Czułość z blizną
Mówiłeś, że jestem piękna,
kiedy płaczę.
Więc płakałam —
aż łzy stały się moim lekarstwem.
Twoje dłonie były modlitwą
i klątwą jednocześnie.
Całowałeś jak trucizna z opóźnionym działaniem,
a ja dziękowałam za każdy dotyk ust.
Byłam twoją dziewczyną w białej sukience,
choć wiedziałam, że poplamisz ją sobą.
Nie uciekałam.
Chciałam zostać —
nawet jeśli miało to boleć.
Szeptałeś: baby, this is love,
ale brzmiało to jak wyrok.
Miłość w twoim wydaniu
miała kolor purpury.
Ludzie mówili: „Odejdź.”
Ale jak odejść od kogoś,
kto zna każdy ton twojego oddechu
i potrafi zagrać na nim symfonię?
W twoich ramionach
byłam ofiarą, i świętą,
i chciałam więcej —
bo znałeś mnie lepiej niż ja siebie.
Więc,
proszę tylko, żebyś pamiętał
jak brzmiałam,
gdy mówiłam, że to nic takiego,
gdy drżałam.
Komentarze (5)
tej tutaj najważniejszej primadonny.
Mogę się mylić.
NO!
Co na to Grafomanka?
Naśladuje cię Martyna?
NO!
Oczywiście.
NO!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania