Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Czerwone Niebo
Czerwone niebo rozciągało się nad zgliszczami miasta, rzucając krwawy blask na zniszczone ulice. Powietrze było gęste od dymu, przesycone zapachem spalenizny i śmierci. Wśród ruin stała ona – Furia.
Jej oczy jarzyły się niczym rozżarzone węgle, a dłonie zaciskały na metalowej kosie, której ostrze ociekało świeżą krwią. Była niezniszczalna. Nie istniała broń, która mogłaby ją zatrzymać. Każdy, kto ośmielił się jej przeciwstawić, kończył rozszarpany, roztrzaskany o ściany budynków lub wyrzucony w powietrze jak szmaciana lalka.
Kroki Furii odbijały się echem po pustych ulicach. Gdy zbliżyła się do schronu, w którym chowali się ostatni ocaleńcy, uniosła rękę. Ciała ludzi wewnątrz zaczęły drgać konwulsyjnie, jakby coś wyrwało im wolę życia. Ich oczy przewróciły się do tyłu, a usta otworzyły w niemej agonii. Jednym ruchem dłoni cisnęła nimi o ściany, łamiąc ich kości jak suche patyki.
Krzyki rozbrzmiały w powietrzu, lecz nie trwały długo. Wśród ciał kroczyła powoli, ciesząc się widokiem rozlewu krwi. Była stworzeniem zrodzonym z chaosu, z zemsty, z samej istoty nienawiści. Jej broń nie znała litości. Ostrze kosy przecinało kolejne ciała, rozszarpywało skórę i miażdżyło kości.
Gdziekolwiek się pojawiła, śmierć szła za nią jak cień. Była jak kataklizm, jak gniew bogów, którego nic nie mogło zatrzymać.
Czerwone niebo było jej domem. Czerwone niebo było zwiastunem końca.
Furia podniosła wzrok ku gęstym, krwistym chmurom. W jej sercu nie było litości, ale czuła coś – coś, co drgało w powietrzu. Przeznaczenie. Wiedziała, że to nie koniec. Nie tutaj. Nie teraz.
Na końcu ulicy, pośród ciał i dymu, pojawiła się sylwetka. Ktoś jeszcze stał. Mężczyzna o płonących oczach i zaciśniętych pięściach. Był ostatnią iskrą buntu w tym umierającym świecie. Nie wiedział, że nie miał szans.
Furia uśmiechnęła się. Cichy, niski śmiech wyrwał się z jej gardła. Ostrze kosy zabłysło w czerwonym świetle nieba. To była jej zabawa. Jej świat. Jej wojna.
Mężczyzna wyciągnął miecz, gotów do walki, ale Furia już uniosła dłoń. Powietrze wokół niego zadrżało, jakby niewidzialne dłonie zacisnęły się na jego ciele. Rzuciła nim przez ulicę, rozbijając go o zniszczony samochód. Nie dała mu czasu na oddech. Błysk ostrza. Rozprysk krwi. Zanim jego ciało opadło na ziemię, już nie żył.
Furia spojrzała na krajobraz wokół siebie. Miasto dogorywało. Ale to nie wystarczyło. Podniosła ręce ku niebu. Ziemia zaczęła drżeć. Budynki, które jeszcze stały, zaczęły się walić, pochłonięte przez płomienie i cienie. To był jej znak. Nie było już nic. Nic, prócz niej i nieskończonej, nieugaszonej furii.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania