Czerkiesi w drodze....donikąd (embrion scenariusza)

Zamiast wstępu: we wrześniu 1850 z pułku kawalerii carskiej, który stacjonował w Skierniewicach, samowolnie oddalił się oddział 10 Czerkiesów. W Kruszwicy przekroczyli granicę Pruską, w Inowrocławiu poprosili o azyl, chociaż mogli nawet nie znać tego słowa….

 

Prolog:

Narrator: długie i ciekawe miał życie Bakmirza Nazajew….

/z ciemności, jakby z nicości wyłania się Bakmirza Nazajew/ Bakmirza Nazajew: piękne i długie miałem życie….życie, które wciąż trwa….

/ wycofują się i znikają w ciemności, cisza/

 

Scena I

Rzecz dzieje się w Inowrocławiu w ówczesnych Prusach Zachodnich, chociaż tego miasta nie widzimy. Na scenie mamy zaledwie jedną ścianę jakiejś kamienicy, która wygląda jak typowy dom z tamtych czasów. Później pojawią się kolejne rekwizyty, ale będą to przedmioty zredukowane do minimum. Mamy więc narratora, 10 żołnierzy czerkieskich, landrata, później wystąpią sędzia z Bydgoszczy i król pruski Fryderyk Wilhelm IV. Po tej krainie oprowadzi nas narrator- chyba urzędnik miejscowej poczty; taki nosi mundur…

 

Narrator: Dziwne to było wydarzenie… w naszym mieście niewiele się działo we wrześniu 1850 roku. Byliśmy blisko granicy rosyjskiej, ale to sąsiedztwo aż tak bardzo nam nie przeszkadzało…Po drugiej stronie, w Aleksandrowie stacjonowali Kozacy…. Wszyscy się ich bali, opowiadano o nich straszne rzeczy ( przez chwilę panuje półmrok, skądś dociera słabe światło)

/zapada cisza/

Po chwili narrator wyłania się z mroku/

Narrator: Kozaków wszyscy się bali w naszym mieście….gdyby wybuchła wojna….. /po chwili przerwy/ ..Lepiej o tym nie myśleć /milczy przez chwilę/

Tak więc któregoś dnia…a było to 30 września roku 1850, kiedy przyszły jesienne chłody i deszcze, kiedy właśnie zlicytowano folwark….Ale to was chyba nie interesuje (?)…. Kiedy więc…(namyśla się) jeszcze żyłem, kiedy mieszkałem… ..kiedy byłem poczmistrzem w tym mieście…Na targowisku gruchnęła zupełnie sensacyjna plotka: idą na nas Czerkiesi, cała uzbrojona po zęby armia Czerkiesów… /cofa się o kilka kroków, znika w mroku/

/z ciemności wyłania się miejscowy żandarm/

Żandarm: z Kruszwicy doniesiono nam, że granicę rosyjską przekroczył jakiś silny oddział Czerkiesów…A może cały pułk? Kto wie? / zapada milczenie, żandarm jakby rozpłynął się w mroku/

/Teraz słychać jakieś chaotyczne okrzyki, wiele głosów, tętent koni, znów okrzyki, nikogo nie widzimy, ale mamy wrażenie, że na rynku zgromadził się wielki tłum. Może wszyscy mieszkańcy tego miasta wyszli na ulicę? Co się stało? /

Głosy: Czerkiesi! Czerkiesi! Jadą na nas Czerkiesi!

/kakofonia różnych dźwięków, tak ze sobą przemieszanych, że już nic nie słyszymy/

Scena II

/ markując jazdę konną pojawia się na scenie dowódca oddziału Czerkiesów Bakmirza Nazajew. Pozostałych 9 jeźdźców nie widzimy. Mamy wrażenie, że główny bohater rzuca nieskończenie wiele cieni/

Głosy dobiegające ze wszystkich stron: Czerkiesi! Zaatakowali nas Czerkiesi! To wojna! Wybuchła wojna!

Bakmirza Nazajew (mówi z trudem): Poniżono….. strasznie poniżono nas … dlatego pod osłoną nocy uciekliśmy z koszar w stronę granicy…. Po kilku dniach byliśmy już w Prusach….

/pojawia się narrator/

Narrator: Chyba tak to wyglądało…Tak tę scenę opisano w kilku pamiętnikach….Ja sobie niewiele przypominam… Czerkiescy uciekinierzy zeznali później, że kierowali się poczuciem honoru….Że rozkazano im opuścić pułk w Skierniewicach, kiedy miał tam przyjechać car Mikołaj I z żoną…. Kiedy Czerkiesi uciekli do Prus, dowództwo rosyjskie kategorycznie domagało się ich wydania….Zapewne spotkałaby ich straszliwa kara…. /narrator znika /

/nowa postać na scenie. Tym człowiekiem jest landrat Fernow/

Landrat Fernow (Jak wygląda? To nieistotne….Może być jednym wielkim stereotypem pruskiego urzędnika)

Landrat Fernow: Nie wydamy was Rosjanom….Udzielimy wam gościny w tutejszych koszarach…Ale musicie złożyć broń.. co do jednej sztuki złożyć broń!

Narrator: Czerkiesi nie złożyli jednak broni…. Ale wycofywali się Szosą Bydgoską…W pewnym momencie padł strzał….A wtedy się zakotłowało….Od szabel dragonów zginęło co najmniej dwóch Czerkiesów, jeden z Niemców padł na ziemie zraniony sztyletem… Ktoś ranny w czoło osunął się na ziemię. Jakiś oficer ranny w obie dłonie bezwładnie opierał się o mur domu… Jeden z Czerkiesów uciekł w otwarte pole….Ale dragoni dopadli go i otoczyli ze wszystkich stron….Wydawało się , że chce się poddać, ale wtedy wyjął pistolet….Nie zdążył wypalić …Dragoni wściekle siekli go szablami …

Zapanowało ogólne zamieszanie…Czerkiesi pędem ruszyli do stojącego na pustkowiu dworu Kruschelwitz… kule jak szalone latały we wszystkie strony

I wtedy padł rozkaz: „podpalić dwór!”

Narrator: co to będzie ? Ogień ogarnął cały dwór , drewniany dwór….jęzory ognia dotykają ziemi, wielkie słupy płomieni strzelają wysoko ..aż do nieba! O Boże, Boże, Boże! Już po nich, już spłonęli…Nie ma dla nich ratunku…

Ale oto patrzcie, poddali się, dwór runął i pogrzebał pięciu Czerkiesów…sanitariusze niosą dwóch ciężko rannych czerkieskich żołnierzy, trzech idzie pod eskortą żandarmów…Pójdą do twierdzy, pójdą pod sąd….

(zapada cisza, ciemność, wszystkie postacie znikają)

 

Scena III

Proces, prawdziwy proces:

(z półmroku wyłania się postać sędziego sądu wojskowego. Sędzia w mundurze pruskiego pułkownika)

Sędzia nie wypowiada ani jednego słowa, w milczeniu patrzy w dal…

(znika w mroku)

Narrator: sędzia wydał wyrok…. (milczenie)

Pojawia się król Prus Fryderyk Wilhelm IV (wygląda tak jak na znanych portretach; jest to korpulentny mężczyzna w wieku 55 lat, bokobrody, łysina, wysokie czoło)

 

Fryderyk Wilhelm IV:

Czerkiesi zasłużyli na Naszą łaskę. Zostają skazani na 3 lata pobytu w twierdzy Wisłoujście w Gdańsku. Szlachetnie się bronili, chociaż zginęło kilku mieszkańców Inowrocławia. Ale o to nie możemy obwiniać tych żołnierzy, którzy pozostali przy życiu.

( po krótki milczeniu)

Nasze państwo kieruje się przede wszystkim humanitaryzmem….. gdyż humanitaryzm…. Nasze humanitarne podejście do tych biednych ludzi…..tak, tak….. (mówi jakby z oddali) humanitaryzm to jest…gdyż tylko humanitaryzm….

(robi kolejny krok wstecz i znika w cieniu)

 

Narrator: Ach ci dobroduszni mieszczanie gdańscy…Wszyscy chcieli pomagać, cieszyli się z pobytu tych niespodziewanych gości…Dostarczano im najlepsze potrawy z restauracji, nauczono ich niemieckiego i zadbano o rozwój umysłowy…Nasi goście zaczęli czytać gazety…, a może nawet poważne książki…

Było niezwykle pięknie i szalenie humanitarnie…Ale po kilku miesiącach, po roku, po dwóch latach fala spontanicznego entuzjazmu znacznie opadła…

Z więzienia wyszło już tylko dwóch Czerkiesów. Podobno starali się o przyjęcie do pruskiej kawalerii… Był rok 1854, minęło już kilka lat….

(narrator znika w ciemności, zapada cisza)

 

Chyba epilog:

rok 1879 w Paryżu

 

Narrator: po wieloletnich poszukiwaniach wreszcie znalazłem Bakmirzę Nazajewa…. Miał nawet pseudonim artystyczny. Ten pseudonim to…… Chyba nie pamiętam….To nie ma znaczenia dla naszej opowieści…Trochę się zmienił i zestarzał…

(narrator dochodzi do ławki i siada na niej)

Ma pseudonim artystyczny. Umie jeździć na oklep konno, z zasłoniętymi oczami rzuca jednym nożem, drugim i trzecim …I to wszystko podczas jazdy konnej…. Z trzech metrów skacze na grzbiet konia , a dalej pędzi na oklep i znów rzuca nożami…. Wykonuje przewrót, chwyta się skądś wystającej belki i po chwili wisi już u sufitu. Potem zjeżdża po jakiejś rynnie, strzela z dwóch pistoletów…strzelają do niego , ale on wychodzi z tego bez szwanku…Wskakuje na grzbiet swojego rumaka i pędzi na stepy….to jest…na łąkę i pagórek przed namiotem cyrkowym…A w varieté wykonuje skok na podwórko tuż za kuchnią. Paryżanie są nim zachwyceni …Chyba zrobił karierę ? Ale do wojska Francuzi nie chcieli go przyjąć…

 

Bakmirza Nazajew (jakby do siebie, nie zauważając narratora):

Miałem bardzo piękne życie…. Jeszcze trochę występuję w tym ich varieté…. Ale nie jest tak łatwo jak kiedyś….nauczyłem kilku sztuczek dwóch Kozaków, którzy przyjechali tutaj trzy lata po mnie….Tak więc ktoś… będzie to robił. Zawsze wpadną jakieś napiwki i jakoś to będzie (chwila milczenia)

Może jeszcze wszystko się ułoży …Ale pracować coraz trudniej…To chyba starość? (milczenie)

( wstaje i bardzo wolnym krokiem idzie w jakimś nieokreślonym kierunku)

Nazajew (już w pewnej odległości. Mówi jakby do siebie): Może to było niepotrzebne….. Wszystko było niepotrzebne…?

( znikają Nazajew i narrator. Zapada cisza. Na scenie nie ma nikogo. Nic już się nie dzieje. Chyba już nic się wydarzy. Cisza)

Świadek historii (być może ja sam): O dalszych losach Nazajewa nic nie wiemy… Mogę jedynie potwierdzić, że naprawdę istniał…

A teraz spróbujmy o wszystkim zapomnieć....

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Kiedyś czytając pochodzące sprzed I wojny światowej książki o historii Inowrocławia i Kujaw, na temat pruskiej administracji w tym regionie, znalazłem krótki rozdział o czerkieskich uciekinierach, którzy poprosili o azyl polityczny w Prusach Fryderyka Wilhelma IV. Powód dezercji liczącego 10- 15 żołnierzy oddziału czerkieskiego też był niezwykle ciekawy: uciekli z pułku, ponieważ nie pozwolono im wziąć udziału w defiladzie na cześć cara Mikołaja I, który we wrześniu 1850 odwiedził Skierniewice.

W Inowrocławiu miejscowe władze pruskie zgodziły się udzielić owym niespodziewanym i budzącym niepokój gościom azylu, a w każdym razie obiecały, że nie zostaną wydani armii rosyjskiej, co miałoby dla nich fatalne konsekwencje... Warunkiem było złożenie broni przez Czerkiesów... Ci jednak odmówili złożenia broni, uznając, że byłby to akt kapitulacji okrywający ich wieczną hańbą... Od tego zaczyna się cały dramat - Czerkiesów, mieszkańców Inowrocławia i kilkunastu żołnierzy z tamtejszej twierdzy...

Proces, pobyt w twierdzy Wisłujście w Gdańsku - to fakty, prawdą jest również i to, że sąd pruski potraktował łagodnie tych Czerkiesów, którzy przeżyli walkę o dwór w Kruszwicy. A dalej? Dalej pozostają tylko nasze domysły i czysto fikcyjna opowieść o życiu ostatniego z owych azylantów.

Ten szkic (zaledwie embrion) scenariusza ma już prawie sześć lat...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania