Człowiek
Kiedy wstaję,
Ranną szosą
Chadzam boso.
Ciepłą od słońca,
Chłodną od wieczoru.
Kałuże roztrącam palcami.
Napotykam, mijam
Ludzi wszelakich.
Omijam, przechodzę,
Butów nie nakładam,
Lecz rosą poranną
Stopy ochładzam.
I dobro, i zło
W ludziach się mieszają.
Wysoko głowy
Ludzie swe trzymają.
Ja chadzam z rana,
Z wieczora patrzę jeno.
Taka sama jestem,
Nie lepsza, nie gorsza,
Nie z Wenus, nie z Marsa,
Żywy człowiek tylko,
Co lubi czasami
Chodzić krętymi ścieżkami.
Komentarze (3)
Nie wiem skąd ta jedynka. Proste, ładne, w punkt. Podbijam ocenę i pozdrawiam.
Lekko i przyjemnie się czyta, całość zbita i sensowna 👌
To jest słaby wiersz... chadzam, ochładzam, jeno, i reszta w bardzo w starym stylu. No i paragonowy zapis... to wszystko czyni ten wiersz dalekim od dobrego. Trzeba współczesne wiersze czytać, a nie te z minionych epok...
Nie oceniam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania