeczkę przytłaczającej przeciętnego zjadacza chleba. Podeszła do nas kelnerka by podać menu i okazało się, że moja towarzyszka jest tu stałym gościem. Sprzątaczka w lokalu takiej klasy? Coraz bardziej mnie zadziwiała, chociaż z drugiej strony moje podejrzenia, że nie jest zwykłą kobietą, z każdą chwilą stawały się bliższe pewności.

- Opowiedz mi coś o sobie - rozpoczęła. - Muszę ci się przyznać, że mnie zaintrygowałeś.

- Dobrze, ale pod warunkiem że dowiem się też czegoś o tobie. - odparłem.

- Zgoda.

- No więc mam dwadzieścia osiem lat, małe mieszkanko i samochód , który mógłby być nowszy. Lubię książki, komputery, czasem zabawić się z przyjaciółmi, choć raczej preferuję spokój i zacisze swego domu. Próbuję trochę grać na giełdzie, ale nie potrafię zbić fortuny, czasami trafi się jakaś zwyżka. Teraz nie mam dziewczyny, więc dałem się zauroczyć tobie. - wypaliłem. Jeśli mnie nie znosi, to albo walnie, albo wyjdzie. - A teraz ty.

Iwona wzdrygnęła się i spojrzała na mnie jak wąż na ofiarę. A mnie ogarnął jakiś niezwykły spokój. Czułem, że rozgrywa się jakaś walka, ale czułem też dziwną wewnętrzną siłę dająca nadzwyczajną pewność siebie. Mało brakowało, bym to poczucie przypłacił okaleczeniem, bo nie zorientowałem się, że dziewczyna spróbowała wykorzystać do walki ze mną przechodzącą właśnie z tacą kelnerkę. Spowodowała, że niosąca tacę z kilkoma kieliszkami wina kobieta potknęła się i runęła w kierunku mojej głowy. Usłyszałem brzęk szkła i to mnie uratowało. Błyskawicznym ruchem podniosłem się jednocześnie obracając i udało mi się chwycić kelnerkę. Taca z kieliszkami przeleciała obok lądując na naszym stoliku, a wino po obrusie popłynęło prosto na białą sukienkę Iwony. Gdy to zobaczyłem, nie mogłem powstrzymać śmiechu. Ale nie śmiałem się długo, bo w jej oczach dostrzegłem łzy.

- Iwona... - podszedłem do niej i wziąłem delikatnie za rękę. - Chodź, musisz się przebrać. Zawiozę cię do domu. - Szła jak bezwolna lalka, czarownica o złamanej woli. Wsadziłem ją do samochodu i zapytałem o adres. Podała go bezbarwnym głosem. Po drodze powiedziała tylko jedno słowo: "Dlaczego?"

Nie odpowiadałem, bo trochę bałem się, że mogłem ją zbyt mocno zranić. Chciałem ją odprowadzić do mieszkania, ale powstrzymała mnie.

- Nie teraz - powiedziała spoglądając na mnie nieznanym wcześniej wzrokiem. - Dziś nie potrafię z nikim rozmawiać.

- Wiem kim jesteś - wypaliłem. Spuściła głowę i nie odpowiadając zniknęła w drzwiach.

Następnego dnia w pracy czekałem na nią bezskutecznie. Nie przyszła. Gdy po pracy pojechałem do jej mieszkania, sąsiadka powiedziała, że wczoraj wyjechała. Pomyślałem, że przez moją głupotę już więcej jej nie zobaczę.

 

Od tamtej chwili minęły dwa tygodnie. Dwa okropne tygodnie zadręczania się i obwiniania o wszystko. O arogancję, brak delikatności, wścibstwo, chamstwo i Bóg wie co jeszcze. Nie mogłem sobie wybaczyć tego, że jedyną dziewczynę, która poruszyła moje serce, zraziłem do siebie w dwa dni.

Czekała na mnie przed wejściem do biura. Była opalona na mahoń. Spoglądała na mnie trochę niepewnie, jakby obawiając się, że to ja jestem czarownikiem i mogę ją skrzywdzić. Gdy podszedłem do niej powiedziała:

- Musisz ze mną gdzieś pojechać.

- Jasne - odparłem z ulgą. Bałem się, że powie, że nie możemy się widywać, albo coś w tym rodzaju.

Pojechaliśmy za miasto, potem jakąś boczną drogą, aż do ukrytej głęboko w lesie chaty. Gdy zajechaliśmy, przed dom wyszła starsza, elegancka kobieta. Spojrzała na mnie badawczo, jak klient oceniający towar. Chyba badanie wypadło pomyślnie, bo uśmiechnęła się i zaprosiła nas do środka.

- To moja ciocia, Amanda - rzekła do mnie Iwona a potem przedstawiła mnie swojej ciotce.

Usiedliśmy w wygodnych fotelach przy okrągłym stoliku, na którym stała świeżo zaparzona herbata i ciasteczka.

- To on. - powiedziała ciotka Iwonie.

- Ale on mi się wcale tak bardzo nie podoba! - odparła Iwona.

Rozmawiały, jakby mnie tu nie było. Trochę było to denerwujące, ale między dwiema czarownicami lepiej nie okazywać złości.

- Twoje czary nie działają na niego, a on jest w tobie zakochany.

Nie wytrzymałem i chciałem wtrącić, że wcale nie jestem pewien czy kocham Iwonę, ale ciotka uciszyła mnie ruchem ręki, zanim wydałem z siebie jakikolwiek dźwięk.

- I co z tego? Pamiętasz, sama mówiłaś, że miał mnie powalić na kolana gdy go poznam, a wcale nie jest taki oszałamiający! - broniła się dziewczyna.

- A co robiłaś, jak go poznałaś? - uśmiechnęła się tajemniczo ciotka Amanda.

- O Boże... - Iwona zakryła dłońmi usta - ...szukałam spinki.

- Daj mu szansę. Nie musisz zaraz za niego wychodzić.

- A co ze mną? - zapytałem w końcu.

- Będziesz szczęśliwym człowiekiem - odparły jednocześnie.

 

Minęły dwa lata, a ja jestem szczęśliwym małżonkiem pięknej, mądrej i spokojnej kobiety. Wykorzystujemy jej dar tylko kilka razy do roku, gdy gramy na giełdzie. Żyjemy dostatnio i spokojnie nie niepokojeni przez ludzi w naszym domu. Acha, za dwa miesiące urodzi nam się

córeczka. Kim będzie?

 

Gdańsk 2002

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • Poncki 3 tygodnie temu
    Na wesoło i szczęśliwie.:)
  • Tommyline 3 tygodnie temu
    Dzięki, nie jestem fanem ponurych rozwiązań, choć może kiedyś spróbuję :-)
  • Piotrek71 3 tygodnie temu
    Mam pytanko, będzie druga część o córeczce ? Opowiadanie fajne, przyjemnie się czyta choć jestem zwolennikiem mrocznych horrorów jakoś mnie ujęło.
  • Tommyline 3 tygodnie temu
    Dotarło do mnie, że opowiadanie ma 20 lat. Akurat tyle, żeby córka szła na studia :-))))))
  • Piotrek71 3 tygodnie temu
    Tommyline O widzisz, to masz już jakiś punkt odniesienia i pozycję wyjściową do dalszego ciągu :)
  • Tommyline 3 tygodnie temu
    @Piotrek71 Nie wiem, nigdy o tym nie myślałem, być może, choć bardziej jestem teraz uczuciowo zwiazany z bohaterami "Zakochanej Mory" - trochę podobne w klimacie i na pewno będzie dalszy ciąg.
  • Tjeri 3 tygodnie temu
    Lekkie, zabawne, z nutką tajemnicy, zdecydowanie poprawiające humor :). Przyjemności z czytania nie zepsuły mi nawet błędy, których trochę jest – najbardziej rzucają się w oczy te w zapisie dialogów.
  • Tommyline 3 tygodnie temu
    Powinienem był sprawdzić na nowo, bo dwadzieścia lat temu nie było w sieci tyle informacji jak pisać. ;-) Przepraszam.
  • Tjeri 3 tygodnie temu
    Tommyline
    Nie zwróciłam uwagi na datę, faktycznie dwie dychy jak w mordę strzelił :D.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania