Czasem na środku ulicy
pomiędzy szczelinami twardej kostki
pojawia się uśmiech
do ludzi do ich trosk i nie uczesanych włosów młodej dziewczyny
do chłopca który prosi o papierosa
szczupłej Włoszki pozdrawia w zapomnianym języku i opowiada o płatkach kukurydzianych kupionych w odległym sklepie na promocji
o małym kocie uratowała mu życie
uśmiech do obcych podarowane ciastko z piekarni
i nie odwracasz wzroku kiedy starszy mężczyzna pyta
czy smakuje ci kawa słyszysz odgłosy odlatujących ptaków skrzydeł łamiących tęsknotę
i pozwalasz na dotyk chociaż to grzech obiecywać
że wrócę więc musimy się rozstać i nasze błędy nie zostaną popełnione
gdzieś w zagubionych zaułkach pozostanie smak nadgryzionych jabłek
ust które aksamitnie dotykały
nie obawiaj się obcy może być tylko kolejny dzień
któremu nie pozwolisz na uśmiech
Komentarze (6)
Przyjemnie się czytało 🙂 pozdro
Jag przeczytałam Twój wiersz o pracy w kuchni. Rewelacyjny. Czułam się jakbym tam była. Miałam kilkudniowy incydent związany z tą pracą. Nie dałam rady. Dosłownie ręce mi opadły. Teraz poczułam ten ból ponownie. Tak miło zajadamy się w restauracjach i barach. Tak nam przyjemnie i ciepło w brzuszkach. Ale nigdy nie widzimy drugiej strony. Może i dobrze. 🙂
Marzena właśnie to miałem na celu, pokazać jak tak naprawdę rodzą się piękne dania. W jakich okolicznościach. Dzięki za zauważenie sedna sprawy 🫡
Niecodzienna poezja codzienności. Lubię Cię czytać.
Dziękuję Wam, to bardzo miłe. Chociaż ten wiersz jest trochę nieporadny jak i czas w którym go pisałam na pocieszenie.
🫡
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania