Cztery miniatury

I

moje dłonie

jak gotyckie sklepienia

wieczność

w cieniu

dogasającej świecy

dotyka powietrza

przez mury minione

***

moja tawerna

płonie

czerwienią

wina

 

II

połamałem

chwilę

do niej należał studzienny otwór

w nim obraz

lakier chłodu

babiloński lew kamienny

strzegący wejścia

przeze mnie spogląda

w dal pustym wzrokiem

III

niebo zostało ukradzione

wielka draperia deszczu

dotyka kamieni

piszczele

domów kości nasycone śmiercią

pnączami wyrastają...

Obnażone piszczele domów kości

aż do bólu

wgryzają się dokądś morderczo

kilka wiązek trawy

poza wszystkim

poza tym co dostrzegalne

 

IV

pokój = zaproszenie

ciężka nieruchoma zasłona płomień gazowy jest pomniejszonym

wymiarem kataklizmu

sięgające niepamięci śniegu okno patrzę na dalekie zasłony

w nich zawarte jest milczenie...

powracam do porzuconego eksperymentu z tragedią...

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania