Czeresienki
0. -Każda jedna ma pestki.
-Do tego służą czereśnie.
-Żeby mieć pestki?
1. Niektórzy powiedzieliby, że ich główną funkcją jest czerwień. Tak jest moi drodzy, nie ma się co dziwić. Kolor to funkcja, bo coś istnieje między innymi po to, żeby się przyoblec w daną barwę. Funkcji jednak jest więcej i tak na przykład inni upieraliby się przy smaku. No po prostu, żeby smakowało. Jeszcze inni...
Tymczasem działo się właśnie wczesne przedpołudnie. Wydarzył się stolik i miska czerwoniusieńkich czereśni, a także siłą narracji siedząca tuż obok niewiasta ciesząca twarz ciepłym dotykiem wiosennego słońca. Choć niewidzialne, działo się również szczęście.
2. Najpierwsza w ziemię wpada pestka. Bywa że przypadkiem, jeśli już w przypadki wierzyć lub zgoła też celowo. Czasem pojedyncza, nieraz w większej grupie, bo razem raźniej. Ląduje w czarnym gruncie. Chowa się. Umiera.
Ze szczątków jej wyrasta korzeń. A może to był pień? Na liście z całą pewnością jest za wcześnie, o owocach nawet nie wspominając. Zatem nie przedłużając coś na pewno wschodzi, takie są fakty. Nowe życie powoli wyrasta na świat i dalej już jakoś idzie.
Kwiat i owoc, jakiś listek.
Nowe pestki, nowe trupy.
Nowe życie i tak w koło.
3. Czereśnie z miski znikały równie szybko jak wszystkie owoce pracy rąk ludzkich. Wokół składanego fotela w niebiesko-żółte pasy działo się coraz więcej pestek i ogonków. Szczęście niewiasty dla przypadkowego obserwatora jawić się musiało interesującym. Takie proste.
Nadmienić w tym miejscu należy, że obserwator rzeczywiście zaistniał. I to zgoła nieprzypadkowy. Białe futra i ciemne okulary wydają się być w tej chwili oczywiste.
4. -Między innymi.
-A do czego jeszcze?
-Żeby mieć szczęście.
5. Z dziejącym się szczęściem od wieków jest jeden fundamentalny problem, łatwo to draństwo przeoczyć. Takie jest kruche i niewidoczne, że zwykle błąka się gdzieś na granicy naszego wzroku i jak się biedactwa nie dokarmi, to może nam paść na progu. Z reguły właśnie wtedy je dostrzegamy. Już po jakimś czasie, gdy odwracamy sterany wzrok i patrzymy na to co już było. Przecieramy wówczas spocone czoła i na widok majaczącego w oddali niewyraźnego, uschłego kształtu mruczymy pod nosami:
-A, to tutaj byłoś.
6. Mężczyzna w białych futrach mógłby podejść do niewiasty. Pomyśleć cokolwiek, byle tylko dostatecznie niejednoznacznie i zawile, tak aby zmącić jej spokój i zaspokoić własną nienasyconą ciekawość. Tym razem jednak tego nie zrobił. Nie rozumiał wszystkiego, szczegóły tej wyjątkowej procedury jakoś mu umykały, ale był świadom tego, że obcuje ze szczęściem w jego najprostszej formie. I nie było już nic do dodania.
7. „Byłoś?”, znajoma myśl.
„By łoś co”, jeszcze jedna.
„Jaki łoś?”
„Właśnie.”
8. I rzeczywiście było ono obecne, choć nieuchwytne. Na tym właśnie polega sztuczka, aby dostrzec szczęście wówczas, gdy się je ma. W ten sposób zwiększa się prawdopodobieństwo, że uda się je zatrzymać na dłużej.
9. „Nie myślałem o łosiu.”
„A jednak łoś padł.”
„W którym lesie?”
„Padł metaforycznie.”
„Czyli, że stoi nadal?”
„A jednak padł.”
10. Tymczasem przy znajomym już stoliku nie przechadzały się akurat żadne łosie. I czereśnie również chwilowo się skończyły, a obserwator poszedł dalej.
11. -Czereśnie mają szczęście?
-Dają.
-Jak krowy?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania