Czas nie leczy ran. Rozdział I.
- Louise, to chyba nie jest dobry pomysł.
Stoję nad brzegiem klifu, a Matthew od dobrych piętnastu minut próbuje mnie zachęcić do powrotu. Nie żebym zamierzała skoczyć, po prostu lubię to uczucie, gdy adrenalina krąży w moich żyłach. A nawet gdyby, to nie jest tu specjalnie wysoko - może z pięćset jardów; sam klif jest dość łagodny, w sumie to ciężko tę formację nazwać klifem, bardziej jest to strome zbocze, pod którym ciągnie się plaża z drobnym, białym piaskiem.
- Wyluzuj, Matty. Może jak podejdziesz i poczujesz ten wiatr we włosach, to zrozumiesz - odpowiadam chłopakowi.
Zapach bryzy i przyjemne zimno, jakie ze sobą niesie, wywołują u mnie gęsią skórkę.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania