Człowiek znad Krakowskiej Wisły
Siedzę... siedzę i czuję... a może nie czuję, nic nie czuję, a może uniesiony tym spokojem i melancholią tu, nad Krakowską Wisłą, wpłynąłem na suchego w przestwór oceanu tak jak moi poprzednicy błądząc po bezkresie własnych myśli, przekonań, ideii.
Więc tak siedzę... i obserwuję zbłąkany we własnych myślach, jednocześnie wtapiając wzrok w otoczenie. Wtem ktoś krzyknął "hej, to jest Jowisz skurwysyny, Jowisz", czy był to jedynie pijacki bełkot? Czy w tym zdaniu można dostrzec głębszy sens? Czy nieszczęśliwy, czy też szczęśliwy człowiek musi szukać we wszystkim sensu?
A ja wciąż siedzę... i myślę i obserwuje, mijają mnie ludzie wielu wyznań, języków, kultur, idący bądź wracający z podziwem po obejrzeniu Krakowskiego smoka ziejącego ogniem.
A ja dalej... z uporem niezbyt rozgarniętego człowieka, wciąż siedzę i myślę i obserwuję... ale o czym myślę? Czy w dzisiejszych czasach wciąż można być architektem kultury? Przecież Nihil novi sub sole... nic nowego się nie stanie, co się miało zrodzić, zostało zrodzone, ale z drugiej strony... nic dwa razy się nie zdarzy, zawsze będzie jakaś różnica. Rozmyślam i cytuję wielkich ludzi, poetów, architektów kultury... ciemno już. A ja? A ja wciąż siedzę i myślę i obserwuje
Komentarze (4)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania