Czasem, zawsze i nigdy, do końca
Nie było westchnień, a zegar otworzył paszczę i wciągną mnie zaraz, dwie kulawe wskazówki w samo serce zdarzeń. Było mi wpiąć dłonie w kalendarz, gdy dni płynęły spokojnie.
Teraz spoglądam na główkę gwoździa i zdaje się, że nawet na tej główce włos się jeży. Ściany puchną - niebawem eksplozja wyrwie myśli, a mi nie pozostanie żadne z nasion, których i tak nie potrafię odpowiednio przygotować na zimę.
Rozłożę ciało na podłodze, jakbym pragnął przez moment chłonąć ciszę nade mną. A zamknięte oczy będą coraz bardziej ruchliwe. Wyskoczą spod powiek na bruk, na zabój lub rzucą się na ciebie głodne i zmartwione.
A ja? Będę czekał, patrząc, jak wszystko dookoła staje się ruchem. A płynność? Zabierze mnie w dawne sprawy i nieprzeżyte chwile. I będą tam czasem i zawsze, i nigdy, do końca.
Komentarze (2)
Bardzo dobry tekst
Absens dziena
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania